niedziela, 20 września 2015

O używaniu i nadużywaniu terminów „zwyczajny” i „nadzwyczajny” zawartych w Summorum Pontificum



W piątek 26 października 2007 roku, zaledwie w sześć tygodni po tym, jak Summorum Pontificum stało się prawem Kościoła, założyciel tego bloga Shawn Tribe (mowa o blogu www.newliturgicalmovement.org, z którego pochodzi ten tekst – przyp. red.) poczynił kilka wnikliwych uwag na temat znaczenia terminów „zwyczajny” i „nadzwyczajny”, które znajdujemy w Motu Proprio [1]. Pamiętam, sądziłem wówczas, że zanadto się martwił możliwymi nieporozumieniami co do obu tych terminów, ale doświadczenie minionych ośmiu lat przekonało mnie, że jednak miał rację. Sam spotykam ludzi argumentujących w taki sposób: „Benedykt XVI mówił, że ta liturgia jest poza normalnym porządkiem, i że tak powinno pozostać”.

Określenie „forma nadzwyczajna” w odniesieniu do tradycyjnej Mszy łacińskiej, choć bardzo się rozpowszechniło (i nietrudno zrozumieć dlaczego: jest krótkie i podkreśla symetrię z „formą zwyczajną”, zwłaszcza kiedy [po angielsku] używa się skrótów EF i OF), może jednak wprowadzać w błąd, gdyż opisuje rzecz powierzchownie, na podstawie bieżącej sytuacji liturgicznej, w której jedna z form de facto dominuje nad drugą: forma zwyczajna jest tą bardziej rozpowszechnioną, nadzwyczajna zaś – stosunkowo rzadszą. Jeśli jednak pomyślimy o parafii prowadzonej przez Bractwo Św. Piotra, Instytut Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana czy też inne stowarzyszenie życia apostolskiego o podobnym charakterze, napotkamy sytuację odwrotną: „forma nadzwyczajna” jest dla ludzi zwyczajną liturgią, praktycznie jedyną.


Shawn Tribe zwrócił nam uwagę na kwestię o kluczowym znaczeniu, którą trzeba podnosić, gdy tylko rozmowa zaczyna obracać się wokół terminów „forma zwyczajna/nadzwyczajna” – na to mianowicie, że Benedykt XVI w Summorum Pontificum i w wyjaśniającym je liście do biskupów świata posługuje się również innymi wyrażeniami, takimi jak „Mszał św. Piusa V” [2], „Mszał błogosławionego Jana XXIII” (istotnie, tego określenia używa częściej niż jakiegokolwiek innego[3]), „stary Mszał”, „starodawna łacińska tradycja liturgiczna” i „Usus Antiquior”. Instrukcja wyjaśniająca Universae Ecclesiae z 2011 roku mówi o „starszej tradycji liturgicznej” i często nazywa  ją „Usus Antiquior”.[4] Nic nie wskazuje na to, by papież Benedykt legalnie i oficjalnie nadał tradycyjnej Mszy łacińskiej jakąś jedyną czy też uprzywilejowaną nazwę, tak jak nie uczynił tego w odniesieniu do współczesnego Rytu Rzymskiego. Nie bez powodu w oficjalnych dokumentach Kościoła używa się na ich określenie wielu różnych nazw, gdyż każda z nich przekazuje coś istotnego, czego inne nie eksponują. Do pełnego obrazu trzeba dodać jeszcze nazwy nieoficjalne: ryt gregoriański, ryt trydencki, klasyczny Ryt Rzymski etc.

Niedostrzeganie różnorodności celowo stosowanej przez papieża Benedykta nomenklatury może prowadzić do sytuacji, kiedy słowa „nadzwyczajna” w określeniu „forma nadzwyczajna”  używa się po to, żeby zbywać zwyczajnych katolików, którzy pragną, czy też pragną bardziej regularnego dostępu do tego, o czego hojne udzielanie prosił kapłanów Benedykt XVI.
- Nie – odpowie oponent – Kościół mówi, że ta Msza jest poza zwyczajnym porządkiem – jest czymś rzadkim, marginalnym, wyjątkowym, a nie normą dla nas.

 Jeśliby oponent posunął się do tego, by sugerować, że słowo „nadzwyczajna” w odniesieniu do „formy nadzwyczajnej” znaczy mniej więcej tyle co „nadzwyczajny” w odniesieniu do „nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej”, twierdzenie to można by obalić, wskazując na fakt, że są całe społeczności, a nawet cała diecezja (diecezja Campos w Brazylii), które mają pozwolenie, by celebrować Mszę św. wyłącznie w formie nadzwyczajnej, nie ma natomiast na całym świecie ani jednego kościoła, w którym „nadzwyczajni szafarze Komunii świętej” mogliby zostać prawowitymi jej zwyczajnymi szafarzami – dlatego po prostu, że jest metafizycznie niemożliwe, by się nimi stali, nie zmieniwszy wcześniej stanu cywilnego (a wielu z nich także płci, quod absit!), ale taka argumentacja byłaby nieszczera i tylko pozornie prawdziwa. Czyż gdziekolwiek „forma nadzwyczajna” jest tak rozpowszechniona jak „nadzwyczajni szafarze Komunii św.”? W rzeczywistości przymiotnik „nadzwyczajny” w określeniu „nadzwyczajni szafarze” oznacza jedno, a w określeniu „forma nadzwyczajna” – co innego. Zjawisko to, zwane homonimią, jest bardzo częste w poezji, w teologii zresztą też, czego świadkiem św. Tomasz z Akwinu.

Znałem księdza, który słowo „nadzwyczajna” w „formie nadzwyczajnej” pojmował w sposób tak restrykcyjny, jakby znaczyło „taka, która powinna pozostać marginalna czy też rzadka”, ale logika Summorum Pontificum i szeroki zasięg zezwoleń, jakich Watykan udziela mniej więcej od roku 1988, wskazuje, że ów przymiotnik użyty jest tu raczej w sensie opisowym niż normatywnym, ma charakter raczej faktograficzny niż restrykcyjny. W wyrażeniu „nadzwyczajni szafarze Komunii świętej” natomiast, wręcz przeciwnie, przymiotnik ten użyty jest w sensie restrykcyjnym: ci szafarze mają pełnić swą posługę w rzadkich sytuacjach wyższej konieczności [5]. Skoro jednak istnieją całe parafie, zakony, a nawet diecezja, w których stosuje się wyłącznie „formę nadzwyczajną” Rytu Rzymskiego, słowo „nadzwyczajna” nie może tu znaczyć „przewidziana na sytuacje wyższej konieczności” ani „rzadko dozwolona”, lecz znaczy po prostu, że, z punktu widzenia społecznego i instytucjonalnego, nie należy ona do zwyczajnej praktyki. Innymi słowy, terminy „forma zwyczajna” i „forma nadzwyczajna” mają charakter socjologiczny i demograficzny: stwierdzają, jaka jest globalna sytuacja duszpasterska, a nie określają, jaka być powinna, ani też nie zawierają w sobie osądu co do tego, która z form powinna stanowić normę w konkretnej społeczności. [6]

Nasuwa mi się tutaj następujące porównanie: jazda pod prąd ulicą jednokierunkową jest z pewnością czymś nadzwyczajnym i może być usprawiedliwiona jedynie stanem wyższej konieczności, natomiast jazda do pracy wąską, boczną drogą zamiast szybką autostradą, jest bez wątpienia czymś nadzwyczajnym w tym sensie, że większość ludzi tego nie robi, ale jest rzeczą całkowicie legalną, a w istocie też piękniejszą. I ci, którzy jeżdżą wyłącznie drogami krajowymi, być może, jak Maria z Betanii, obrali lepszą cząstkę.

Summorum Pontificum jest doskonałym przykładem papieskiej dyplomacji. Zakłada, że „forma zwyczajna” jest normą dla znacznej większości społeczności katolickich i że, przynajmniej obecnie, musi pozostać w obiegu, natomiast „forma nadzwyczajna” jest stopniowo wprowadzana ponownie w życie Kościoła. Wydaje mi się więc, że, biorąc pod uwagę obowiązujące prawo liturgiczne, proboszcz nie mógłby, na mocy swej władzy, oznajmić, że od pewnego momentu jego parafia będzie stosowała wyłącznie „formę nadzwyczajną”. Z drugiej strony, z Motu Proprio zdaje się wynikać równie jasno, że jeśli istnieje stabilna grupa wiernych (coetus fidelium), zdolna utrzymać parafię z „formą nadzwyczajną” (szczególnie tam, gdzie kościół stoi pusty lub zagrożony jest zamknięciem), biskup miejsca nie może powiedzieć: „Przykro mi, to nie jest normalna liturgia w naszej diecezji, nie możecie jej mieć”. Fakt, że „forma zwyczajna” jest, że tak powiem, „ustawieniem domyślnym”, nie oznacza, że musi ona być takim dla każdego wiernego katolika czy też grupy wiernych. Wiemy, że tak być nie może, dzięki parafiom i domom zakonnym celebrującym, za pozwoleniem Kościoła, wyłącznie w „formie nadzwyczajnej”.

Rozważmy niektóre implikacje posoborowej polityki Kościoła. Za panowania papieża Pawła VI większość katolików sądziła, że całe życie liturgiczne Kościoła doznało przewrotu, że wszystko, co dawne, zostało definitywnie wycofane z użycia, a to, co nowe, bezapelacyjnie narzucone. Wszystko, dla czego stworzono nowy odpowiednik, było rzeczą minioną, zlikwidowaną, wyłączoną z użycia, niedozwoloną. Jednak ta twarda linia zaczęła słabnąć już pod panowaniem polskiego papieża, a przy papieżu z Bawarii została zupełnie odesłana do lamusa. Dziś tradycyjny kalendarz rzymski (taki jak w roku 1962), stare Martyrologium, dawne Officium Divinum (w tym Pryma), ryt tonsury, niższe święcenia, subdiakonat, wszystkie ryty sakramentów i błogosławieństw z Rituale Romanum, Pontificale Romanum – wszystko to jest ponownie w użyciu, uznawane za całkiem prawowite [7], według papieża Benedykta XVI żadna z tych rzeczy nigdy nie była zniesiona ani zabroniona.

Zatem całe to dziedzictwo może być ponownie podjęte przez społeczność wiernych i odtąd kształtować jej życie. Dla katolików, którzy należą do parafii prowadzonej przez księży z Bractwa Kapłańskiego Św. Piotra, Święto Objawienia Pańskiego przypada nie w niedzielę po Nowym Roku, lecz 6 stycznia (jak zawsze było, aż po czasy sprzed kilku dziesięcioleci), Wniebowstąpienie Pańskie nie jest przerzucone na niedzielę po Wniebowstąpieniu, lecz ma miejsce czterdzieści dni po Zmartwychwstaniu, tak jak było zawsze – i wszystko to bez względu na porządek formy zwyczajnej (autor opisuje sytuację w Stanach Zjednoczonych – przyp. red.); św. Tomasza z Akwinu wspominamy 7 marca, nie 28 stycznia i tak dalej. Prawdziwym kalendarzem dla katolików uczęszczających na Mszę w formie nadzwyczajnej jest ten z roku 1962. Oni niczego nie udają ani nie odgrywają. Istnieje w tym okresie życia Kościoła wyjątkowe współistnienie tych dwóch form Rytu Rzymskiego, z których każda ma własną strukturę Mszy i Oficjów, uroczystości i ferii, sakramentów i sakramentaliów, w związku z czym nie można powiedzieć, że jedna z tych form jest normą obowiązującą bezdyskusyjnie wszystkich katolików rzymskich. Forma zwyczajna może być normą dla większości katolików, ale nie jest obowiązkowa i z całą pewnością nie przysługuje jej jakaś wyższość, tak by miała dyktować warunki, na których forma nadzwyczajna mogłaby być dozwolona, albo by należało jej przyznawać pierwszeństwo, kiedykolwiek jest wybór pomiędzy tymi formami. Takie poglądy byłyby sprzeczne z równością tych form i z częstym dziś istnieniem społeczności, zarówno parafialnych, jak i zakonnych, stosujących za zezwoleniem Stolicy Świętej wyłącznie formę nadzwyczajną.

Papież Benedykt, mówiąc w liście do biskupów z 7 lipca 2007 roku o „rzeczywistej sytuacji, w jakiej znajdują się wspólnoty wiernych” i o „stopniu ich formacji liturgicznej”, przyznaje, że ustalając proporcje formy zwyczajnej i nadzwyczajnej, trzeba brać pod uwagę naturę danej społeczności. Nie istnieje szablon typu „jeden rozmiar dla wszystkich”, który można by narzucić każdej grupie katolików. Niektórych nie ucieszy obecność formy nadzwyczajnej, inni mogą mieć wyłącznie ją. Kościół pozwala na obie te skrajności i na każdy wariant pośredni pomiędzy nimi – choć instrukcja Universae Ecclesiae wskazuje, że każdy katolik powinien mieć kontakt z formą nadzwyczajną, mówiąc a propos  Summorum Pontificum, że List ma na celu „udostępnienie [8] wszystkim wiernym Liturgii Rzymskiej w Usus Antiquior, uważanej za cenny skarb, który należy zachować”.(8a)

Dziś, w ósmą rocznicę wejścia w życie Motu Proprio Summorum Pontificum, możemy przeprowadzić prosty eksperyment myślowy. We Francji stale rośnie liczba księży tradycjonalistów wyświęcanych każdego roku, natomiast liczba księży diecezjalnych gwałtownie spada. Jest niemal pewne, że za ileś lat ci pierwsi będą liczniejsi od drugich. [9] Co zrobią biskupi? Zamkną jeszcze więcej kościołów czy też zniosą tę przykrość i powierzą je księżom stosującym wyłącznie formę nadzwyczajną? A jeśli lokalne parafie z czasem, po prostu z konieczności, przejdą w kierunku formy nadzwyczajnej, czyż w końcu nie nastąpi punkt krytyczny, kiedy formy zwyczajna i nadzwyczajna będą reprezentowane, powiedzmy, w połowie parafii? A jeśli to byłoby możliwe, to dlaczego nie pomyśleć o stuleciu, w którym forma nadzwyczajna stanie się normą, a forma zwyczajna dozwoloną alternatywą? Jakikolwiek będzie obrót rzeczy, możemy być pewni, że przyjdzie dzień, kiedy terminy „forma zwyczajna” i „forma nadzwyczajna” wydadzą się całkiem przestarzałe.

Papież Paweł VI tamtego pamiętnego dnia 7 marca 1965 roku, po raz pierwszy odprawiając Mszę w większości po włosku, w rzymskiej parafii Wszystkich Świętych, powiedział w homilii: „Dzisiejszy nowy sposób modlitwy, odprawiania Mszy Świętej, jest nadzwyczajny”. Niecałe pięć lat później „nadzwyczajna” Msza w językach lokalnych stała się całkiem zwyczajna, pomimo wielusetletniej tradycji i pomimo jasnego nauczania zawartego w encyklice Piusa XII Mediator Dei oraz nauczania Soboru Watykańskiego II. Teraz, pięćdziesiąt lat później, widzimy uderzający zwrot przeprowadzany oddolnie, z młodzieńczym rozmachem. Dla coraz większej liczby katolików „nadzwyczajna” Msza łacińska staje się ponownie całkiem zwyczajną, który to proces uznać należy za naturalny, normalny i zdrowy.

Peter Kwasniewski

Źródło tekstu i grafiki

Tłumaczenie: Ewa Monika Małecka


Przypisy

[2] W Art. 1: „Mszał Rzymski promulgowany przez św. Piusa V i wydany ponownie przez bł. Jana XXIII”.

[3] Papież Benedykt XVI określa starszą formę Mszy św. przez odniesienie do Jana XXIII ośmiokrotnie w Motu Proprio i raz w towarzyszącym mu liście. Dla porównania, wyrażenia “forma nadzwyczajna” używa tylko trzy razy w Motu Proprio i dwukrotnie w towarzyszącym mu liście.

 
[4] Zob.: Papieska Komisja Ecclesia Dei, Universae Ecclesiae, nn. 5, 8a, and 15.



[5] Zob. mój tekst w EWTN, wraz ze wszystkimi odnośnymi wypowiedziami na temat nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej od 1969 do 1997 roku.

[6] Benedykt XVI, mówiąc, że „normy prawne” „określają status formy zwyczajnej” („Już z tych przesłanek wynika jasno, że nowy Mszał pozostanie z pewnością zwyczajną formą rytu rzymskiego nie tylko na podstawie przepisów prawnych, ale także ze względu na rzeczywistą sytuację, w jakiej znajdują się wspólnoty wiernych”, List do biskupów, 7 lipca 2007), odnosi się do faktu, że Paweł VI ustanowił nowy Mszał Rzymski dla Kościoła powszechnego, i Mszał ten został  nadany w taki sposób, że uważa się go za standardowy. Kiedy buduje się nowy kościół i posłany jest do niego ksiądz, za domyślnie przyjmuje się, że będzie on odprawiał Mszę w formie zwyczajnej. Stąd jednak bardzo daleko do stwierdzenia, że forma zwyczajna jest tym, „czego wierni powinni się trzymać”, a we Mszy w formie nadzwyczajnej mogą uczestniczyć „w drodze wyjątku”. 

[7] Choć z pewnymi ograniczeniami, szczególnie to: „ Jedynie w instytutach życia konsekrowanego i w stowarzyszeniach życia apostolskiego podlegających Papieskiej Komisji Ecclesia Dei oraz w tych, gdzie podtrzymuje się zwyczaj używania ksiąg liturgicznych forma extraordinaria, dozwolone jest posługiwanie się Pontificale Romanum z 1962 r. przy udzielaniu święceń niższych i wyższych”. (Universae Ecclesiae 31).

[8] Oryginał łaciński brzmi: omnibus largire fidelibusUsus Antiquior,  starsza forma  powinna być „udostępniona”, „zagwarantowana i zapewniona wszystkim wiernym”, nie tylko „ofiarowana” im, jak można przeczytać w oficjalnym przekładzie [angielskim – przyp. tłum.] na watykańskiej stronie internetowej. Jest to znacząca różnica. Oficjalny przekład bywa czasem mylący, jak to się dzieje w wypadku wielu dokumentów watykańskich. Stowarzyszenie Mszy Łacińskiej (The Latin Mass Society) przygotowało dokładniejszy przekład [angielski – przypis tłum.]



 [9] Zob. dane i prognozy – tutaj.