piątek, 18 sierpnia 2017

W obronie właściwego typu sztywnego stanowiska

Słowo „sztywny” (ang. rigid) stało się czymś w rodzaju pejoratywnego określenia w powszechnym języku niektórych duchownych i teologów w ostatnich latach. Sam papież zasugerował, aby zmierzyć się z młodymi katolikami, którzy wolą tradycyjną mszę łacińską i cierpią na psychologiczną sztywność i uleczyć ich poprzez proces „wykorzenienia”. Innym przykładem pejoratywnego użycia sztywnego stanowiska (choć nie wyraźnie, lecz poprzez domniemanie) jest wyrażenie starszego generała Jezuitów, księdza Arturo Sosa Abascala. Cytuje się słowa Księdza Arturo Abascala, który powiedział, iż nie lubi on słowa „doktryna”, gdyż „przywołuje ono na myśl obraz twardości kamienia”. Powiedział on, że „raczej ludzka rzeczywistość ma więcej niuansów”.

Kościół potrzebuje sztywnego stanowiska

Właściwie, o co w tym wszystkim chodzi? Wydaje się, że jest parę rzeczy, które muszą zostać wyjaśnione. Po pierwsze, co dokładnie znaczy, że coś jest „sztywne”? Po drugie, czy „sztywne stanowisko zawsze jest złe – czy zawsze trzeba go unikać? Czy też, czy sztywne stanowisko może być dobre w pewnych kontekstach? Moją intencją jest wykazanie, że dziś Kościół potrzebuje sztywnego stanowiska w obecnych okolicznościach.