poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Odnaleźć Boga w tym, co zwyczajne… i nadzwyczajne - wywiad z przeorem benedyktynów z Nursji

Przeor Cassian Folsom OSB, przełożony benedyktyńskiego klasztoru w Nursji (miejscu urodzin św. Benedykta), niedawno odwiedził Londyn. W tym czasie jeden z redaktorów Mass of Ages spotkał się z nim, by porozmawiać o Mszy tradycyjnej i życiu zakonnym.

Mass of Ages: Jako mnich w klasztorze, który, jak wierzę, roztacza opiekę nad miejscowymi parafiami, jakie są według Ojca główne różnice między liturgicznymi potrzebami a możliwościami klasztoru i parafii?

O. Cassian Folsom: Po pierwsze, nie jesteśmy odpowiedzialni za parafie. Pomagamy w niedzielę w miejscowej parafii, odprawiając Mszę Świętą. Nie sprawujemy opieki duszpasterskiej nad wiernymi, lecz znam klasztory, które wykonują pracę tego rodzaju. Nasz klasztor ogranicza się do pomocy lokalnemu proboszczowi. Jednakże potrafię udzielić odpowiedzi na to pytanie, która, jak sądzę, zainteresuje Pana i Państwa czytelników.
Na ogół klasztor posiada więcej środków niż parafia pod względem zasobów ludzkich i materialnych. Częścią naszego charyzmatu jest życie liturgiczne, więc wkładamy wiele czasu, energii i pieniędzy we właściwe przygotowanie świętej liturgii. Większość parafii tego nie robi. Zazwyczaj, przynajmniej w regionie, w którym mieszkamy, jest niewielu księży. Najczęściej sprawują oni podstawową opiekę duszpasterską, którą mogą zaoferować wiernym. Zatem klasztory mają szczególne miejsce w Kościele, umożliwiając katolikom – przynajmniej w naszym klasztorze – doświadczenie klasycznego rytu rzymskiego w stylu zakonnym. Kiedy papież Paweł VI w roku 1964 ogłosił św. Benedykta patronem Europy, pojechał na Monte Cassino, by rekonsekrować opactwo po jego rekonstrukcji. Z tej okazji wezwał benedyktyńskich opatów, by w swych klasztorach zachowali chorał, łacinę i dziedzictwo liturgicznej tradycji Kościoła – miało to miejsce po opublikowaniu Sacrosanctum Concilium. Wzięliśmy sobie ten apel do serca. To właśnie to oferujemy wiernym w naszym klasztorze.

Mass of Ages: Mnisi są wezwani do wykonywania opus Dei, a liturgia jest dla Ojca bardzo ważna. Czy zatem mnisi muszą posiadać pewien rodzaj liturgicznej mentalności?


O. Cassian Folsom: Zgodnie z Regułą św. Benedykta mnisi spędzają około pięć godzin dziennie, angażując się w opus Dei. Jeśli doda się do tego codzienną Mszę konwentualną, ten czas wzrasta do około sześciu godzin. Nie ma wielu klasztorów, które realizują ten program, ale kilka istnieje. Jeśli ktoś trzyma się tego grafiku - a my tak robimy - wtedy jest zanurzony w liturgii przez wiele godzin każdego dnia. Jeśli ktoś nie chcesz tego robić, nie powinno go tutaj być.
Liturgia formuje ludzi. Jeśli chcesz być pływakiem, musisz spędzać wiele czasu w wodzie, a jeśli chcesz być tym, który się modli – „modlakiem” – musisz spędzać wiele czasu na modlitwie. Czy oznacza to, że mnisi przechodzą przez formalne szkolenie liturgiczne? No cóż, bardzo często nie. Ja sam przeszedłem, Bogu dzięki, takie szkolenie i dzięki temu mogę poczynić pewną obserwację: wielu mnichów uważa, że przez sam kontakt z liturgią przechodzi formalne szkolenie liturgiczne, ponieważ zakonnicy spędzają na niej tak wiele czasu – jednak nie jest to koniecznie ta sama rzecz! Akademicka formacja to jedno, a empiryczne szkolenie to drugie. W świecie idealnym, idą one w parze. W naszym świecie jest to rzadkość.

Mass of Ages: Poza kultem Boga, jakie są główne cele liturgii w Kościele Katolickim? Czy może być ona środkiem ewangelizacji?

O. Cassian Folsom: Przede wszystkim należy odpowiedzieć na pytanie czym jest liturgia i jakie zadanie powinna wypełniać. W Sacrosanctum concilium napisano, że liturgia istnieje dla „oddawania czci Bogu” i „uświęcenia wiernych”. Nie są to dwie osobne rzeczy, lecz dzieją się one w tym samym czasie. Jesteśmy uświęcani tak bardzo, jak mocno czcimy Boga. Zatem, jeśli godnie oddajemy Mu cześć, wtedy możemy mieć nadzieję, że nasze uświęcenie też przyniesie dobre owoce. Jeśli nasz kult jest mizerny, nie należy oczekiwać że nasze uświęcenie odniesie jakieś skutki. Obydwie te rzeczy idą w parze.
Po drugie, z całą pewnością liturgia może posłużyć jako środek ewangelizacji. Być może powinienem odnieść się do doświadczeń naszego klasztoru.
Klasztor nie jest położony gdzieś na wsi, lecz w samym centrum turystycznego miasta. Znajduje się na placu, więc ludzie przychodzą do kościoła przez cały czas. Ponieważ klasztor jest połączony z kościołem, istnieje duże prawdopodobieństwo, że turysta, który wchodzi do klasztoru, zajdzie również do kościoła, kiedy modlimy się – śpiewamy – oficjum. Przysłano nam wiele historii nawróceń od ludzi, którzy przez przypadek, a tak naprawdę prowadzeni Bożą Opatrznością, weszli do kościoła podczas Mszy lub oficjum i których przyciągnęła atmosfera modlitwy stworzona przez ciszę, chorał, czy też gesty pełne czci. W naszej tak strasznie chaotycznej kulturze ludzie nie mają punktu odniesienia i są naprawdę głodni Boga. Kiedy zatem doświadczają liturgii, zostają przez nią pochłonięci. Dla nas jest ona głównym środkiem ewangelizacji.

Mass of Ages: W jaki sposób Msza tradycyjna dodaje wartości zakonnemu życiu?

O. Cassian Folsom: No cóż, przerzuciliśmy się na tak zwaną formę nadzwyczajną w 2009 roku, dwa lata po opublikowaniu Summorum Pontificum. Zawsze odprawialiśmy Novus Ordo po łacinie i z chorałem, ale nie Mszę w formie nadzwyczajnej. W usus antiquior można zauważyć pewną harmonijną więź pomiędzy oficjum i Mszą Świętą. Msza tradycyjna wymaga od wiernych zwrócenia o wiele większej uwagi na gest, na poetyckość, że się tak wyrażę i na powtórzenie, ale nie bezsensowne powtórzenie – raczej na takie, które ma swoją wymowę. Ten ryt działa nie tylko na poziomie intelektu, lecz także na poziomie intuicji i serca. Zgodnie z naszym doświadczeniem mogę powiedzieć, iż ten sposób odprawiania Mszy Świętej jest o wiele bardziej kontemplacyjny i zdecydowanie bardziej sprzyjający charyzmatowi wspólnoty zakonnej. Zatem, będąc zanurzonymi w tym rycie od siedmiu czy ośmiu lat – chociaż zawsze odprawialiśmy stare oficjum zakonne po łacinie – widzę, że miał on niezwykle potężny, głęboki wpływ.

Mass of Ages: W czasie, w którym Zachód zmaga się z  kryzysem powołań, z którym nie może się uporać, wy przyciągnęliście kilku młodych mężczyzn do Waszego klasztoru w bardzo krótkim czasie. Jakie są najlepsze środki do pobudzania powołań do kapłaństwa i życia konsekrowanego?

O. Cassian Folsom: Chciałbym najpierw opowiedzieć o naszych doświadczeniach, a następnie wyciągnąć kilka ogólnych wniosków. To, co przyciąga ludzi to tradycja – tradycja postrzegana nie jako obiekt muzealny, lecz jako coś żyjącego i dostępnego, pełnego dynamizmu, energii i piękna. Można powiedzieć, że tradycja wykazuje pewną surowość – wymaga czegoś od człowieka. Nie można jej tak po prostu przyjąć lub bezceremonialnie odrzucić, trzeba ją przyjąć.
Młodzi ludzie pragną autentyczności, prawdy i chcą, by mówiono im, jak naprawdę jest. Nie chcą czegoś zmyślonego, jakiegoś zastępnika; chcą dotrzeć do sedna sprawy – pozwólmy im na to! Najtrudniej zrozumieć dlaczego ludzie nie mogą dostrzec czegoś tak prostego. Nie jest to fizyka kwantowa. To naprawdę bardzo proste. Żyjesz tradycją i ona przyciąga ludzi. Jednak w naszych czasach w obiegu jest mnóstwo różnych ideologii. Te ideologie zazwyczaj stają się zasłoną, przez którą nie można dojrzeć rzeczywistości takiej, jaka naprawdę jest.

Mass of Ages: Uważam, że wykorzystując nawet habit zakonny, Bóg może wpłynąć na zmysł romantyzmu, by przyciągnąć ludzi do siebie…

O. Cassian Folsom: To prawda. Pierwszy raz w życiu poszedłem do klasztoru w sobotę po Wielkanocy. Było to jeszcze w Stanach Zjednoczonych, a ten klasztor stał się później moim pierwszym na zakonnej drodze. Doskonale pamiętam to wydarzenie, miałem 18 lat. W pobliżu kościoła chodził zakonnik. Był bardzo wietrzny dzień i jego szkaplerz powiewał na wietrze. Oczywiście, można powiedzieć, że było to bardzo romantyczne i bardzo płytkie. Jednakże, potrzebujemy piękna i potrzebujemy obrazów, które by nas przyciągały.

Mass of Ages: Jak ważna według Ojca jest modlitwa i liturgia w budowaniu i wzmacnianiu życia rodzinnego?

O. Cassian Folsom: Są one oczywiście niezwykle ważne, ale trzeba trochę rozwinąć ten wątek. Rodziny nie mogą żyć jak zakonnicy, to znaczy nie mogą prowadzić liturgicznego życia mnichów, jako że wymagało by to poświęcenia długich godzin każdego dnia, a rodzice muszą zajmować się dziećmi, przygotowywać jedzenie, iść do pracy, itd. Zazwyczaj rodziny mogą co najwyżej przyjść na Mszę niedzielną. Oznacza to jednak, że jeśli jest to jedyna szansa jaką mają, by doświadczyć liturgii, powinna być ono naprawdę dobra, żeby otrzymali duchowy pokarm, którego potrzebują.
Jeśli chodzi o modlitwę rodzinną, nabożeństwa prywatne są zazwyczaj bardziej pomocne. Kiedy wokoło biegają dzieci nie można modlić się psalmami – to znaczy oczywiście można, ponieważ dzieci są jak gąbki i szybko uczą się wszystkiego. Jednak nie można przekształcić rodziny w klasztor. Różni ludzie tego próbowali i to się po prostu nie udaje. Jednakże, istnieje pewien punkt wspólny, który chciałbym podkreślić.
Życie zakonne, jeśli przedrze się poprzez ckliwą otoczkę, jest bardzo proste i bardzo zwyczajne. Wstajesz rano, odmawiasz modlitwy, wykonujesz swoją pracę, spożywasz posiłki, odmawiasz modlitwy i kładziesz się spać, a następnego dnia robisz dokładnie to samo – przypomina to bardzo życie rodzinne. Św. Benedykt zauważa, że piwniczy w klasztorze powinien traktować narzędzia klasztorne jak gdyby były to święte naczynia ołtarzowe. Oznacza to, że zwyczajne narzędzia życia codziennego mają sakramentalną wartość, która prowadzi do czegoś poza nimi samymi – do Boga. Właśnie w tym nasze życie i życie rodzinne są bardzo podobne do siebie.
Lubię nazywać św. Benedykta patronem rzeczy zwyczajnych. Życie zakonne nie jest wypełnione zaszczytami, jest bardzo przyziemne – i bardzo dobrze. Nasza kultura pragnie nieustannych podniet, lecz życie takie nie jest. Jeśli potrafimy znaleźć Boga w przyziemnym, zwyczajnym życiu, wtedy jest to droga, którą naprawdę powinniśmy obrać. Tak naprawdę, życie zakonne i rodzinne jest tak podobne, że, w moim doświadczeniu, zwykli mieszkańcy miasta czują większe przywiązanie do mnichów niż do księdza z parafii, gdyż łączą ich podobne doświadczenia – ksiądz wykonuje sakramentalne i kapłańskie posługi, ale zazwyczaj nie ma życia rodzinnego. Mnisi mają życie rodzinne. Robimy piwo, musimy zmywać, gotować jedzenie i iść na zakupy tak jak wszyscy inni. To tworzy więź.


Fot. Joseph Shaw
Tłumaczenie: Marek Kormański