piątek, 22 lipca 2016

Ambitny i skromny charakter Summorum Pontificum (Na dziewiątą rocznicę ogłoszenia tego Motu Proprio)

Mija dziewięć lat, odkąd Ojciec Święty Benedykt XVI ogłosił pamiętne Motu Proprio, które już znalazło się w najnowszej edycji Denzingera i które niewątpliwie zyska miano jednego z najważniejszych wystąpień papieskich czasów współczesnych.

Motu Proprio, gdziekolwiek zostało posłusznie przyjęte i wprowadzone w życie przez wiernych synów Kościoła, przynosi wspaniałe, niemal cudowne owoce. Nauka i odprawianie usus antiquior odnawia kapłaństwo niezliczonych księży, pogłębia je, wzbogaca, czyni skoncentrowanym i włączonym w podstawy duchowości Kościoła rzymsko-katolickiego. Ten akt prawny w samą porę przyniósł lekarstwo na demoralizację duchowieństwa, desakralizację liturgii i wykorzenienie wiernych świeckich. Tyle o jego ambitnym charakterze.

Ten sam okres ukazał w pełnym świetle dwuznaczności i napięcia w obrębie Motu Proprio, którym zaradzić muszą przyszłe pokolenia. Na przykład, jak mogą istnieć dwie formy tego samego rytu, skoro, ze względów historycznych i logicznych, powinna być tylko jedna?
Skoro przejście na ryt zreformowany nie spowodowało pęknięcia w obrębie tradycji rzymskiej, to jak można było ustanowić później dwie wersje tego samego rytu, o równym statusie prawnokanonicznym. Mówi się o nich, że to dwie formy tego samego rytu, a przecież różnica pomiędzy Mszą dominikańską, karmelitańską (by przywołać tylko kilka przykładów) a dawną rzymską jest o wiele mniejsza niż pomiędzy dawną a nową Mszą rzymską. Motu Proprio nie starało się zażegnać tych trudności, lecz przyjęło podejście pragmatyczne, przechodząc do porządku nad tym rozdarciem. Tyle o skromności jego zamierzeń.
Musimy wciąż na nowo powracać do tego, co pewne. Summorum Pontificum od wszystkich katolików wymaga następujących kroków:
1.      Uznania, że usus recentior, czy też Forma Zwyczajna, jest ważna i dozwolona.
2.      Uznania, że usus antiquior, czy też Forma Nadzwyczajna, jest ważna i dozwolona.
3.      Przyjęcia, że katolicy powinni mieć swobodę oddawania czci Panu poprzez uczestnictwo we Mszy albo w Formie Zwyczajnej, albo w Formie Nadzwyczajnej. Ani Forma Zwyczajna, ani Nadzwyczajna nie musi być obecna w każdej parafii czy kaplicy, i zapewnienie Mszy św. w Formie Nadzwyczajnej wszędzie tam, gdzie domagają się jej wierni, może nie być możliwe natychmiast, ale taka jej dostępność powinna być celem, nad osiągnięciem którego duszpasterze gorliwie pracują, tak by potrzeby wiernych na danym obszarze były należycie spełniane.

To jest minimum wymagań Summorum Pontificum w wymiarze praktycznym. Jeżeli w jakimś sensownie wyodrębnionym rejonie geograficznym jest wiele Mszy w Formie Zwyczajnej, a tych w Formie Nadzwyczajnej nie ma wcale, to znaczy, że jeden lub więcej duchownych nie wypełnia zadania realizacji potrzeb duchowych i praw wiernych powierzonych ich pieczy. Nie jest konieczne, by chcieli je realizować, ale czynić to muszą, jeżeli mają być dobrymi szafarzami tajemnic Bożych, lojalnymi synami Kościoła i prawdziwymi pasterzami trzody. Zdając sprawę ze swego życia przed Wiecznym Sędzią, również o tę kwestię zostaną zapytani.
Ojciec Święty Benedykt XVI określa Novus Ordo Missae jako „zwyczajny wyraz lex orandi” (Art. 1) i mówi, że „nowy Mszał z pewnością pozostanie zwyczajną formą Rytu Rzymskiego, nie tylko ze względu na normy prawne, lecz także z powodu obecnej sytuacji społeczności wiernych”. Co ciekawe, niektórzy uznają te sformułowania papieskie za nakazy, podczas gdy oczywiste jest, że mają one charakter opisowy. Benedykt XVI opisuje tu istniejący stan rzeczy, a nie podaje przepisu, jak sprawy powinny wyglądać.[1] Jak powinny one wyglądać, to zależy od Ducha Świętego i od wiernych katolików: to nie ślad pióra papieskiego zdecyduje o tym, czy katolicy uczynią usus antiquior swoją normą liturgiczną, czy też nie.
Motu Proprio bez wątpienia ułatwia coraz liczniejszym katolikom uczynienie usus antiquior liturgią normatywną dla siebie, niczego jednak nie przesądza. Odnotowuje, że wierni będą, w większości przypadków, uczestniczyć we Mszy w Novus Ordo, lecz podkreśla też, że starszy ryt nigdy nie został zniesiony i że powinien być dostępny dla wszystkich, którzy się o to starają. To stworzyło niezbędne podstawy dla potencjalnie nieograniczonej ekspansji usus antiquior, do tego stopnia, że może ona stać się ponownie normą, tak jak była nią od czterystu lat (a właściwie już tysiąc lat wcześniej).
Z własnej logiki wewnętrznej tegoż Motu Proprio wynika, iż nie mogło ono stwierdzać, że Novus Ordo musi pozostać normą, lecz że jest nią obecnie, ale żadne przesłanki nie wskazują, by musiał nią pozostać dla którejkolwiek parafii, diecezji, wspólnoty zakonnej czy nawet dla Kościoła powszechnego. Dlatego właśnie widzimy, jak tworzy się coraz więcej parafii przeznaczonych do sprawowania liturgii w Formie Nadzwyczajnej, jak coraz więcej wspólnot zakonnych przyjmuje ją i rozkwita pod jej dobroczynnym wpływem. Podczas gdy udział w praktykach religijnych na Zachodzie gwałtownie spada, widzimy, jak powstają oazy żarliwej wiary, obfitujące w życie rodzinne, gdziekolwiek liturgia tradycyjna została na dobre wprowadzona.
Benedykt XVI musiał przezornie zapewnić wiernych, że nikt nie będzie zmuszony do przejścia z Formy Zwyczajnej na Formę Nadzwyczajną, ale równie jasno zaznaczył, że jeśli duchowni czy też wierni świeccy chcą przyjąć usus antiquior, jak najbardziej wolno im to uczynić i nikt nie ma im przeszkadzać. Muszą uznać, że Mszał Pawła VI jest ważny, natomiast nie muszą uznawać go za normatywny dla swego własnego udziału w kulcie publicznym (inaczej nie byłoby dozwolone istnienie parafii i wspólnot zakonnych odprawiających wyłącznie Mszę w Formie Nadzwyczajnej). Nie muszą uczestniczyć w nowej Mszy ileś tam razy w roku. Nie muszą uważać jej za lepszą czy też najlepszą formę Rytu Rzymskiego. Mają całkowitą swobodę preferowania starszej formy Mszy, Divinum Officium, udzielania sakramentów i błogosławieństw. Mogą korzystać wyłącznie ze starszej formy (pod warunkiem, że spełniają obowiązek uczestnictwa we Mszy św. jako katolicy); mogą uważać ją za najlepszą formę liturgii; mogą uważać, że pasterze Kościoła, nawet ci stojący najwyżej w hierarchii, popełnili ogromny błąd, pozbywając się jej. Taką właśnie radykalną wolność dla Tradycji papież Benedykt wstrzyknął w życie Kościoła.
Nie ma w prawie kościelnym, czy to w Kodeksie Prawa Kanonicznego, czy w Summorum Pontificum, niczego, co wychodziłoby poza wyliczone powyżej trzy punkty, wymagane od wszystkich katolików. Jeżeli więc ktokolwiek zaczyna wymagać od katolika więcej albo przyznawać mu mniej, to działa w swoim własnym imieniu, a nie w imieniu Kościoła, mówi własne słowa, a nie Boże (por. J 8,44). Ludzie tacy zachowują się niczym strażnicy, którzy sami sobie powierzyli zadanie strzeżenia głównego nurtu Kościoła od „zagrożeń”, „błędów” i „niewłaściwych postaw” katolików miłujących Tradycję. Trudno dostrzec, jak takie groźne zachowania dałyby się pogodzić z miłością braterską, szacunkiem dla tradycji Kościoła, przestrzeganiem prawa kanonicznego czy poszanowaniem podstawowych praw wiernych.
Jakiekolwiek nie byłyby jego dwuznaczności lub ograniczenia, Summorum Pontificum pozostaje największym wyzwaniem dla modernistycznej i progresistycznej tendencji do traktowania tradycyjnie zorientowanych katolików tak jakby byli śmieciami, które trzeba pozbierać i wywieźć na wysypisko, razem z ich mszałami, ornatami, kapami, biretami, manipularzami, aspergillami i całym tym rzymsko-katolickim zawracaniem głowy. Katolicy tradycyjni nie zasługują na ostracyzm, potępienie ani podwójne standardy, którym tak często są poddawani. Katolicy liberalni i konserwatywni, którzy nie uznają i nie czynią pokuty za ten problem duchowy w swym życiu, zaciągają grzechy, za które będą musieli odpowiedzieć, nawet jeśli tradycyjni katolicy być może grzeszą, reagując na prowokacje i prześladowania zbyt dużym gniewem, przesadnym smutkiem lub rozpaczą.
Ojciec Święty Benedykt XVI pragnął wprowadzać pokój i zachęcać do takich właśnie wielkodusznych zachowań, które z czasem uleczyłyby pęknięcia, tak jak utorowały drogę do przywrócenia Tradycji liturgicznej. Skandalem pozostaje, że tak wielu rzekomych „dobrych katolików” (w tym duchownych) wciąż ignoruje wymagania prawne Summorum Pontificum i rzeczywiste potrzeby duchowe wielu wiernych dzieci Kościoła we wszystkich krajach. Ci z nas, którzy doświadczają złego traktowania, muszą podwoić modlitwy, akty pokuty i przebaczenia, wciąż dążąc do realizacji wspaniałej obietnicy Motu Proprio wpośród nas.

Peter Kwasniewski
Tłumaczenie: Ewa Monika Małecka
Zdjęcie: Jospeh Shaw



Przypisy

[1] Zob. mój artykuł: „On the Use and Abuse of the Terms ‘Ordinary’ and ‘Extraordinary’ w Summorum Pontificum” (O używaniu i nadużywaniu terminów “zwyczajny” i “nadzwyczajny” zawartych w Summorum Pontificum).

Nieco więcej refleksji ze strony New Liturgical Movement na temat Motu Proprio w artykułach:
„Seven Years of Summorum Pontificum” (Siedem lat Summorum Pontificum);
“Taking Summorum Pontificum Out of the Trenches” (Wyciąganie Summorum Pontificum z okopów);
“Formed in the Spirit and Power of the Traditional Mass” (Uformowani w duchu i mocy Mszy tradycyjnej).

Od redakcji UnaCum.pl: