poniedziałek, 13 lipca 2015

Czy brak podniosłości jest przyczyną, czy symptomem naszych problemów?

Pierwszy rozdział mojej niedawno opublikowanej książki nosi tytuł Solemnity - The Crux of the Matter (pol. Podniosłość: sedno sprawy). Dowodzę w nim, że jeśli liturgia nie jest sprawowana z należytą podniosłością (ang. solemnity), jakby to powiedział św. Tomasz, przestaje ona dorównywać swojej najgłębszej esencji, którą jest nasz udział w niebiańskiej liturgii. Zaczyna tracić swoją moc do uświęcania nas poprzez formowanie naszych umysłów i serc, a także nie jest wystarczającym środkiem oddawania Najwyższemu Bogu czci, jaką stworzenie winne jest Mu oddawać. W związku z tym, zaniechanie poprawnego odprawiania uroczystej liturgii powoduje, że Msza, jak również Liturgia Godzin (w obu formach Rytu Rzymskiego), stają się problematyczne, stają się przyczyną problemów w życiu Kościoła i w życia chrześcijanina.

Kiedy ten esej po raz pierwszy ukazał się w The Latin Mass w 2008 r., pewien czytelnik nadesłał następującą krytykę:
Brak podniosłości nie jest źródłem problemów z Mszą. Jest raczej symptomem problemów z Mszą. Kwasniewski wykłada alternatywy wystarczająco klarownie: albo "defekt właściwy dla Zwyczajnej Formy Rytu Rzymskiego Mszy według Mszału Pawła VI", albo "problem z ludźmi i ich pasterzami". Nie poświęca jednak zbyt wiele czasu na rozstrzygnięcie tego dylematu.Ale nie tak szybko. Ciężko mi uwierzyć, że problemem jest fakt, że przez ostatnie czterdzieści lat tak bardzo zawiedliśmy w spełnianiu wzniosłych standardów postawionych nam przez Annibale Bugniniego i jego "Wielką Piętnastkę". Kwasniewski oczywiście także nie mówi tego wprost, ale obiera kurs prowadzący w kierunku takiego rozumowania.Krótko mówiąc, ludzkie zachowanie nie zmienia się w próżni. Pobożna postawa w liturgii nie ulatnia się, dopóki sama liturgia się nie ulotni, lub przynajmniej dopóki nie zostanie tak pozbawiona charakteru, że ludzie nie będą już rozpoznawać, co stanowi właściwą odpowiedź.Motyw radosnego uczestnictwa pochodzi wprost z Soboru Watykańskiego II i jego następstw. To zdecydowanie nie jest zwykła porażka poszczególnych słabo uformowanych kapłanów, biskupów i świeckich. Radość i wzniosłość nie leżą na przeciwległych biegunach, jak sądzą niektórzy, ale nie są też ze sobą zgodne w żaden oczywisty sposób. Zostaliśmy wezwani do radosnego uczestnictwa i odpowiedzieliśmy uprzejmością, nieśmiałością i nieformalnością.Brak podniosłości wyrósł naturalnie i nieuchronnie z braku rubryk, braku poczucia dyscypliny i rozprzestrzeniania się kolejnych "opcji". Nie lubisz chorału? Co powiesz na małe brzdąkanie dla Jezusa? Ten wers ewangelii brzmi zbyt mocno? Weź go w nawias i pomiń. Nie lubisz tego kanonu? Za długi? Za dużo imion świętych? Nie ma sprawy — spróbuj tego albo innego, albo zrób to, co robi 99.9% amerykańskich księży: użyj naprawdę krótkiego. Komunia do ust trochę obrzydliwa? Weź do ręki. Chcesz do tego trochę wina?Na końcu zostajemy nie z liturgią, ale z antyliturgią. Z "liturgią", która niszczy samą siebie poprzez przyzwalanie na tak wiele opcji i innowacji, że pozostaje niewiele elementów, do których podniosłość jeszcze pasuje.Innymi słowy, w dużej mierze prof. Kwasniewski miesza tutaj skutek z przyczyną. To raczej liturgia Novus Ordo ze swoją dowolnością jest przyczyną niewłaściwych postaw niż niewłaściwe postawy przyczyną psucia dobrej liturgii. Uroczysta, "prawidłowa" Msza Novus Ordo jest w najlepszym wypadku kosmetycznym rozwiązaniem znacznie poważniejszego problemu.

Zgadzam się z ze słowami autora tego komentarza, wiele z nich jest bardzo prawdziwych. Rzeczywiście, wcześniej sądziłem, że zastosowanie hermeneutyki ciągłości do zwyczajnej formy Mszy będzie łatwiejsze, niż się to w rzeczywistości okazało, z tego prostego powodu, że istnieje tak wiele wersji współczesnej liturgii rzymskiej, jak wiele jest diecezji, zgromadzeń zakonnych i kapłanów, którzy ją sprawują i że prawie nikt nie zgadza się ze wszystkim całkowicie. Inkulturacja doprowadziła do babelizacji. Katolicki kler, zgromadzenia i laikat, którzy z wdzięcznością przyjęli wizję "reformy reformy", zaproponowaną przez Benedykta XVI, nie są jeszcze w stanie przeważyć zinstytucjonalizowanej bylejakości i bezwładu złych przyzwyczajeń. O ile fakt trwałości benedyktyńskiej odnowy nie ulega wątpliwości, szczególnie wśród młodych kapłanów, nie możemy się oszukiwać. Odrodzenie autentycznego ducha liturgii i klęska "plastycznego", modernistycznego modelu Mszy wymagają czasu, jak walka pozycyjna w czasie I Wojny Światowej.

Punkt, w którym z całym sercem zgadzam się z moim krytykiem, brzmi: "Brak podniosłości wyrósł naturalnie i nieuchronnie z braku rubryk, braku poczucia dyscypliny i rozprzestrzeniania się kolejnych »opcji«". Tylko tradycyjnie wykształcony kapłan, posiadający głęboką wrażliwość religijną, będzie w stanie prawidłowo podejść do liturgii tak niesformalizowanej i wyładowanej opcjami i sprawować ją z należytą podniosłością. Lub, innymi słowy, wyposażyć rytuał w podniosłość, którą Msza powinna posiadać, podążać za sztuką celebracji według paradygmatu sprzed liturgicznego zerwania.

Novus Ordo nie wymaga podniosłości, zaledwie ją dopuszcza. Na przykład teksty własne Mszy Świętej (Propria) nie są wymagane, tylko dopuszczone; tradycyjna muzyka sakralna nie jest wymagana, tylko dopuszczona; sprawowanie kultu w kierunku wschodu, będące chrześcijańską praktyką przez prawie 2000 lat nie jest wymagane, tylko dopuszczone; komunia do ust na klęcząco nie jest wymagana, tylko dopuszczona, i tak dalej. Ogólnie rzec biorąc, kontynuacja wielkich tradycji katolickiego kultu jest teoretycznie dopuszczona, ale prawie nigdy nakazana i rzadko kiedy obserwowana w praktyce. Parafrazując słowa Martina Mosebacha, problemem nowej liturgii jest to, że może być ona sprawowana czcigodnie.

Rewolucyjne zmiany w liturgii w latach 1969/1970, bez względu na to, co sądzi się o ich szczegółach, bez wątpienia dały wielu ludziom usprawiedliwienie, na które od dawna czekali (lub, w pewnych przypadkach, nie czekali, tylko pędzili do przodu z nieautoryzowanymi eksperymentami): teraz wszystko jest dostępne dla każdego i możemy robić z liturgią co się nam podoba. Stoi to oczywiście w sprzeczności z samą ideą Mszału i rubryk. W zdrowszych czasach nie tak uparcie skupionych na autodestrukcji, wśród kleru wciąż ożywianego bojaźnią Bożą, Novus Ordo Missae, z wszystkimi uznanymi uchybieniami, mógł stać się punktem wyjścia dla niezawodnie godnych celebracji, jak w przypadku rzadko spotykanych grup, takich jak Wspólnota św. Marcina, Oratorianie czy Church Music Association of America. Wielu zgodziłoby się z twierdzeniem, że jeśli nie wniesiesz do Novus Ordo ducha czcigodności (prawdopodobnie rozwiniętego gdzie indziej, np. na tradycyjnej Mszy lub poprzez wiernie praktykowaną pobożność prywatną), nie znajdziesz go w szczupłej, nowoczesnej formie i minimalistycznych wymaganiach.

Byłoby oczywistym błędem twierdzić, że motyw radosnego uczestnictwa pochodzi z Soboru Watykańskiego II. Sobór raczej uwypuklił ideę aktywnego uczestnictwa (participatio actuosa), którą można znaleźć w adhortacjach św. Piusa X, Piusa XI i Piusa XII, którzy z kolei powtarzali usilne pragnienie Ruchu Liturgicznego, aby ludzie uczestniczyli w liturgii w możliwie najpełniejszy sposób — śledząc modlitwy liturgiczne ze zrozumieniem, śpiewając odpowiedzi i części stałe Mszy, uczestnicząc w publicznych Nieszporach, i tak dalej. Zauważywszy, że liturgia stała się domeną kleru, Święta Matka Kościół słusznie pragnęła przypomnieć świeckim, że liturgia, najbardziej podniosła, stosowna i uświęcająca modlitwa wszystkich chrześcijan, należy także do nich.

Ale ten przedsoborowy program zakładał fundamentalną prawdę: liturgia jest darem od Boga, przekazanym przez pokolenia, które nas poprzedzały, darem, który musimy z wdzięcznością przyjąć i coraz bardziej zgłębiać. Uczestnictwo zatem oznacza zagłębienie się w coś, co już istnieje, uprzednio do naszego namysłu i woli; w przekazany nam złożony zespół symboli przeplatanych słowami, melodiami, gestami, akcjami, obdarzonymi nadprzyrodzoną witalnością i niewyczerpanym bogactwem. To zdecydowanie nie oznacza, że tworzymy coś będącego w pewien sposób odbiciem naszej mentalności i naszych czasów i że uczestniczymy w tym, jak uczestniczy się w sportowych czy planszowych grach, których zasady sami wymyślamy.

Radykalne zniekształcenie koncepcji aktywnego uczestnictwa jest ledwo widoczne w Sacrosanctum Concilium i wyraża się w przesadnym uwypukleniu zachowań, mówienia i śpiewania, tak jakby było to niezbędne na każdym kroku, lub tak jakby to gwarantowało zanurzenie się w akcie liturgicznym. Nie mniej jednak, w większości przypadków — włączając nacisk na fakt, że uczestnictwo jest najpierw aktem wewnętrznym, a dopiero później zewnętrznym i że sukces liturgicznej odnowy zależy od solidnej formacji — dokument jest kontynuacją dobrych tendencji Ruchu Liturgicznego.

Wracając do mojej krytyki, oto, z czym się zgadzam, a z czym nie. Utrata podniosłości jest spowodowana przez Novus Ordo tylko częściowo i jest wiele rzeczy, które możemy i powinniśmy robić, w odniesieniu do obydwu form Rytu Rzymskiego, aby zwiększyć podniosłość naszych liturgicznych celebracji. Ostatecznym rozwiązaniem, jeśli mówimy o "reformie reformy", może być tylko Mszał, który jest głęboką i widoczną kontynuacją klasycznej formy rytu. Nawet świetny Mszał z 1962 r. wciela potężne zerwanie z celebracją Wielkiego Tygodnia, wprowadzone w 1948 r. Prawdopodobnie daleka droga do liturgicznego spokoju i spójności wiedzie przez Mszał z 1962 r. jako tekst bazowy, z przywróconymi tekstami Wielkiego Tygodnia sprzed 1948 r. i z dodanymi kilkoma prefacjami, Mszami wotywnymi i wspomnieniami świętych, aby, Mszał był jednocześnie aktualny i wyraźnie rzymski.

Ale teraz śnimy na jawie. Nasza niezwłoczna praca do wykonania jest zarówno prostsza jak i bardziej wymagająca: składać ofiarę czci w obu formach Rytu Rzymskiego, takich, jakie teraz istnieją, w sposób najbardziej uroczysty jak to możliwe, stosownie do okoliczności, w zgodzie z naszymi najlepszymi tradycjami. W jakichkolwiek sposób służymy naszemu Panu, zawsze powinniśmy zabiegać o należną cześć, która przynosi korzyści sakramentom i liturgii Kościoła. Oddawajmy zawsze naszemu Królowi to, co najlepsze.


Peter Kwasniewski
Źródło
Tłumaczenie: Marcin Molenda