wtorek, 23 kwietnia 2019

Joseph Shaw: Kardynał Sarah proponuje reformę Mszy trydenckiej


W zeszły weekend, z okazji 10. rocznicy ogłoszenia motu proprio Summorum Pontificum, kardynał Robert Sarah zwrócił się do uczestników rzymskiej pielgrzymki Populus Summorum Pontificum. Gwinejski purpurat odniósł się także do reakcji na jego wcześniejsze wypowiedzi dotyczące „pogodzenia” zwyczajnej oraz nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego.

W lipcu mówiłem o możliwym przyszłym pojednaniu między obiema formami rytu rzymskiego. Niektórzy odebrali moją prywatną opinię jako zapowiedź powstania planu obliczonego na narzucenie hybrydowego rytu mającego być wyrazem kompromisu, który nie zadowalałby nikogo, a przy okazji znosiłby usus antiquior. Taka interpretacja stoi w sprzeczności z tym, co miałem na myśli. Moim pragnieniem jest, by zachęcić do jeszcze głębszej refleksji nad tymi sprawami w duchu pobożnej roztropności. Obie formy rytu rzymskiego, które są dzisiaj w użyciu mogą zostać ulepszone w odpowiednim czasie. 

Kardynał Sarah wyraźnie chce uspokoić katolików przywiązanych do formy nadzwyczajnej, przy czym nie rezygnuje ze swoich planów. Do pojednania, którego pragnie, powinno dojść jedynie po uważnej analizie oraz z uwzględnieniem wrażliwości wiernych przywiązanych do formy nadzwyczajnej.



Można by wysnuć z tego jeden wniosek: panika! Jednak nie wydaję mi się, żeby były po temu powody. Kardynał Sarah ma prawo do wyrażania swoich opinii, a jego wezwanie do debaty jest mile widziane. Praktyczne i polityczne przeszkody stojące na drodze reformy liturgicznej są dziś tak duże, że naprawdę mamy dobrą okazję do odbycia tej dyskusji w spokoju, ponieważ cała kwestia w najbliższej przyszłości może być wyłącznie przedmiotem debaty akademickiej.

W każdym razie pragnę odpowiedzieć na wezwanie Jego Eminencji do spokojnej i rzeczowej dyskusji rozpoczynając od podanego przez niego przykładu dotyczącego możliwego rozwoju formy nadzwyczajnej:
starszy Mszał może wiele zyskać na dodaniu Mszy z dni powszednich w czasie Adwentu oraz rozszerzeniu lekcjonarza w dni powszednie 
Ta wypowiedz jest interesująca już sama w sobie, ale również może zwracać uwagę na ewolucję rozumowania kardynała. Po zmierzeniu się z racjami wiernych przywiązanych do formy nadzwyczajnej — która w naturalny sposób skupiona jest wokół cyklu niedzielnego —dotyczącymi możliwości używania zreformowanego lekcjonarza jako normy, Sarah obecnie chce skupić się jedynie na cyklu dni powszednich.

Rozdział Opracowania Międzynarodowej Fundacji Una Voce poświęcony lekcjonarzowi porusza kwestię cyklów dni powszednich poza Wielkim Postem. Jednym z aspektów tego zagadnienia jest fakt, iż do momentu wydania w XIII wieku Missale Romano-Seraphicum (Mszału franciszkańskiego), na którym oparte były kolejne wydania Mszału Rzymskiego, istniały cykle dni powszednich poza okresem Wielkiego Postu oraz formularze Mszy z dni powszednich Wielkiego Postu uwzględnione również w Missale Romano-Seraphicum. Ich warianty przetrwały nawet dłużej w nierzymskich, łacińskich Mszałach. Jednak w przeciwieństwie do cyklu wielkopostnego, nie były one zestawami codziennych dodatkowych czytań; były przewidziane jedynie na dwa-trzy dni w tygodniu i wykorzystywały równoległe opisy perykop z niedzielnej Ewangelii.

Wydaje się to całkiem logicznie, ponieważ modlitwy w dni powszednie poza Wielkim Postem są takie same jak te z poprzedzającej niedzieli. Zatem, aby czytania i modlitwy do siebie pasowały, te pierwsze były najczęściej po prostu innymi wersjami tego samego cudu czy paraboli opisanej w Ewangelii.

Warto przerwać na moment, aby zastanowić się, dlaczego franciszkańscy autorzy Missale Romano-Seraphicum opartego na liturgii dworu papieskiego, którą dopasowali do swoich potrzeb, nie uwzględnili cyklu czytań na dni powszednie poza Wielkim Postem. Nie pozostawili odpowiedzi na to pytanie, lecz nie trudno sobie wyobrazić, że kierowały nimi względy praktyczne: Mszał uległby znacznemu powiększeniu, a czytania z dni powszednich nie byłyby zbyt często używane, więc nie opłacało się ponosić dodatkowych kosztów związanych z rozszerzeniem Mszału. Działo się tak dlatego, że dni powszednie, których nie obejmował szczegółowy cykl sanktoralny były wykorzystywane na sprawowanie Mszy wotywnych, w tym Mszy za zmarłych. Te rozważania właściwe dla wieku XIII nie tracą na aktualności również dzisiaj.

Umożliwienie przywrócenia dawnych cyklów dni powszednich jest jednak czymś zupełnie innym od wprowadzenia zreformowanego lekcjonarza do formy nadzwyczajnej – co według mnie jest intencją kardynała Saraha. Używanie określenia „Mszy z dnia powszedniego” w Adwencie sugeruje, że nie chodzi mu tylko o czytania, ale również o propria. W takim wypadku można mówić o całych „formularzach” Mszy, to znaczy: introicie, kolekcie, epistole, graduale (nie ma Alleluja w dni powszednie Adwentu), Ewangelii, ofertorium, sekrecie, antyfonie na komunię oraz modlitwie po komunii.

I tu nasuwa się pierwsze pytanie: skąd te wszystkie teksty miałyby pochodzić. Kiedy zajrzy się do Mszału z 1970 roku z myślą wybrania odpowiednich dla formy nadzwyczajnej tekstów, dochodzi się do wniosku, że czasem jest to niemożliwe, a ich najbliższe odpowiedniki niekoniecznie pełnią tę samą funkcję. Dla przykładu: forma zwyczajna nie przewiduje sekrety; Mszał z 1970 roku nie zawiera graduałów. W wydanym w 1974 roku Graduale Romanum występują one jako warianty śpiewu między czytaniem epistoły i Ewangelii, aczkolwiek nie ma dla nich miejsca w czytanej Mszy rytu zwyczajnego. Ewangelia oraz fragmenty Pisma Świętego przeznaczone na lekcje zostały wybrane i rozłożone w roku liturgicznym w zupełnie inny sposób niż ma to miejsce w formie nadzwyczajnej, a ponieważ kardynał Sarah proponuje użycie tej metody wyboru czytań jedynie dla okresu Adwentu, mogłoby to doprowadzić do tak dziwacznych sytuacji jak powtarzanie tekstów czy pomijanie pewnych rzeczy.

Krótko mówiąc, utworzenie zestawu Mszy z dni powszednich w Adwencie dla formy nadzwyczajnej przy wykorzystaniu środków dostarczonych przez formę zwyczajną, byłoby o wiele trudniejsze i bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie tylko wystąpiłby konflikt między ordinarium Mszy a proprium i czytaniami, ale również, biorąc pod uwagę fakt, że propria zawierają dawne teksty z Graduale Romanum i innych źródeł, nie byłoby zgodności między nimi samymi.

Część problemu stanowi różnica tematyczna, natomiast największy zgrzyt widać w trwałym rozdźwięku w atmosferze obu form, która wyrażona jest zarówno w proprium jak i w ordinarium. Każdy kto ma jakiekolwiek wątpliwości powinien zapoznać się ze stanem badań na ten temat, a w szczególności tymi przeprowadzonymi przez Lauren Pristas. Ta różnica będzie szczególnie widoczna w Adwencie, ponieważ – przynajmniej w formie nadzwyczajnej – jest to okres pokutny. Nawiązania do pokuty, umartwienia ciała i skruchy bardzo licznie występują w proprium adwentowej Mszy z niedzieli w formie nadzwyczajnej, natomiast trudno je znaleźć w jakimkolwiek tekście Mszy rytu zwyczajnego. Arcybiskup Bugnini uznał, że są zbyt „negatywne”. Usunął też prawie wszystkie nawiązania do dziękczynienia. Łączenie proprium formy zwyczajnej z oridnarium formy nadzwyczajnej skutkowałoby powstaniem liturgii o podwójnej osobowości.

Kardynał Sarah mówi o pojednaniu i wzajemnym ubogacaniu się obu form. Jednak jego propozycja wydaje się nie tyle próbą zniwelowania różnic między formą nadzwyczajną a formą zwyczajną, co zmuszeniem ich do walki podczas tej samej celebracji liturgicznej. Tak jak już wcześniej wspomniałem, liturgiczną harmonię można osiągnąć poprzez pozostawienie pewnej autonomii, a nie przez narzucanie zmian sprzecznych z wewnętrzną logiką rzeczy.

Ocenę propozycji kardynała Saraha dotyczących zmian w formie zwyczajnej zostawiam oczywiście komu innemu.

W tym poście używałem określenia ,,katolicy przywiązani do formy nadzwyczajnej”. Istotnie należy ich wyróżnić jako grupę wewnątrz Kościoła, która przejawia szczególne zainteresowanie tymi sprawami oraz jest do pewnego stopnia grupą jednorodną, zwłaszcza jeśli chodzi o preferencje i potrzeby. Wydaje mi się rzeczą oczywistą, że jeśli w ogóle chcemy o nich mówić – a udawanie, że nie istnieją i nie mają żadnych praw czy potrzeb byłoby niesprawiedliwe – musimy znaleźć rozwiązanie na określenie ich w bardziej zwięzły sposób. Myślę, że sformułowanie ,,tradycyjni katolicy” jest jak najbardziej odpowiednie, ponieważ nie sugeruje ono żadnej formy izolacji. Wszyscy ci, którzy uważają, że tradycyjni katolicy są lub należałoby ich umieścić w jakimś getcie powinni zwyczajnie przestać tak myśleć.

20 IX 2017
Joseph Shaw
Źródło
Tłumaczenie: Michał Żaczek
Zdjęcie: Joseph Shaw