sobota, 27 czerwca 2020

Uroczystości rocznicowe wydania Motu Proprio Summorum Pontificum w ramach spotkań Tradicamp2020.

Z racji XIII rocznicy wydania przez Papieża Benedykta XVI Motu Proprio Summorum Pontificum, celebrowana będzie solenna Msza Święta połączona z uroczystym śpiewem hymnu „Te Deum laudamus” przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Liturgia będzie celebrowana w sobotę 11 lipca A.D.2020 o godz. 12:00 w kościele św. Bartłomieja Apostoła we Włodowicach. Uroczystości rocznicowe odbywają się co roku na zakończenie Ogólnopolskich Spotkań Wiernych Tradycji Łacińskiej – Tradicamp. Choć tym razem ze względu na panującą sytuację epidemiczną spotkania Tradicamp2020 odbędą się w ograniczonej formie, to jednak doroczna celebracja liturgii w intencji licznych owoców Motu Proprio i dziękczynienie za to, co jest już naszym udziałem w wyniku tego doniosłego dokumentu, nie mogły zostać zaniechane. Bezpośrednio po zakończeniu uroczystości odbędzie się poczęstunek dla uczestników liturgii na placu plebanii. Serdecznie zapraszamy wszystkich do wspólnego świętowania oraz dzielenia się radością z owoców, jakie polska wspólnota Tradycji Łacińskiej może czerpać z obfitego bogactwa tradycji Kościoła, dzięki Motu Proprio Summorum Pontificum.

niedziela, 14 czerwca 2020

Jak tradycyjna liturgia jednoczy ludzi różnych ras i grup etnicznych




Zamieszki w Stanach Zjednoczonych w ostatnich tygodniach popchnęły wielu do zrobienia rachunku sumienia. Jednak nie do końca wiadomo, w jakim stopniu potrzeba refleksji przeniknęła do kręgów Kościoła katolickiego. Kevin Well, w swoim świetnym artykule „George Floyd and How the Church Abandoned the Inner Cities”, opublikowanym na stronie OnePeterFive, przedstawia sprawę z punktu widzenia katolickiej nauki społecznej.

„Ponieważ Stany Zjednoczone nigdy nie były katolickim krajem, historycznie brakuje mu środków potrzebnych do jednoczenia ludzi różnych ras, którymi dysponowały katolickie narody” – to spostrzeżenie, na które niedawno się natknąłem skłoniło mnie do refleksji nad liturgicznymi środkami jednoczenia ludzi, jakie historycznie posiada Kościół. Środki te zostały zmarnowane przez posoborowych decydentów, którzy kierowali się niefortunnymi pomysłami modernistów: lokalizacją sprowadzoną do najniższego wspólnego mianownika i wąsko rozumianą inkulturacją.

Stara łacińska liturgia łączyła narody, klany, plemiona i rasy. Każdy uczestniczył w (mniej lub bardziej) jednakowej Mszy. Jej styl był wysoki; celebrowana była w języku, który nie jest już językiem narodowym; była celebrowana „tak po prostu”, na swój własny, wyjątkowy sposób, ponieważ jest owocem wielowiekowego rozwoju i różnych wpływów. W artykule z Southern Nebraska Register ksiądz Justin Wylie pisze:

Jedynie język, który nie należy do nikogo konkretnie, należy w rzeczywistości do wszystkich. Właśnie łacina wyraża katolickość (czyli powszechność) naszej wiary w czasie i przestrzeni. Przekleństwo pomieszania języków Wieży Babel naprawił cud Zesłania Ducha Świętego, który dał Kościół ewangelizujący wszystkie narody w jednym języku jednakowo zrozumiałym dla wszystkich. Poganie starożytnej Grecji i Rzymu, barbarzyńskie plemiona Europy i rozmaite ludy Nowego Świata były ewangelizowane poprzez wspólny mianownik naszej łacińskiej liturgii.

Nawet w dzisiejszych czasach można zauważyć, że lud zgromadzony na Mszy trydenckiej jest bardzo zróżnicowany. Wierni uczestniczą w liturgii w różny sposób w zależności od swoich potrzeb i możliwości. Wachlarz jest szeroki: służący i ich pracodawcy, bogaci i biedni, pracownicy fizyczni i umysłowi, wykształceni i niewykształceni, gorliwi uczęszczający na Mszę codziennie i uparcie oddani wypełnianiu obowiązku niedzielnego. Nawet jeżeli często zdarza się, że parafie zakładane są w obrębie jednej grupy etnicznej, nadal można zauważyć silne poczucie przynależności do jednego Kościoła katolickiego – wielkiego niwelatora różnic.

W swojej książce Phoenix from the Ashes historyk Henry Sire posuwa się do ostrych komentarzy na temat socjologicznych efektów reformy lat sześćdziesiątych:

Poprzez oderwanie życia Kościoła od ponadczasowej tradycji moderniści zanurzyli je we współczesnym kontekście społecznym. Dziwactwo to jest szczególnie widoczne w Niemczech, gdzie radykalizm reformatorów doprowadził do ukształtowania się w parafiach Mszy w komicznym mieszczańskim stylu – tak wygląda liturgia we wszystkich krajach zachodnich. Obecnie Msza daje odczuć, że nie jest to odwieczna ofiara, a jedynie wykład prowadzony przez księdza i dwie lub trzy kobiety z kursu bibliotecznego, którym powierzono czytania i inne obowiązki. Wielosłowność i moralizatorski ton liturgii jest typowy dla klasy średniej, natomiast nie przemawia do wiernych wywodzących się z klasy robotniczej. To, co nigdy nie miało miejsca w biednych parafiach w odniesieniu do starej Mszy, obecnie stało się cechą charakterystyczną dla reformy liturgicznej. 

Krytyczna diagnoza Sire’a została empirycznie potwierdzona w badaniu Anthony’ego Archera z 1984 roku zatytułowanym The Two Catholic Churches, dobrze streszczonym w dwóch artykułach Josepha Shawa: „A sociologist on the Latin Mass” oraz „The Old Mass and the Workers” [1]. Podsumowując, reforma liturgiczna ujednorodniła i ograniczyła zasięg liturgii Kościoła katolickiego. W szczególności dotyczy to osób (a jest i będzie takich osób wiele), dla których natychmiastowe przyjęcie wypowiedzi w języku narodowym skierowanej do ludu z obowiązkowymi odpowiedziami nie jest atrakcyjną formą uczestnictwa we Mszy albo, co gorsza, przeszkadza im w modlitewnym zaangażowaniu.

Narzucenie języka narodowego oraz brak dyscypliny obrzędów i rubryk zamknęło nas w małych enklawach. Doszło do tego, że w Stanach Zjednoczonych mamy Mszę dla białych golfistów z wyższej klasy średniej, Mszę z muzyką Gospel dla Afro-Amerykanów, Mszę dla Amerykanów pochodzenia latynoskiego, Mszę dla Wietnamczyków itd. Jak Kościół ma łączyć ludzi różnych ras, kiedy nie jest w stanie zjednoczyć nas w jednym wyraźnie katolickim kulcie?

I tak, wcześniej wspomniany ksiądz Wylie, który dorastał w Afryce, zauważa ze smutkiem:
Wprowadzenie języka narodowego do liturgii spowodowało w RPA więcej podziałów pośród katolików różnych ras niż apartheid. Wcześniej mogli oni w łatwy sposób razem uczestniczyć we Mszy po łacinie, jednak po jej wycofaniu wierni stali się głęboko podzieleni uczestnicząc w liturgiach diecezjalnych. 
Moje doświadczenie z tradycyjnymi środowiskami jest kompletnie inne. Praktycznie wszędzie, gdzie pójdę, ale szczególnie w miejskich parafiach, widzę ludzi różnych ras i grup etnicznych siedzących obok siebie w ławkach: Azjaci, Afro-Amerykanie, Afrykanie, biali europejskiego pochodzenia [2]. Powszechność kultu i jego wielkie nabożeństwo nas jednoczą. Tradycyjna Msza łacińska śpiewana przez celebransa i chór jest jedna i wspólna dla wszystkich. Zbliża nas do siebie, będąc stałym i pewnym wzorem. To środek ciężkości przyciąga nas do Chrystusa i tym samym do siebie nawzajem. Modlitwa dostępna w języku narodowym obecna jest podczas i pomiędzy starożytnymi łacińskimi śpiewami. Jest jeszcze modlitwa serca, która przekracza wszelkie bariery językowe [3].

W swoim arcydziele O demokracji w Ameryce, wydanym pomiędzy 1835 a 1840 rokiem, Alexis de Tocqueville opisuje taki Kościół katolicki, który wydaje się, że już nie istnieje:

Co do dogmatów, katolicyzm jednakowo traktuje wszystkie umysły. Zmusza on do uznania tych samych zasad wiary uczonego i analfabetę, geniusza i prostaka. Zarówno biednemu, jak i bogatemu narzuca te same praktyki, równie surowo traktuje silnego i słabego, nie układa się z żadnym spośród śmiertelnych i stosując tę samą miarę do wszystkich ludzi pragnie przemieszać wszystkie warstwy społeczeństwa u stóp jednego ołtarz a w ten sposób, w jaki są przemieszane w oczach Boga. Katolicyzm przyzwyczaja wiernych do posłuszeństwa, ale nie przygotowuje ich do zaakceptowania nierówności. Rzekłbym, iż jest tu odwrotnie niż w protestantyzmie, który prowadzi ludzi raczej ku niezależności niż ku równości. Katolicyzm przypomina monarchię absolutną, w której pominąwszy osobę władcy możliwości ludzi okazują się bardziej równe niż w republikach.[4]
Po soborze ludzie Kościoła bezmyślnie porzucili wspaniałą moc tych samych zasad wiary, praktyki ascetyczne, a przede wszystkie wspólne ciało łacińskiej liturgii, które przyciągało ludzi różnych ras, grup etnicznych, języków, klas społecznych, różnego pochodzenia i powołania. Możemy śmiało powiedzieć, że tradycyjna liturgia była i może na nowo stać się „tajną bronią” Kościoła katolickiego w walce o jedność pośród wiernych tak zróżnicowanego demograficznie i geograficznie rytu rzymskiego. Kolekta w Czwartek Wielkanocny pięknie ujmuje to pragnienie wyrażone w zewnętrznej oprawie rytu rzymskiego:

Boże, który zjednoczyłeś różne narody w wyznawaniu Twojego imienia, daj, aby ci, co się odrodzili w wodzie Chrztu, zachowali jedność wiary w duchu i miłość w uczynkach.[5]

Jak nigdy przedtem świat potrzebuje dzisiaj prawdziwych znaków i prawdziwego źródła jedności, a nie farsy, którą odstawiają biali ludzie „wyrzekając się swojej białości” (w tym przypadku katolicy, którzy wyrzekają się swojej wspaniałej tradycji). Jedność i ukojenie musimy znaleźć nie w kampaniach na rzecz sprawiedliwości społecznej czy reform policji – które same w sobie mogą być korzystne – ale w chwale i prawdzie jednego Zbawiciela i Jego jednego Kościoła, który na Zachodzie w żywy sposób przedstawia wspólne łacińskie dziedzictwo liturgiczne i który ucieleśnia (na szczęście powracający) usus antiquior.

Peter Kwasniewski
Źródło: newliturgicalmovement.com
Tłumaczenie: Michał Żaczek
Zdjęcie: Joseph Shaw

[1] Dla przykładu fragment drugiego artykułu: „Krytyka Archera dotycząca zmian wprowadzonych po Soborze Watykańskim II opiera się na fakcie, iż porzucono elementy, które najbardziej przemawiały do klasy robotniczej, a to, co wprowadzono na ich miejsce trafiało jedynie do wykształconej, zgnuśniałej klasy średniej. Pożegnano się z łacińską Mszą, w której każdy mógł uczestniczyć na swój sposób. Przywitano angielską Mszę, w której uczestnictwo ma być ściśle kontrolowane: co dokładnie oznaczają banalne frazy, co odpowiedzieć, kiedy być dobrym dla bliźniego itd. Pożegnano się z pobożnością ludową, a przywitano hermetyczne grupki na Mszach domowych, spotkania charyzmatyków czy rady parafialne. Pożegnano Kościół, który jest znakiem sprzeciwu, nietypowym, egzotycznym sposobem ucieczki od świata, który jedyny oferuje prawdę i autorytet. Przywitano Kościół, w którym biskupi rozmawiają jak równy z równym z biskupami anglikańskimi i pełnią funkcje publiczne. Pożegnano duchowość stawiania czoła przeciwnościom, a przywitano drogę „znalezienia Jezusa” w celu ucieczki od problemów ludzi klasy średniej, takich jak samotność i depresja – a może po prostu hipochondria. Inspiracją dla zmian nie były przecież próby zbadania, czego pragnie ogół wiernych, inspiracja przyszła od teologów, którzy domagali się szacunku dla swoich protestanckich kolegów”.
[2] Oczywiście nie mam na myśli tego, że każde środowisko związane z Novus Ordo jest pozbawione takiej różnorodności, ani tego, że żadne tradycyjne środowisko nie jest jednolite demograficznie. Chcę raczej wskazać pewne tendencje, które osobiście zauważyłem i które mogą potwierdzić również inni.
[3] Mówiąc „modlitwa dostępna w języku narodowym”, mam na myśli tłumaczenia w mszaliku albo broszurce, które są pomocą w zrozumieniu, drabiną umożliwiającą iść wyżej, „bocznymi kółkami”, które pomagały w nauce jazdy na rowerze. W tym względzie u tradsów nie dominuje snobizm, jesteśmy bardzo pragmatyczni – każda pomoc jest dobra. Tłumaczenia w języku narodowym są pomocną dłonią dla tych, którzy nie kojarzą tekstów mszalnych oraz pomagają im w ich rozważaniu. Jednocześnie tego typu tłumaczenia nie muszą być „oficjalnym przekładem”, którego wydźwięk i styl jest obiektem niekończących się dyskusji w komisjach, z których wyniku nikt tak naprawdę nie jest zadowolony. Tłumaczenia w mszalikach nie muszą dźwigać tego ciężaru odpowiedzialności. Tekst łaciński zawiera w sobie cały wymiar obrzędowy i teologiczny, natomiast tekst w języku narodowym można czytać albo po prostu zignorować. Ponieważ podręczny mszalik-lekcjonarz został przetłumaczony na tak wiele wiodących języków, z tej perspektywy w tradycyjnych środowiskach panują znacznie lepsze warunki dla wiernych posługujących się różnymi językami. Na Mszach w miastach można zobaczyć mszaliki w kilku językach używane podczas tej samej liturgii – prawdziwie tej samej.
[4] O Demokracji w Ameryce, Alexis de Tocqueville, przekł. Marcin Król, Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1976.
[5] Mszał Rzymski, przekł. i objaśnienia o.o. Benedyktyni z Opactwa Tynieckiego, Poznań 1963, reprint Warszawa 2008.