niedziela, 7 maja 2017

Nieznośni tradsi

Standardowa skarga przeciw tradycjonalistom, iż jesteśmy wymagający i nieznośni, pojawiła się na nowo w katolickiej blogosferze. Tym razem dzięki stronie Unam, Sanctam, Catholicam (blog, który doceniam i lubię okazyjnie czytać).

W swoim najnowszym artykule Bonifacy (pseudonim autora) podjął rzekomy problem nieuprzejmych i nieznośnych tradsów oraz księży diecezjalnych, których życie podobno owi tradsi zamieniają w istne piekło. Dwaj konkretni (anonimowi) księża są opisani następująco: pierwszy był w seminarium kiedy Summorum Pontificium zostało wydane przez papieża Benedykta, drugi to proboszcz, który uczył się już odprawiać tradycyjną Mszę w 2007, kiedy Benedykt wydał swoje motu proprio.


W artykule dowiadujemy się, że pierwszy kapłan całkowicie zaniechał celebrowania tradycyjnej Mszy a drugi jest na granicy zrobienia tego samego ponieważ:

...ludzie, którzy uczestniczyli w tradycyjnej Mszy byli tak małoduszni, tak bardzo krytyczni, po prostu tak nieznośni, że w końcu całkowicie przestał sprawować tradycyjną Mszę ...[on] nie chce już mieć do czynienia czegokolwiek ze wspólnotą tradycyjnej Mszy.

Dodatkowo, drugi anonimowy kapłan stwierdza, że uczestnicy tradycyjnej Mszy:
 (...) byli bardzo niechętni do pomocy przy jakichkolwiek wydarzeniach parafialnych oraz do uczestnictwa w innych sprawach parafii. Zauważył on [tj. ten kapłan] ciekawą rzecz, mianowicie że, parafrazując: „to jakby byli ,zafiksowani’ na punkcie tradycyjnej Mszy, za którą podróżują i za którą gonią - szukając jakiegokolwiek miejsca, gdzie mogą dostać ‚swoją’ Mszę i podążać dalej.“ Czuł jakby odmawiali zapuszczenia korzeni w parafii. Brali a nie dawali. Jedyne co mu dali to ból głowy.

Podejmę  później temat braku miłości okazywanego przez (niektórych) tradycyjnych katolików, ale na początku pozwolę sobie na krótką tyradę.

Ten szczególny artykuł na stronie Unam, Sanctam, Catholicam, a także wiele innych  w mediach społecznościowych i Internecie, wycelowanych przeciw „nieznośnym tradsom“, zawsze ukazuje większy, panujący problem w dzisiejszym Kościele: trwający brak wsparcia dla tradycyjnej Mszy.

Pierwszy z kapłanów w artykule opisuje, że sprawował tradycyjną Mszę „pół regularnie“ zanim zaniechał tego całkowicie. Nie wiem co mówi wasz katechizm, ale mój naucza, że Msza święta jest obowiązkiem cotygodniowym a nie „pół regularnym“. Nie znam wielu wspólnot Mszy tradycyjnej, które rozkwitły przy comiesięcznej (lub pół regularnej) celebracji tradycyjnej Mszy.

Wiemy, że statystycznie 75-85 procent ludzi identyfikujących się jako katolicy opuszcza niedzielne Msze. Innymi słowy, ogromna większość katolików uczestnicząca w Mszy Novus Ordo nie podjedzie nawet dziesięć minut do swojej parafii na którąkolwiek z Mszy sprawowanych każdego tygodnia.

Weźmy teraz tych samych katolików i poprośmy ich aby jechali godzinę lub dwie na Mszę i zobaczymy ilu się pokaże. Oczekuje się od tradycyjnych katolików, żeby załadowali swoją piątkę, szóstkę, siódemkę (lub więcej!) dzieci i podróżowali 2-3 godziny (tam i z powrotem) na Mszę raz w miesiącu. Takie oczekiwanie jest nierealistyczne i pozbawione miłości. A jednak wielu z nich tak robi, będąc krytykowanymi za to, że nie zapuszczają korzeni i że nie biorą bardziej czynnego udziału w życiu nieswojej parafii.

Prosiłbym tych wszystkich księży, którzy sprawują tradycyjną Mszę i są sfrustrowani tradycyjnymi katolikami, aby zrozumieli, że rodziny, które (w niektórych przypadkach) podróżują z innych diecezji i parafii, aby uczestniczyć w tradycyjnej Mszy, nie mogą odbywać takiej podróży częściej niż raz w tygodniu. Jest to po prostu niemożliwe.

W dodatku, oczywiście, że wielu „goni“ za tradycyjnymi Mszami; tak jest ponieważ te Msze są sprawowane w jedną niedzielę w miesiącu o szesnastej (lub później) lub „pół regularnie“. Zapewnienie stabilnej lokacji Mszy naturalnie wytworzy...stabilność!

Co do uogólnionego określania przez niektórych księży tradycyjnych katolików jako nieuprzejmych, mam taką sugestię: udostępnijcie Mszę w waszej własnej geograficznej wspólnocie. Przestańcie stwarzać samosprawdzającą się przepowiednię niskiego uczestnictwa i skrajnych uczestników poprzez sprawowanie Mszy rzadko i o niedogodnych godzinach.

Jeżeli jesteś kapłanem, który rozumie  ogromną łaskę płynącą z Mszy danej nam od Boga i organicznie rozwiniętej (z minimalną zmianą) przez 2000 lat, to sprawuj ją w samym środku niedzielnych Mszy, tak jak jest to robione w takich parafiach St. Mary’s w Norwalk, Connecticut lub Holy Ghost w Tiverton, Rhode Island.

Pozwólcie zobaczyć czy katolicy uczestniczący w Novus Ordo w waszej parafii przyjmą tradycyjną Mszę. Wtedy już nie będzie ani novus-katolików ani tradycyjnych katolików, lecz po prostu katolicy. Ci zaś, którzy są nieuprzejmi i nieznośni zostaną zidentyfikowani jako tacy z powodu wad ich charakteru, a nie z powodu Mszy, w której uczestniczą.

To powiedziawszy, oczywiście, niektórzy tradycyjni katolicy powinni okazywać więcej miłości swoim duszpasterzom. Wszyscy, obojętne w jakim rycie i formie uczestniczymy we Mszy, winniśmy okazywać naszym kapłanom cierpliwość, wsparcie, wdzięczność, a przede wszystkim modlić się za nich.

Zaznaczmy jednak znowu, że kapłan sprawujący tradycyjną Mszę raz w miesiącu, dwie godziny jazdy od domu, niekoniecznie sprawuje rolę duszpasterza dla tych dusz; ich biskup w dużej mierze już ich zawiódł przez brak wsparcia dla większej dostępności tradycyjnej Mszy.

W miejscach coniedzielnych celebracji istnieje wiele dobrych praktyk mogących zapewnić wsparcie i wzrost dla tradycyjnej Mszy. Podaje je w przypadkowej kolejności:
  • Powołać niewielką radę złożoną z wiernych, którzy kreatywnie szukaliby sposobów upowszechniania Mszy, bez "deptania przy tym innym po palcach",
  • Wyznaczyć jedną lub dwie osoby - liderów, które jako jedyne kierowałyby wszystkie prośby i sugestie wiernych do duszpasterza,
  • Za przyzwoleniem proboszcza, ustanowić obecność tradycyjnej Mszy w parafii. Może być to wykonane poprzez tablicę informacyjną lub sklepik oferujący literaturę na ten temat, zatwierdzone wcześniej ulotki, oraz zbierając adresy e-mail ludzi zainteresowanych wydarzeniami związanymi z Mszą.
  • Współpracować z księdzem przy zakładaniu scholi, organizacji wykładów na temat tradycyjnej liturgii oraz w ćwiczeniach ministrantów służących do Mszy.
  • Zachęcać uczestników tradycyjnej Mszy do modlitwy za proboszcza: bukiet różańców, nowenny, oraz akty pokutne mogą być ofiarowane za tych księży, którzy przyjęli (często niepopularną) rolę kapłana przyjaznego tradycji.


Wszystkie powyższe sugestie oparte są na założeniu, że jest się w środowisku wspierającym tradycyjną Mszę.

Niestety, wydaje się, że wśród tradycyjnych katolików zniewagi będą trwać dopóki nie poprawią się ich morale. Jest to bez wątpienia krzyż do niesienia, ale jest to wykonalne z łaską i miłością. Trzeba to robić z łaską i miłością. 

W międzyczasie, być może kler i świeccy mogliby przestać patrzyć stereotypowo na tradycyjnych katolików, a raczej powinni zacząć w nich widzieć grupę wiernych desperacko szukających wspólnoty, stabilności oraz własnej parafii. 

Brian Williams

Źródło (tytuł oraz pogrubienia redakcji UnaCum.pl)

Tłumaczenie: Łukasz Kasprzak

Zdjęcie: Joseph Shaw