poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rok przygotowania duchowego w seminarium Bractwa Kapłańskiego św. Piotra


Pewnego pięknego dnia, jednego z tych decydujących dni, które ze wzruszeniem zachowujemy w pamięci, młodzieniec w swym sercu odpowiada „tak” na wezwanie Pana. Sądzi, że ma powołanie kapłańskie. Jest to początek wielkiej przygody, najpiękniejszej, jaka tylko być może.

Wybrawszy Bractwo św. Piotra ze względu na jego rzymskokatolicki charakter, na prowadzoną w nim formację tomistyczną, na jego liturgię, na życie braterskie, młodzieniec zwierza się z tego kapłanowi, który jest mu najbliższy, a ten zachęca go, by podjął kroki, które zaprowadzą go do seminarium w Wigratzbad. Spotka się on z przełożonym dystryktu francuskiego i być może spędzi kilka dni w seminarium, gdzie będzie mógł przedstawić się rektorowi i formatorom, szczególnie opiekunowi pierwszego roku. Po napisaniu listu motywacyjnego i wypełnieniu kilku dokumentów administracyjnych, zostanie wreszcie zaproszony, by na początku października rozpocząć rok przygotowania duchowego.

Ten pierwszy rok nazywa się także rokiem propedeutycznym, od słowa greckiego, oznaczającego nauczanie wstępne, przygotowujące do bardziej pogłębionych studiów. Po nim nastąpią dwa lata filozofii, a potem cztery lata teologii. Te wymagające studia są więc poprzedzone rokiem wprowadzającym, na którym głównymi przedmiotami są teologia duchowości i język łaciński. Do nich dochodzi historia duchowości, nauka o sakramentach, liturgia, wprowadzenie do Pisma Świętego i do śpiewu gregoriańskiego, jak również objaśnienia do Konstytucji Bractwa św. Piotra.
Przedmiotów akademickich jest jednak mniej niż w następnych latach, a to dlatego, by na pierwszym miejscu postawić modlitwę indywidualną (godzinę dziennie) i lekturę duchową. Rzeczą najważniejszą pozostaje rozeznawanie powołania, z cotygodniową pomocą kierownika duchowego. Oceniane są więc zdolności fizyczne, psychologiczne, intelektualne i duchowe, którym towarzyszyć powinno silne, wewnętrzne upodobanie w bliskości z Chrystusem i w służbie Jego Kościołowi.
Sprawdzenie tych różnorodnych zdolności ukazuje seminarzyście, jak wysokie wymagania stawia życie kapłańskie. Tymczasem, jak przypomina wydany niedawno dokument Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej[i]: „ci, którzy dziś proszą o przyjęcie do seminarium, odzwierciedlają, w sposób mniej lub bardziej dotkliwy, takie przypadłości dzisiejszego stanu umysłów jak postawa konsumpcyjna, niestabilność w relacjach rodzinnych i społecznych, relatywizm moralny, błędne wizje seksualności, niestałość w wyborach, systematyczne negowanie wartości, zwłaszcza ze strony mass mediów” (nr 5). Jakie by nie było pochodzenie i wykształcenie kandydatów, są oni naznaczeni przez kulturę współczesną, która bynajmniej nie sprzyja radom ewangelicznym i duchowi poświęcenia! W tych okolicznościach pierwszy rok seminarium nie wystarczy, by każdego seminarzystę uczynić świętym, ale, jednocząc go intymnie z Panem, pomoże mu się uformować na nowo i budować swe życie nadprzyrodzone na naturze opanowanej i uspokojonej. Ksiądz powinien najpierw być chrześcijaninem, a sam chrześcijanin powinien najpierw być człowiekiem silnym i szlachetnym.
To właśnie podkreśla tenże dokument Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej, podając to jako program roku przygotowania duchowego: „Posługa kapłańska, rozumiana i przeżywana jako upodobnienie do Chrystusa Oblubieńca i Dobrego Pasterza, wymaga darów, jak również cnót moralnych i teologalnych, wspieranych przez zrównoważenie ludzkie i psychiczne, zwłaszcza emocjonalne. Ono właśnie czyni osobę zdolną do daru z siebie, naprawdę wolnego, dla bliźnich, w życiu bezżennym. Postsynodalna adhortacja apostolska Pastores dabo vobis mówi o różnych wymiarach formacji kapłańskiej: ludzkim, duchowym, intelektualnym, duszpasterskim. Zatrzymuje się na wymiarze duchowym, który jest „najważniejszym elementem edukacji kapłańskiej”, wcześniej jednak zaznacza, że wymiar ludzki jest fundamentem całej formacji. Wymienia szereg cnót ludzkich i zdolności interpersonalnych, które musi posiadać ksiądz, aby jego osobowość była „’mostem’, a nie przeszkodą dla bliźnich w spotkaniu z Jezusem Chrystusem, Odkupicielem człowieka”: od osobowości ogólnie zrównoważonej po zdolność do dźwigania ciężaru odpowiedzialności duszpasterskiej, od dogłębnej znajomości duszy ludzkiej po poczucie sprawiedliwości i lojalności” (nr 2).
Ten szeroko zakrojony program zaczyna się po prostu od „zanurzenia w ciszy”: w spokoju bawarskiej wsi, z dala od rozszalałego świata, seminarzyści są zobowiązani do zachowania ciszy, który to wymóg z początku wydaje im się surowy. Z biegiem czasu przywykają do ciszy, aż zaczynają odczuwać jej naglącą potrzebę. Cisza w seminarium nie jest niepokojącą pustką: jest zamieszkała przez Boga. Tworzy klimat modlitwy, delikatności i pokoju, który usposabia do bliskości z Chrystusem. Dzięki przyjęciu tej atmosfery, chwile zjednoczenia z Panem będą zdarzały się coraz częściej, co właśnie jest upragnionym celem tego pierwszego roku. Przyszły kapłan nabiera świadomości, że bez ciszy zewnętrznej i wewnętrznej nie będzie mógł nigdy stwierdzić jak św. Paweł: „żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Powinien rozwijać poczucie obecności Bożej w sobie, sprawiać, by obecność ta każdego dnia wzrastała, tak by stał się przejrzysty, by już nie przesłaniał sobą Boga.
Do tego dodać trzeba odkrycie samotności kapłańskiej, która także nie jest brakiem czy też pustką, lecz obecnością Boga. Jak pisał ks. Warnier, „trzeba, by ksiądz kochał samotność. Trzeba, by pozostawał przez długie godziny sam, aby mówić ze swym Bogiem. Trzeba, by w tej ciszy odnajdywał siłę, której potrzebuje jego ludzka słabość. Trzeba, by te długie godziny spędzone z Chrystusem wycisnęły na jego twarzy takie Boże odbicie, które sprawi, że nie będzie on już człowiekiem jak każdy inny, lecz księdzem, kapłanem, Chrystusem. Trzeba, aby ksiądz kochał ciszę. Trzeba, by jej poszukiwał. Zanim odda się duszom, musi oddać się Bogu. A dusza księdza, który już co nieco zrozumiał, poszukuje wielkiej ciszy, w której spokojnym wnętrzu Chrystus objawi mu niezgłębioną wielkość jego kapłaństwa”.
Tak dokonuje się krok po kroku, z upływem miesięcy, przejście ze świata do seminarium, a nawet prawdziwa przemiana. To nowe odniesienie do Boga rodzi liczne skutki. Pociąga za sobą zwłaszcza pogłębienie rozumienia Kościoła, które przybierze postać przygotowań do wstąpienia w szeregi Bractwa Św. Piotra, prawdziwej rodziny serc i umysłów. Jak wskazuje nazwa, Bractwo ma za członków rzeczywistych braci: relacje w seminarium są proste i serdeczne, żyje się na sposób braterski. Jest to też życie eklezjalne, to znaczy katolickie, a więc powszechne: znajdujemy tu osoby o przeróżnych charakterach, wielkich różnicach wieku i pochodzenia. Ponad połowa seminarzystów rekrutuje się z obszaru języka francuskiego, ale młody Francuz może tu spotykać na co dzień Kolumbijczyka, Rosjanina czy też Kanadyjczyka.
Wszystko to oczywiście sprzyja otwartości umysłu, zdrowej ciekawości, wielkoduszności oraz cnotom tak niezbędnym jak zrównoważenie, cierpliwość i towarzyskość, jednym słowem miłość. Każdy odkrywa też swoje ograniczenia, chropowatości własnego charakteru. Dowiaduje się, jak trudną rzeczą jest dar z siebie. Codzienne obowiązki w służbie społeczności pomagają nabrać ducha poświęcenia, który jest istotą kapłaństwa.
Wreszcie, pierwszy rok w seminarium pozwoli odkryć różnorodność posług w ramach Bractwa św. Piotra, stowarzyszenia życia apostolskiego o wielu obliczach. Szczególnie przygotowanie obozów letnich rozwinie zapał misjonarski i gorące pragnienie udziału w udrękach Chrystusa dla zbawienia dusz. Miłość Boża, wzrastająca w sercu seminarzysty, w sposób oczywisty będzie szukała ujścia na zewnątrz, aż wykrzyknie on za Robertem de Langeac: „chciałbym wrzucać dusze w Dobrego Boga niczym w ocean szczęścia”. W szkole Księcia Apostołów, świętego patrona Bractwa, przyszły ksiądz będzie marzył o podbijaniu dusz dla Chrystusa, o tym, by dać im zakosztować Jego miłości.
Ta gorliwość, podzielana przez wszystkich, będzie jednym z głównych czynników jedności. Szczęście życia wspólnego, a wręcz sama jego możliwość, pochodzić będzie ze wspólnego ideału: kapłaństwa oczywiście, lecz także przywiązania do Tradycji Kościoła i do „boju Wiary”. W tym właśnie duchu, rok przygotowania duchowego powinien zakończyć się pozytywną odpowiedzią na podwójne pytanie:
- czy naprawdę zostałem wezwany przez Boga?
- czy powinienem prosić o przyjęcie do Bractwa Świętego Piotra?
Z punktu widzenia przełożonych, osąd będzie skoncentrowany na połączeniu naturalnego zrównoważenia i nadprzyrodzonego zapału. Kandydat, po ludzku dojrzały i stateczny, powinien jednocześnie być jak gdyby rozpłomieniony, pałać miłością do Chrystusa i Jego Kościoła, który nie powołuje dusz letnich, lecz serca pałające, na podobieństwo Najświętszego Serca Jezusowego, „gorejącego ogniska miłości”.
Wreszcie, nowy seminarzysta będzie coraz żywiej uświadamiał sobie własną niegodność, a właśnie to pozwoli mu zdobyć niezbędną ufność w Bogu. Według św. Tomasza z Akwinu, „obawa tych, którzy drżą, że nie zdołają dojść do doskonałości poprzez wstąpienie do zakonu, jest niedorzeczna” (Suma teologiczna, IIa-IIae q. 189 a10). W rzeczywistości Bóg nie żąda niczego, czego by wcześniej nie dał! Łaska jest wszystkim, wystarczy kochać. Bóg, powołując dziś młodych ludzi pełnych niedoskonałości, czyni to samo, co czynił wczoraj, powołując apostołów. Bóg powołuje, Bóg pragnie kapłanów i kocha ich! Nie ma na ziemi większej radości niż oddać Mu swe życie. Pan nasz nie daje się prześcignąć w hojności, a „zbytnio jest chciwy, komu Bóg nie wystarcza!” (bł. Madame Acarie). Oto dobrze ujęty cel pierwszego roku w seminarium: odkryć, że Bóg sam wystarczy...

ks. Alban Cras
opiekun I roku w seminarium w Wigratzbad

Tłumaczenie: Ewa Monika Małecka



[i] Orientation pour l’utilisation de la psychologie dans l’admission et la formation des candidats au sacerdoce (29 czerwca 2008 roku).