niedziela, 5 marca 2017

Śmierć reformy reformy? - część 2

W swoim ostatnim artykule wprowadziłem ideę, że Novus Ordo i Vetus Ordo posiadają odpowiednie im, i różniące się, rozumienia uczestnictwa liturgicznego. Myślę że trochę argumentacji w tym i następnym artykule sprawi, że to co mam na myśli stanie się jasne i bezsprzeczne. Zawiera to oszałamiające implikacje dla przyszłości rozwoju liturgicznego w Kościele, do czego jeszcze wrócimy.

Podczas trwania Ruchu Liturgicznego entuzjaści liturgiczni stali się bardzo podekscytowani wspaniałymi bogactwami katolickiej liturgii, chcąc przekazać je wiernym w całej ich okazałości. Ponieważ byli historykami liturgii, skupili się jednak na słowach liturgii. Napisali wiele znakomitych książek o Mszy, oraz komentarzy do roku liturgicznego. Odnieśli wielkie sukcesy w tej dziedzinie, chociaż ich prace oczywiście były czytane wyłącznie przez mniejszość katolików. 

Z czasem członkowie tego ruchu zaczęli się zastanawiać nad tym, jak przekazać wiernym więcej tego bogactwa tekstów liturgicznych. Pisanie książek to jedna rzecz, ale trzeba także zrobić coś z samą liturgią. A więc podjęli całą serie działań. W tym czasie miało miejsce wielkie odrodzenie śpiewu chorałowego, a więc zaczęli namawiać ludzi do śpiewania nowo zredagowanych części stałych Mszy (Kyrie, Sanctus, Gloria itp.). Jako że wszyscy potrafili już czytać, p
róbowali nakłonić ludzi do czytania podczas Mszy słów Mszy z mszalików. Próbowali także nakłonić ludzi do odpowiadania razem z ministrantem podczas cichej Mszy.

Nie są to koniecznie złe pomysły, ale jak widać idą one wszystkie w tym samym kierunku. Ponieważ liturgiści tej epoki – wczesne i środkowe lata XX wieku – byli skupieni na słowach liturgii, chcieli aby wierni także skupili się na nich. Zaczęli myśleć, że jeżeli wierni nie śledzą słów i nie rozumieją Mszy na poziomie słów liturgii, to tak naprawdę nie uczestniczą w niej. Idea ta zaczęła pojawiać się w oficjalnych dokumentach; np. Pius X mówiłem o „czynnym uczestnictwie” w kontekście nakłonienia ludzi do śpiewu. Później instrukcja mówiła o powtarzaniu słów ministranta podczas cichej Mszy jako o „bardziej doskonałej” formie uczestnictwa. Między liturgistami zaczęto słyszeć rozwój polemiki przeciwko temu, w jaki sposób zwykli katolicy uczestniczą we Mszy, jeżeli nie są wystarczająco musztrowani. Nazywani byli przez nich 'niemymi widzami'. Jednak nie zajęło dużo czasu zanim liturgiści zdali sobie sprawę że ten uroczy opis pasował do prawie każdego świeckiego katolika od przynajmniej VIII wieku do 1930 roku, i do większości katolików między rokiem 1930 a 1964. Ten okres liturgiczny w którym Msza, w tej formie jaką ją znamy, została opracowana była duchowo bezużyteczną martwą strefą.

Niektórzy liturgiści uczynili ostatni wysiłek aby dotrzeć do wiernych ze wspaniałymi tekstami starożytnej tradycji liturgicznej. Eksperymentowali z Mszą versus populum, tak aby każdy mógł widzieć co się dzieje. W końcu zdali sobie sprawę, że jeżeli ludzie mają zrozumieć słowa, to o wiele lepiej czytać je na głos i w języku narodowym. To w końcu oczywiste! Ale zmiany trwały nadal. Słowa liturgii, nawet czytane na głos i w języku narodowym, były za długie i za skomplikowane. Przełożenie ich na język narodowy tylko podkreśliło to, że te teksty były nieodpowiednie do powtarzalnego użytku w ojczystym języku zgromadzonych. Co więcej, porządek, według którego odbywały się rzeczy był dezorientujący i podobno nielogiczny. Do tego doszły jeszcze inne teologiczne mody, które nie lubiły stawiania akcentu na grzech, pokutę oraz świętych. Trzeba było z tym wszystkim skończyć.

Dostaliśmy w zamian mszał, za którym wierni mogli podążać słowo w słowo bez potrzeby (
po pewnym czasie) używania mszalików . Modlitwy były proste, ceremonie krótkie, uproszczone i (podobno) logiczne. W mowie narodowej, versus populum, z tłumaczeniami używającymi krótkich słów gdziekolwiek jest to możliwe. Wszystko  razem pasowało.

Przy innej okazji zacytowałem katolickiego socjologa Anthony'ego Archera, który powiedział coś co jest naprawdę wstrząsające w odniesieniu do tej sytuacji.

Niełaskawy to los, który pozwolił aby Nowa Msza właśnie wtedy została dokończona, kiedy gdzie indziej ważność niewerbalnej komunikacji była odkrywana na nowo.

Tego właśnie brakowało w Ruchu Liturgicznym. Docenienie niewerbalnej komunikacji nie jest nie do pogodzenia z pismami wcześniejszych przedstawicieli, takich jak Guéranger, pomimo jego nacisku na 'rozumienie'. Rozwojowi Ruchu i jego przemianie w ruch, mający stworzyć Novus Ordo, towarzyszyła ślepota względem komunikacji niewerbalnej (oraz równoległy brak zainteresowania gestami i ceremoniami) stająca się coraz bardziej oczywista i problematyczna. 

Ale co działo się między latami 700 a 1930? Jak to się stało liturgia uformowała tych wszystkich świętych? W przeciwieństwie do protekcjonalnych założeń takich uczonych jak Josef Jungmann, uczestniczyli oni i rozumieli Mszę pomimo tego, że nie słyszeli słów kanonu i pomimo nie rozumieniu łaciny, nawet wtedy kiedy ją słyszeli. Rozumieli Mszę na głębokim, kontemplacyjnym poziomie. Ten rodzaj uczestnictwa w liturgii jest szczególnie intensywny, ponieważ nie jest on tylko intelektualny. Jeśli trudno uwierzyć w moje słowa to należy uwierzyć Katechizmowi Kościoła Katolickiego z roku 1992, tworzonego wtedy, kiedy komunikacja niewerbalna zaczęła wkradać się z powrotem do teologii.

2711 Wejście w kontemplację jest analogiczne do wejścia w liturgię eucharystyczną: jest nim "skupienie" serca; poddanie całej naszej istoty tchnieniu Ducha Świętego; zamieszkanie w domu Pańskim, jakim jesteśmy; pobudzenie wiary, by wejść w obecność Tego, który nas oczekuje; zrzucenie wszelkich masek i zwrócenie serca do kochającego nas Pana, aby oddać się Mu jako ofiara, która zostanie oczyszczona i przekształcona.

2716 Kontemplacja jest słuchaniem słowa Bożego. Słuchanie to, dalekie od bierności, jest posłuszeństwem wiary, bezwarunkowym przyjęciem go przez sługę i miłującym przylgnięciem dziecka. Uczestniczy ono w "tak" Syna, który stał się Sługą, i w "Fiat" Jego pokornej Służebnicy.

2718 Kontemplacja jest zjednoczeniem z modlitwą Jezusa w takim stopniu, w jakim pozwala uczestniczyć w Jego misterium. Misterium Chrystusa jest sprawowane przez Kościół w Eucharystii, a Duch Święty ożywia je w kontemplacji, aby zostało ukazane przez czynną miłość.

Czy to nie zadziwiające? Modlitwa niewerbalna jest zalecana jako wzór dla liturgicznego uczestnictwa.

­Jednak nie jest to bardzo dobry wzór uczestnictwa w Novus Ordo. Mówiąc brutalnie, kontemplacyjne zaangażowanie nie jest dozwolone. Za dużo tam skakania w górę i w dół, uściskania dłoni i odpowiadania na słowa kapłana. Ksiądz próbuje na ciebie spojrzeć, słowa walczą o Twoją uwagę, ludzie działają spontanicznie, czytania są mało znane i często niejasne. Nie wiesz co się zaraz stanie z powodu wszystkich tych opcji. To wszystko sztuczki zawarte w liturgii specjalnie po to, by wspomóc zaangażowanie wiernych słowo po słowie, które jest tym właśnie rodzajem uczestnictwa, które twórcy Novus Ordo chcieli.   

Według zwolenników Reformy Reformy jest to problematyczne, ponieważ brakuje czegoś we Mszy. Brakuje sacrum. A więc chcą oni zwrócić trochę sacrum. Widzą rzeczy najbardziej kojarzone z sacrum Mszy trydenckiej i chcą je zwrócić do Novus Ordo. A więc proponują i wprowadzają w praktykę celebracje ad orientem, łacinę, chorał gregoriański itp. To wszystko jest dobre, ale kiedy reformatorzy twierdzili, że muszą być one poświęcone na rzecz zrozumiałości Mszy, nie byli całkiem w błędzie. Myśląc w kategoriach rozumienia liturgii słowo po słowie i komunikacji werbalnej, jest to całkowicie oczywiste, że (wyłączając nadludzkich  łacinników) trudniej jest zrozumieć kanon po łacinie niż w języku narodowym. Tak samo jeżeli nie potrafisz czytać z ruchu warg, to trudno zrozumieć kanon, jeżeli jest on czytany po cichu, a jeszcze trudniej jeżeli ksiądz jest odwrócony plecami do Ciebie!

Papież Paweł VI powiedział, używając frazy Jungmanna, że łacina jest 'kurtyną', która zasłaniała liturgię, i która musiała być odsunięta. Tak jest, jeżeli ma się bardzo wąskie rozumienie uczestnictwa. A to wąskie rozumienie uczestnictwa jest fundamentem, na której została oparta
cała reforma.


A więc mam taką sugestie: jeżeli weźmiemy słowa i rubryki Formy Zwyczajnej i dodamy do niej wszystkie możliwe 'bajery' tradycyjnej liturgii, to oczywiście nie uda nam się całkowicie stworzyć atmosfery i liturgicznego dramatyzmu, który przyciąga nas do starożytnej Mszy, i który pozwala nam na głęboką formę uczestnictwa sercem i duszą. Co natomiast uda nam się osiągnąć, to zakryć  kurtyną słowa liturgii, z punktu widzenia komunikacji werbalnej. Bardzo łatwo sprawić żeby słowa liturgii stały się niezrozumiałe – wystarczy użyć łaciny.

A więc problem w tym, że łatwo skończyć z kompromisem nie realizującym założeń ani Novus Ordo, ani Vetus Ordo, jako że opierają się one na innym podejściu do uczestnictwa liturgicznego. Tak samo jak próby skłonienia wiernych do zaangażowania słowo po słowie w mszały sprzed roku 1970 były niezadowalające, tak samo próby nakłonienia ludzi do kontemplacyjnego zaangażowania w mszał z roku 1970 nigdy się do końca nie powiodą. Nie da się wskakiwać i wyskakiwać z głębokiej kontemplacji. 

Joseph Shaw

Tłumaczenie: Łukasz Kasprzak
Zdjęcie: Joseph Shaw