poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wywiad z księdzem Claudem Barthem na temat wprowadzania formy nadzwyczajnej w parafii

30 listopada 2015 roku francuskie czasopismo L’Homme Nouveau opublikowało broszurę na temat różnych form celebracji, które dozwala nadzwyczajna forma rytu rzymskiego. Przedmowę napisał ks. Claude Barthe, kapelan międzynarodowej pielgrzymki Summorum Pontificum.(1)
Mniej więcej w tym samym czasie opublikowaliśmy sprawozdanie z bardzo ciekawego i nietuzinkowego wykładu wygłoszonego przez ks. Milana Tismę na pierwszej konferencji Summmorum Pontificum w Chile. Skorzystaliśmy z tego zbiegu okoliczności i zapytaliśmy ks. Barthe’a czy mogłby krok po kroku omówić wystąpienie księdza Tismy, i w ten sposób przedstawić w szczegółach metody dostępne proboszczom, którzy chcieliby wzbogacić codzienną i niedzielną liturgię w swoich parafiach w duchu Motu Proprio Benedykta XVI.

1   Przywracanie poczucia sacrum - jest to pierwsza kwestia, którą ks. Tisma  poruszył w swojej prezentacji. Nie dodał on niczego nowego, gdyż jest już wiele świadectw zarówno ludzi świeckich jak i księży, którzy zainteresowali się nadzwyczajną formą rytu rzymskiego gdyż podczas tej liturgii mieli większe większe poczucie sakralności. Jednak w swojej prezentacji ks. Tisma wykorzystał koncepcję misterium tremendum et fascinans, którą opracował luterański teolog Rudolf Otto. Czy to odniesienie zaskakuje księdza?


Ks. Claude Barthe: Odniesienie do książki Rudolfa Otto Świętość, w której koncepcja świętości jest analizowana jako będąca zarówno przerażającą (tremendum) jak i fascynującą (fascinans) jest ciekawe pod jednym względem: pomaga zmniejszyć współczesną tendencję do całkowitego wyrzucania tego co transcendentne w kulcie i sprowadzania Boga do naszego własnego poziomu. Ale trzeba zrozumieć dwie rzeczy: Bóg jest z natury Niezrozumiany. Nie może zostać zrozumiany, a jednak przekazuje nam wiedzę o sobie poprzez Objawienie i poprzez Wcielenie Słowa, Emmanuela, Boga z nami, który stał się jednym z nas.
Św. Tomasz w Summa contra Gentiles wyjaśnia, że  jednym z najdonioślejszych celów Wcielenia było sprawienie, żebyśmy zrozumieli, iż jest możliwe by osiągnąć wieczne szczęście, które polega na zjednoczeniu naszej duszy z tym co ją nieskończenie przewyższa. Jest to możliwe, gdyż boskość zjednoczyła się z naszym człowieczeństwem. Człowieczeństwo Jezusa Chrystusa tak bliskie naszemu i, że tak powiem, tak namacalne w Kościele wciąga nas w niezgłębione otchłanie boskości, która jest zjednoczona z tym człowieczeństwem: jest to boskość, która ujawnia się przez cuda, które sprawia, na przykład podczas odpuszczenia grzechów i eucharystycznej Transsubstancjacji.

2     Według ks. Tismy, jeśli liturgia jest ogołocona z tajemnicy, przestaje ona być epifanią (objawieniem) chwały Boga i jego doskonałej świętości. Czy zgadza się ksiądz z tą opinią?

Ks. Claude Barthe: Całkowicie się z tym zgadzam. Ks. Tisma ma rację, krytykując sprowadzanie tego, co boskie do tego co zaledwie ludzkie, sprowadzanie wiary do zwyczajnego rozumu w obecnej liturgii, w której dostęp do tego co transcendentne jest, że się tak wyrażę, spłaszczony. Ta liturgia, której celem miało być blisko ludzi, jest im obojętna do tego stopnia, że nie przekraczają już oni progu kościoła. Ironicznie, prawdziwa bliskość, którą właściwie zrozumiana liturgia zawiązuje między człowiekiem a płomienną świętością Boga, daje poczucie całkowitego wyobcowania.
Dobrze wyraża to niemiecki pisarz Martin Mosebach w swojej książce Herezja braku formy: liturgia rzymska i jej wrogowie (San Francisco: Ignatius Press, 2006). Uważa on, że nieodłącznym paradoksem liturgicznego działania jest fakt, że odsłania i ujawnia ono tajemnicę, a jednocześnie spowija i ukrywa ją. Ukrywa obecność nieskończonego i nieodgadnionego Boga całunem szacunku, form i rytów. Przez to liturgia ujawnia i przybliża duszę do tej obecności w prawdzie. Jest to epifania która ukrywa, aby tym lepiej się objawić.
Czy konsekracja chleba dokonana w języku pospolitym na stole pośród zgromadzenia, chleba który wkrótce zostanie wzięty do rąk podczas Komunii, jest lepiej zrozumiana w wierze niż konsekracja podczas Wschodniej liturgii, śpiewana pośród obłoków kadzidła w tajemniczym, świętym języku za zasłoną, która opadła przed bramą ikonostasu? Odpowiedź sama się nasuwa: w pierwszym wypadku wierny uważa, że rozumie, ale znaczenie tego wydarzenia nie dociera do niego, gdyż bliskość wytworzona przez tę banalną liturgię utrudnia prawdziwe spotkanie w wierze. Z drugiej strony, święte odosobnienie w liturgii św. Jana Chryzostoma prawdziwie przybliża duszę do Boga. Liturgia jest jak świetlista ciemność, w której Mojżesz otrzymał boskie objawienie: jednocześnie mroczna i oślepiająca. Albo inaczej: jest to jak obłok świetlany, który osłonił trzech uczniów, którzy byli świadkami Przemienienia ich Pana (Mt 17,5).
Weźmy przykład Narodzin Najświętszego Sakramentu w sercu Mszy Świętej, podczas konsekracji: przyklęknięcia, klęczenie, pochodnie, kadzidło, dzwonki, święte płótna, drogocenne naczynia przygotowane na Jego przyjęcie (kielich i cyborium), balaski przy których się klęka, ręce pod białym obrusem by przyjąć Hostię na język, majestatyczne tabernakulum, w którym będzie przechowywany. Wszystko sprawia, że wierny czuje się odosobniony za pomocą czci adoracji, jednak równocześnie przybliża go poprzez wykonywanie aktu wiary.

3    Dla ks. Tismy to do księży należy obowiązek pracy nad pojednaniem między wiernymi za pomocą wszystkich liturgicznych środków jakie mają do dyspozycji, przede wszystkim za pomocą regularnej celebracji formy nadzwyczajnej. Z francuskiego punktu widzenia, czy ten postulat nie jest aby marzeniem ściętej głowy, pobożnym życzeniem?

Ks. Claude Barthe: No cóż, zdecydowanie jest to zbożna praca, a praca Paix liturgique jest nie do przecenienia. We Francji księży, którzy rozumieją to zadanie, jest ciągle za mało, to prawda, ale ich liczba się zwiększa. Z mojego doświadczenia mogę podać pomysł, który został zainspirowany Świętami Bożego Narodzenia. W wielu francuskich parafiach pasterkę odprawia się o godzinie 21 lub 22, po zachodzie słońca. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zaprosić odpowiedniego księdza ze wspólnoty kultywującej liturgię tradycyjną, albo samemu odprawić Mszę o odpowiedniej godzinie, czyli o północy, w formie nadzwyczajnej. Proboszcz zdziwiłby się jak wielki byłby tłum na tej Mszy, włączając w to grupę parafian, którzy zazwyczaj uczęszczają na formę zwyczajną.
Bardziej ogólnie mówiąc, proboszczowie nie powinni się wahać, tylko wezwać księży, którzy znają formę nadzwyczajną i którzy, poza odprawianiem tradycyjnej liturgii, mogliby pomóc także w konfesjonale, u chorych, przy pogrzebach. Jednocześnie stanowaiłoby to poparcie dla pojednania pośród księży.

4     Oprócz Rufolfa Otto ks. Tisma przybliża postać innego Niemca, księdza Klausa Gambera, aby przedstawić rzadko omawianą kwestię w świecie tradycyjnym: fakt, że liturgia jest małą ojczyzną dla katolików i że, zostając z niej odartymi, stali się liturgicznymi bezpaństwowcami. Czyż nie jest to jeden z powodów (o którym zazwyczaj nie mówi się otwarcie) sukcesu tego, co socjologowie nazywają katolicyzmem o wyraźnej tożsamości?

Ks. Claude Barthe: Tak, ks. Gamber żałował, że katolików pozbawiono ich małej ojczyzny, Heimat, ponieważ w nowym rycie, którego forma została potraktowana jako zbiór wskazówek, nie ma już dwóch takich samych Mszy. Kiedy byłem dzieckiem, pojechaliśmy na rodzinne wakacje do Hiszpanii, niedaleko domu. Chodziliśmy na niedzielną Mszę Świętą  w różnych miasteczkach i wioskach i słuchaliśmy tej samej Mszy jak ta, którą znaliśmy z naszej parafii. Rozumieliśmy wszystko, że się tak wyrażę… poza kazaniem, które było po hiszpańsku. Katolicy na całym świecie, gdziekolwiek by nie poszli na Mszę, czuli że wszędzie są u siebie. Podczas reformy liturgicznej mówiło się jednak nie o globalizacji, ale o globalnej wiosce. Jest to naprawdę zdumiewające, że partacze od nowej liturgii nie rozumieli, że liturgia już zawierała uniwersalny klucz, który otwierał wrota do Miasta obejmującego cały świat, do globalnej wioski katolickiej liturgii. Ponadto, wraz z coraz bardziej postępującą sekularyzacją i coraz większym wyobcowaniem katolicyzmu we własnej Globalnej Wiosce, mogliby oni zauważyć (gdyby rozważali prawdziwe znaki czasu), że katolicy bardziej niż kiedykolwiek potrzebowali spotkać się w rodzinnym domu.
Zatem, jeśli faktycznie ten katolicyzm o wyraźnej tożsamości, łączący zarówno FSSPX jak i Communauté Saint-Martin, przyciąga praktykujących katolików i powołania, jest tak ponieważ oferuje tradycyjny rytuał, który daje konkretne doświadczenie wspólnoty wiary i przynależności do familia Christi. Ściśle łączy się z tym zastosowanie łaciny: modlitwa i śpiew w uświęconym języku Kościoła Rzymskiego wyraża i umacnia więź jedności. Niestety, katolicka hierarchia i jej fachowcy już od mniej więcej półwiecza całkowicie nie nadążają za rzeczywistością.

5    Stopniowość i ciągłość to dwie zasady, które zaleca ks. Tisma by wprowadzić na stałe formę nadzwyczajną na poziomie parafii: co ksiądz o tym uważa?

Ks. Claude Barthe: Całkowicie się z tym zgadzam. W mojej książeczce na temat wdrażania reformy reformy, której punktem wyjścia jest Msza w formie nadzwyczajnej, poparłem stopniowość. Proszę mi wybaczyć własny cytat: „Praktyka reformy reformy w parafii lub w zwyczajnym miejscu kultu jest, prawie że ze swej natury, stopniowym procesem, mniej lub bardziej szybkim przejściem ze stanu zwyczajnego do stanu prawie że nadzwyczajnego. Prawo stopniowości znajduje tu swoje zastosowanie bez żadnych problemów sumienia.”(2) Zwiększanie udziału łaciny w liturgii, przywrócenie Komunii Świętej na język, używanie Pierwszej Modlitwy Eucharystycznej (Kanonu Rzymskiego), zorientowanie ołtarza versus Deum, przywrócenie modlitw u stopni ołtarza (mówionych po cichu) to główne zadania, które trzeba podejmować krok po kroku, np. ołtarz może być ustawiony versus Deum najpierw tylko przy kilku okazjach, potem zawsze podczas Mszy w tygodniu, następnie podczas ważniejszych świąt, aż w końcu w każdą niedzielę, zachowując ciągłość. Większość księży, którzy przeprowadzili w swoich parafiach tradycyjną reorientację, zrobiła to właśnie w ten sposób.

6     Ks. Tisma proponuje także wykonać prosty gest służący konkretnej reorientacji liturgii parafialnej poprzez umieszczenie naszego Pana Jezusa Chrystusa w centrum uwagi: jeden ołtarz dla obydwu form, umiejętne gospodarowanie przestrzenią prezbiterium, stosowanie różnych form liturgii nadzwyczajnej itd. Ksiądz zna wielu proboszczów, którzy celebrują in utroque usu (w obydwu formach): czy mógłby ksiądz podać inne podobne przykłady?
                                                                                                                                                                 
Ks. Claude Barthe: Z punktu widzenia symboliki, najważniejszą i najtrudniejszą rzeczą do której trzeba przekonać ludzi, nie większość wiernych, co ważne, ale najbardziej zdecydowanych w swoich poglądach (siostry zakonne, panie rozdające Komunię, diakoni stali) to odprawianie Mszy versus Deum. Stąd wynika potrzeba stopniowego przejścia, o którym już wspomniałem i na to mógłbym podać kilka konkretnych przykładów. Innym ważnym aspektem jest formacja ministrantów (wielu, jeśli to możliwe), którzy mogą służyć do Mszy w obydwu formach: przyczyniają się oni bardzo do tego, by obrzędy były bardziej uroczyste i do stopniowego przejścia z rzeczywistości zwyczajnej do nadzwyczajnej. Wszyscy księża o pedagogicznym podejściu przygotowują drukowane broszury na każdą Mszę, żeby obecni wierni mogli śledzić obrzędy po prostu przewracając strony, bez względu na to czy będzie to podczas Mszy w formie zwyczajnej (w duchu reformy reformy) czy też nadzwyczajnej. Takie rozwiązanie sprawia, że nie tylko wszystko idzie gładko, ale wzmacnia to także liturgiczną pobożność. Mógłbym wspomnieć jeszcze o wielu innych sprawach: pewnemu księdzu podczas ofertorium towarzyszą organy, co buduje podniosły nastrój aż do momentu w którym kapłan zaczyna odmawiać po cichu tradycyjne modlitwy; inny wymawia modlitwę eucharystyczną, zarówno po łacinie (w formie nadzwyczajnej) jak i po francusku (W formie zwyczajnej), nie głośno lecz szeptem, a nawet zaczyna odprawiać liturgię po łacinie od momentu konsekracji, co również ma bardzo uświęcający skutek; jeszcze inny, żeby usunąć ministrantki bez protestów a równocześnie uczynić liturgię jeszcze bardziej podniosłą, przekształcił je w sodalicję Dzieci Maryi w białych albach, które zajmują miejsca na czele nawy, tak jak skauci w mundurach i chór, itd.

7    Ostatnie pytanie. Ks. Tisma wspomina również o zachowywaniu lokalnych tradycji lub przywilejów liturgicznych. Czy jest to dozwolone w świetle Summorum Pontificum oraz dołączonej do niego instrukcji? Czy w ogóle takie tradycje są jeszcze żywe we Francji?

Ks. Claude Barthe: We Francji, tak jak wszędzie indziej, zawsze istniały pozostałości starożytnych tradycji w lokalnych kościołach. Były one kultywowane aż do reformy Pawła VI, a zatem Summorum Pontificum je dopuszcza, gdyż cofa ono czas do roku 1962, do czasu tuż przed Soborem. Ponadto, zawsze istniały pobożne zwyczaje dodawane do ceremonii, np. większe kościoły francuskie miały osobę zwaną Suisse [„gwardzistę szwajcarskiego”, paramilitarny rodzaj kościelnego], który chodził wzdłuż naw by pilnować porządku, zwłaszcza podczas Komunii, i który uderzał halabardą, aby wskazać kiedy należy klęknąć. Znałem Suisse’a z Notre Dame, który pewnie pełnił swoją służbę aż do połowy lat sześćdziesiątych; inny pojawił się w Saint-Nicholas-du-Chardonet (kościele FSSPX w Paryżu) około dziesięć lat później. Niektóre parafie czy wspólnoty przywróciły także zwyczaj rozdawania pobłogosławionego chleba, co było niegdyś popularne na Mszy solennej: ciastka o smaku anyżu lub podobne do bułki (w zależności od prowincji) kapłan błogosławi podczas ofertorium. Następnie są one łamane na małe kawałki i rozdawane wiernym pod koniec Mszy.  W niektórych wspólnotach religijnych jeszcze w latach siedemdziesiątych w  Wielką Sobotę błogosławiono baranka, którego zjadano podczas wielkanocnego obiadu. Są i orkiestry dęte grające w dzień św. Huberta na Mszach dla myśliwych. Być może ktoś powie, że wszystko to jest częścią dawnego folkloru, ale jest popularne. Bardziej liturgiczną i bardziej francuską tradycją są kantorzy ubrani w kapy śpiewający, o ile to możliwe, z wielkiego pulpitu nie tylko podczas nieszporów, ale także podczas Mszy solennej, co wygląda naprawdę wspaniale.



(1) La messe traditionnelle dans tous ses états, kolekcja Paix liturgique (Paryż: Éditions de L’Homme nouveau, 2013).

(2) La Messe à l’endroit. Un nouveau mouvement liturgique, kolekcja Hora Decima (Paryż: Éditions de L’Homme nouveau, 2010).

Tłumaczenie: Marek Kormański
Zdjęcie:  sanctamissa.com