czwartek, 25 czerwca 2015

Czy tradycyjna Msza pasuje do mentalności współczesnego człowieka?


Jeśli dla współczesnego człowieka najważniejszymi cechami liturgii mają być lekka przyswajalność i unaocznienie to Msza „trydencka” nie jest dostosowana do takiego udziału w Bożych Tajemnicach. Natomiast każdy, kto poszukuje w świętej liturgii świadomości stawania przez Bogiem oraz dotknięcia czegoś ponadczasowego – wieczności i większego niż on sam, to niewątpliwie odnajdzie te wartości we Mszy w starodawnym łacińskim rycie.  

Wprowadzenie
Pytanie, które jest tematem wykładu, a właściwie poszukiwanie odpowiedzi na nie, jest bardzo trudne, ale równocześnie bardzo istotne, i dlatego właśnie nie powinno zostać zaniechane. Trudność polega na znalezieniu właściwych metod badania czy refleksji nad zależnością zachodzącą pomiędzy mentalnością współczesnego człowieka a liturgią w starszej łacińskiej formie. Jeśli już dochodzi do spotkania, tych dwóch, odrębnych rzeczywistości, „dzisiejszego” człowieka i celebracji przychodzącej z przeszłości, jak wtedy dostrzec i zbadać „iskrzenie” i wzajemne oddziaływanie? Jak zmierzyć zachodzącą interakcję? Jak jest przyjmowana, odbierana i jak oddziaływuje stara liturgia na człowieka, który sam uważa siebie samego za miarę wszelkich wartości dzisiejszego świata. Trudność polega również na znalezieniu właściwego punktu odniesienia w badaniu zależności. Czy należy rozpatrywać zależność  z punktu wiedzenia teologii i liturgii, czy fenomenologii, psychologii, antropologii, socjologii etc, czy raczej po zbadaniu poszczególnych wymienionych aspektów wiedzy szukać spójnego, syntetycznego  spojrzenia.  Czy jednak osiągnięcie takiej syntezy rzeczywiście przybliży nas do rzetelnej odpowiedzi na pytanie: Czy Msza tzw. trydencka „pasuje” do mentalności współczesnego człowieka? Obszary badań są bowiem bardzo „ulotne” i trudno definiowalne. Odpowiedź nie jest prosta, mimo to bardzo ważne są refleksje gdyż one pozwalają lepiej i głębiej rozumieć nam misterium liturgii w dawnej formie oraz kondycję człowieka naszych czasów.
Pogłębiona refleksja nad tym zagadnieniem jest bardzo ważna, bowiem dotyczy fundamentalnych zagadnień rozważanych podczas Soboru Watykańskiego II i reformy liturgicznej przeprowadzanej z wielkim rozmachem w imię dostosowania liturgii do współczesnego człowieka. Mówiąc lapidarnie liturgia i współczesny człowiek to zagadnienie, które było i są papierkiem lakmusowym dokonujących się w szerokiej gamie reform dotychczasowego życia Kościoła. Kluczowym bowiem zagadnieniem wokół którego skupiało się życia Kościoła rzymskokatolickiego w ostatnich dziesięcioleciach stała się idea przełożenia misterium fidei i Ecclesiae na formę zrozumiałą i mówiącą współczesnym językiem. W duszpasterskim sensie współczesny człowiek i ludzkość stawała się często rozstrzygającym punktem odniesienia, ponieważ to one są adresatem dzieła dokonanego przez Chrystusa. Reforma liturgii była i nadal pozostaje chyba najbardziej widoczną i reprezentatywną ikoną zachodzących przemian. To w imię koniecznej komunikacji pomiędzy Kościołem a nowoczesnym światem następowały reformy stylu, sposobów i form nauczania oraz życia wiary. Otwarcie na świat, konieczność wyjścia do niego i znalezienia odpowiednich środków przekazu wiary stały u fundamentów reorganizacji wielu dziedzin życia Kościoła i świętej liturgii. Stąd poszukiwanie odpowiedzi na postawione w temacie wykładu pytanie wpisuje się w szeroki kontekst przemian zachodzących od połowy XX wieku.
Błędna odpowiedź na to pytanie przynosić będzie szkody w życiu wiary i tworzyć będzie zagubione chrześcijaństwo; prawidłowa owocować będzie owocnym życiem wiary. Oczywiście nie chodzi konkretnie o ten tekst artykułu, lecz odpowiedź, którą winny rzeczywiście poszukiwać szerokie gremia teologów i pasterzy Kościoła.  Autor pragnie by tekst ten był małym przyczynkiem do rozważań, które winny być szeroko podjęte, na temat możliwości poszukiwania odpowiedniego języka kontaktowania się ze współczesnym człowiekiem oraz możliwości zastosowania go w życiu Kościoła i w liturgii.

Msza Święta celebrowana według mszału przedsoborowego, w Polsce bardzo często określana jako „trydencka”, to zbiór obrzędów i modlitw liturgicznych, które w rzeczywistości nie powstały po Soborze Trydenckim, lecz zasadniczym meritum i swymi korzeniami sięgają okresu wczesnego średniowiecza, a nawet czasów starożytności chrześcijańskiej. Uprawnionym wydaje się określanie celebracji Mszy Świętej w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego obrządkiem starożytnym czy gregoriańskim ponieważ tradycyjnie uważa się, iż pochodzi od św. Grzegorz Wielkiego[1]. Antiqua forma, Usus Antiquior – stara, starodawna, starożytna forma; użycie dawniejsze, starsze, jako nazwy stosowane są w oficjalnych dokumentach Stolicy Apostolskiej[2].   

Należy również dokonać rozróżnienia pomiędzy mszałem a sposobem jego realizacji i stylem uczestnictwa wiernych w liturgii mszalnej. Mszał to jedna rzeczywistość a jego percepcja w zgromadzeniu to druga. Jeśli chodzi o dawny mszał rubrycystycznie zasadniczo był realizowany w pełni, natomiast jego percepcja w zgromadzaniu była ograniczona. Ogólnie mówiąc można stwierdzić, iż wierni byli uczeni uczestnictwa w liturgii w sposób tzw. pośredni np. mieli odmawiać z książeczki przepisane modlitwy do poszczególnych części celebracji, które bardziej lub mniej zbliżały się do tekstu i ducha zawartego w mszale, zalecane było wyobrażanie sobie odpowiednich wydarzeń z męki i śmierci Pana Jezusa adekwatnie do przebiegu liturgii, mieli odmawiać różaniec lub inne modlitwy niekiedy całkowicie nie związane ze Mszą np. litanie. Skarb lex orandi zawarty we Mszy nie był dla wielu dostępny w sposób bezpośredni lecz pośredni. Pozostawał przekaz i ekspresja obrzędów, dzieł sztuki (architektua, sztuki plastyczne i figuratywne), które to udostępniały wiernym ducha liturgii i jej treść. Zadajmy więc trochę przewrotne pytanie: Czy dawna Msza odpowiadała minionym pokoleniom? Z punku widzenia socjologicznego oglądu wydaje się, iż wierni mieli trudności w bezpośrednim uczestnictwie w liturgii i aby dotrzeć do jądra liturgii musieli korzystać z różnych metod pośrednich.

W roku 2008 na internetowej stronie „Nowego Ruchu Liturgicznego” ukazał się interesujący artykuł Witolda Dziedzica: „Jak odnowiona liturgia ubogaciła liturgię tradycyjną”[3].  Autor zauważa, iż wiele starszych osób, którzy pamiętają liturgię sprzed reformy wyrażają opinię, iż obecna Msza „trydencka” jest trochę inna. Inność nie polega na korzystaniu z innego Mszału, lecz sposobie uczestnictwa w liturgii. Jak wspomniałem wierni dawniej uczestniczyli we Mszy w sposób pośredni, a teraz są uczeni uczestniczyć bezpośrednio. To powoduje, iż uczestnicy Mszy w prastarym rycie chcą wejść w treść tekstów i obrzędów na drodze ich przyswojenie rozumowego. Chcą wiedzieć i w pełni – wewnętrznie i zewnętrznie - w nich partycypować.

Dla współczesnego człowieka Msza w starodawnym rycie może stanowić zachowany z przeszłości skarb, ale rozumiany jako artefakt etnograficzny, który można pooglądać, a być może coś więcej, który da odczuć atmosferę dawnych czasów i kultur. Z punku widzenie kulturoznawstwa Msza Święta „trydencka” to prawdziwie rzeczywistość z przeszłości, z historii, z dawnych wieków. To jakby uobecnienie tego, co kiedyś było żywym obrzędem. Przynajmniej jeśli chodzi o istotę sprawy. Ponieważ pewna forma zewnętrzna (wygląd szat liturgicznych, mszału, sposób i aranżacji śpiewów oraz styl architektoniczny kościoła i sztuk plastycznych) była syntezą pewnych niezmiennych zasad oraz zapatrywań danej epoki.

Czy starodawna Msza - rzeczywistość jakby muzealna pasuje do współczesnego człowieka? Dla wielu osób okazyjnie i niekiedy z ciekawości uczestniczących w liturgii w formie extraordinaria lub pytających o frekwencję i przedział wiekowy uczestników, zaskakującym jest fakt licznego uczestnictwa ludzi młodych w przedziale wiekowym od 15 do 35 roku życia. Budzi to niekiedy prawdziwe zdziwienie i opinie starszych osób, pamiętających z dzieciństwa dawną liturgię, iż przecież ci młodzi nie pamiętają z dzieciństwa tejże liturgii, więc dlaczego przychodzą na nią. Inną cechą jest uczestnictwo dużej grupy mężczyzn. Co jest w tej formie Mszy, że ma coś pociągającego dla współczesnego człowieka? Co, ona posiada, iż potrafi być „atrakcyjna” dla młodych, którzy systematycznie zaczynają brać w niej udział niekiedy kształtując na nowo swój katolicyzm w oparciu o nią? Czy jest to tylko chwilowe zauroczenia „atmosferą” tej liturgii? Czy to tylko emfatyczny miraż, który minie po niedługim czasie nie wnosząc nic głębszego i autentycznego do wiary? Czy to tylko niezrozumiały zachwyt nad stylem i poetyką minionych epok, który ma jakoby wyrażać się ulubieniu szat liturgicznych z „koronkami ” etc.? Przecież tak rzeczywiście może być. Czy może jednak jest coś w formie tej Mszy, iż potrafi uruchomić najgłębsze struny duszy współczesnego człowieka i ostatecznie zwrócić go do Boga? Papież Benedykt XVI w swoim liście do biskupów, napisanym z okazji ogłoszenia Summorum Pontificum zwraca uwagę, iż po Soborze uważano, że zapotrzebowanie na celebrację według dawnego Mszału ograniczy się do starszego pokolenia i z czasem naturalnie zaniknie. Jednakże, z czasem „okazało się z całą oczywistością, że młodsze pokolenie też może odkryć tę formę liturgiczną, poczuć jej piękno i odnaleźć w niej ten sposób spotkania z Tajemnicą Najświętszej Eucharystii”[4].

Jaka jest Msza „trydencka”?
Msza Święta łacińska w dawnej formie rodziła się z zupełnie innego paradygmatu kulturowego i sposobów myślenia, niż dzieła powstające obecnie jako owoc współczesnej kultury. Liturgia „trydencka” nie była dziełem wypracowanym w danej jednej epoce np. potrydenckiej. Liturgia ta także nie została naznaczona jednym, dominującym nurtem myślenia np. panującego wtedy gdy Mszał papieża św. Piusa V był zatwierdzany. Missale Romanum zaaprobowane po Soborze Trydenckim to dzieło, które ostatecznie przeszło przez sito refleksji wielu pokoleń i różnych prądów myślenia[5]. Missale Romanum, według którego celebrowana jest dawna Msza, nie jest również owocem pracy grupy naukowców, którzy przy biurku czy w zaciszu gabinetów lub w oparciu o metodę „burzy mózgów” opracowywali odpowiednie obrzędy i modlitwy. Dawny Mszał nie ma charakteru dzieła akademickiego. Zawiera on elementy, które według naszego sposobu myślenia, określimy jako niepotrzebne, niekiedy nielogiczne.  Mszał ów w swej fundamentalnej treści nie powstał na zasadzie, iż istniał jakiś główny nurt teologiczny rozumienia Eucharystii i wtedy to zebrali się odpowiednio dobrani duchowni, którzy ustalili właściwe do tej teologii ceremonie i modlitwy. Dawny mszał to dzieło, które wykracza poza jedną epokę i jeden styl myślenia oraz poza schematy czy standardy bliskie nam współczesnym w tworzeniu dzieł kultury czy sztuki. Ogólnie można stwierdzić, że dawny Mszał zrodziła żywa i autentyczna eucharystyczna wiara i pobożność, która w ciągu wieków znajdowała odpowiednie formy wyrazu w modlitwach i obrzędach. „Liturgii się nie tworzy, one wzrastają w pobożności wieków” – pisał Owen Chadwick[6].

To misterium wiary odnoszące się do Eucharystii dobrało właściwe i adekwatne do niej słowa i gesty. One zostały ostatecznie zapisane w Mszale jako nigryki i rybryki[7]. Zasadnicze jądro treści dawnego mszału oraz zawarta w nim „filozofia” rozumienia liturgii wyrasta z odkrywania i w ciągu wieków coraz lepszego rozumienia tajemnicy Eucharystii. To lex credendii (prawo wiary) dotyczące Mszy Świętej szukało coraz to lepszych i trafniejszych sposobów wyrażenia w modlitwach i obrzędach ich treści. Takim sposobem, mówiąc w skrócie, powstawał dawny Mszał łaciński. Rola Pasterzy czy Nauczycielskiego Urzędu Kościoła ograniczała się do czuwania nad możliwymi przesadami czy błędami.

Co to oznacza dla naszego tematu? Jaka jest przez to Msza w starszym rycie? Jakie są jej cechy charakterystyczne?
Bardzo ważną cechą starszego rytu Mszy jest to, iż nie ma ona cech tymczasowości. Można stwierdzić, iż ma ona charakter ponadczasowy albo odpowiadający każdym czasom niezależnie od zmieniających się upodobań kulturowych danej epoki. Co przez to rozumieć? Chodzi o to, że obrzędy w niej zawarte przeszły próbę czasu. Poprzez długoterminową ewolucję obrzędy i ceremonie zastosowane w dawnej liturgii stały się prawdziwie odpowiadające naturze człowieka i równocześnie przybliżające właściwą treść liturgii. To dla nas może być niekiedy trudne do zrozumienia. Aby przybliżyć tę myśl podam dwa przykłady. 

Pierwszy. Przestrzeń dostosowana do dawnej liturgii wymaga podziału na wyraźne dwie części: nawę oraz sanktuarium (dziś najczęściej określane jako prezbiterium). Sanktuarium to przestrzeń reprezentująca niebo, obszar Królestwa Niebieskiego. Jest szczególnie ozdobiona. Granicę pomiędzy jedną przestrzenią a drugą wyznaczają balaski, a pierwotnie dość wyraźna przegroda ołtarzowa. W cerkwiach przegroda ołtarzowa rozwinęła się w ikonostas. Współczesne trendy kulturowe wyrażające się w nurtach demokratyzujących nakazuje znieść wszelkie przegrody. Wszyscy jesteśmy równi, nie można odgradzać świętości, one mają być jak najbardziej dostępne, trudno uczestniczyć jak nie można obserwować – wielu wołałoby.  A filozofia i symbolika powstania sanktuarium – prezbiterium jest zupełnie inna i bardzo głęboka. Ona bazuje na innym argumencie niż na unaocznianiu rzeczywistości liturgii. Kiedy rodziła się idea podziału przestrzeni na sanktuarium i nawę, istotne było podejście misteryjne w liturgii. Nie polega ono na prostym unaocznianiu i prostym odbiorze zmysłowym, lecz na myśleniu symbolem. Odgrodzenie ołtarza wskazuje, że stół Pański stanowi rzeczywistość nie z tego świata, że ołtarz jest przestrzenią chwały, Królestwa Niebieskiego, nieba, tronem przychodzącego Pana. Drugi przykład to celebracja mszy często nazywana „tyłem do ludzi”. Współczesne nurty kulturowe jako argument na rzecz celebracji twarzą do ludzi podają lepszą widoczność obrzędów i gestów wykonywanych przez kapłana. Przez taki sposób celebracji niejako automatycznie ma dochodzić do lepszego odczytania symboliki i znaczenia Mszy. Zapomniano, iż już samo odwrócenie się kapłana tyłem do wiernych i stanie z nimi w jednym kierunku jest również głębokim symbolicznym gestem wyrosłym z teologii Mszy, z lex orandi, i nie jest dziełem przypadku. Wyraża ono zwrócenie się do Boga, ukierunkowanie na Królestwo Niebieskie. Te dwa wspomniane symbole (podział przestrzeni kościoła i celebracja versus Deum), w potocznym i popularnym myśleniu, w którym najważniejsze jest doświadczenia zmysłowe, wydają się w współczesnej mentalności nie zrozumiałe. Jednakże zastosowane w liturgii, a powstałe z rzeczywistego lex orandi i „przefiltrowane” poprzez wieki dają możliwość uczestnikom liturgii doświadczyć dwóch rzeczywistości: zwrócenia się do Boga oraz świętości i sakralności liturgii.

Inną cechą dawnej liturgii jest rodząca się u wiernych świadomość, iż Msza to coś większego niż my sami. Wchodzimy w rzeczywistość, która przekracza nas samych. To nie my Mszę tworzymy, lecz w nią wchodzimy. Wierni we Mszy w starszej formie doświadczają, iż nie ma w niej miejsca na dowolność, zapędy „showmeńskie” księdza czy innych osób, zewnętrzną ekspresje własnych odczuć i narzucanie ich pozostałym uczestnikom liturgii.  Nie jest również istotne kto ją celebruje. Ksiądz staje się niejako anonimowy, „przebiera” się w Chrystusa - Kapłana i celebruje Najświętszą Ofiarę. W liturgii dokonuje się święty obrzęd, celebracja, której służą kapłan, inni duchowni, ministranci, schola i wszyscy wierni, a nie oni ją kreują czy wymyślają. Obrzęd liturgii jest ten sam, sprawowany od wieków. Następuje odczucie, iż dotykamy wieczności, iż niejako przenosimy się w inny czas, w której to, co było, i to co będzie po dopełnieniu czasów, staje się wiecznym, boskim teraz, które niejako dotykamy, w którym zanurzamy się. Wchodzimy w rzeczywistość zbawczą i boską, która nieustannie trwa. Mszę Świętą można porównać do wielkiego i wspaniałego miasta, do którego właśnie weszliśmy. Jest ono piękne, potężne, może nawet swym ogromem momentami nas przeraża, nie potrafimy go ogarnąć. Ale wchodzimy, podziwiamy i sycimy się jego pięknem, i bogactwem. To, iż nie ogarniamy wielkości i wspaniałości miasta, i być może czujemy się nieco zagubieni nie znaczy, iż w nim mamy rozbić własne namioty, aby poczuć się bardziej swojsko. Tak jest właśnie z Mszą celebrowana w dawnym rycie. Może czujemy sie niejako zagubieni, nie ogarniamy wszystkiego, ale nie tworzymy w jej miejsce własnych obrzędów, aby nam było wygodniej i swojsko.
Ważną cechą liturgii w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego jest świadomość stawania i bycia przed majestatem Bożym. To, iż kapłan wraz z wiernymi stoją zwróceni w jednym kierunku, przed ołtarzem, przez Krucyfiksem i świętym obrazem w nadstawie ołtarzowej, kształtuje poczucie, iż podczas liturgii jesteśmy przed majestatem Boga i do niego się zwracamy.

Ile razy kapłan i wierni czynią gest krzyża podczas dawnej Mszy? Można usłyszeć niekiedy takie pytanie. Rzeczywiście celebrans oraz wierni znak krzyża czynią po wielokroć. To pokazuje naturę dawnej Mszy. Wszystkie zmysły i całe ciało angażują się w celebracje Mszy. Nie ma w niej wyakcentowanego jednego elementu ludzkiej natury na niekorzyść innych, np. rozumowego. Jest miejsce dla intelektu, ale też dla zmysłu powonienia, słuchu, wzroku. Podczas liturgii angażowane jest całe ciało (gesty, pokłony, przyklęknięcia, procesje etc.), które to mają poruszyć najgłębsze pokłady ludzkiej duszy. Jest czas na kontemplację, adorację i maksymalne skupienie. Cały człowiek zostaje porwany, aby uczestniczyć i wejść w misterium Ofiary Eucharystycznej. Nie jest tylko wyłącznie słuchaczem czy obserwatorem, lecz uczestnikiem i podmiotem. Nie chodzi jednak o jakąś zewnętrzną „aktywność” czy działanie, lecz przede wszystkim o wewnętrzną. Nie chodzi o aktywizowanie uczestników liturgii poprzez zachęty celebransa, lecz o to aby gesty (choćby wspomniany znak krzyża) uruchomiały wnętrza osoby i same stawały się formą modlitwy.  Uczestnik Mszy Świętej całym sobą odbiera liturgię i całym sobą (wnętrzem) oddaje się Bogu.
Podczas Mszy Świętej na człowieka oddziaływuje nie tylko piękno ceremonii liturgicznych, lecz cała sakralna sztuka: architektura, obrazy, układ wnętrzna, figury etc. Podczas liturgii następuje synteza sztuk wszelkich. Spróbujmy to zobrazować. Wyobraźmy sobie, iż wierny przychodzi na Eucharystię i staje gdzieś pośrodku nawy kościoła. Widzi przed sobą ołtarz, a za nim święty kultyczny obraz (figurę) w szczególnie przyozdobionej przestrzeni – sanktuarium. Przed ołtarzem stoi celebrans ubrany w mszalne szaty. Trudno mu dostrzec coś ze świeckiego stroju w ubraniu liturgicznym kapłana. W tym momencie to jest „inny” człowiek. Przedstawia i reprezentuje świat nadprzyrodzony. To samo pozostałe osoby posługujące przy ołtarzu. Czuje woń kadzidła i słyszy piękny śpiew chorału gregoriańskiego. Dochodzący głos w języku łacińskim, w którym po pewnym czasie może usłyszeć piękno rytmiki i poezji, daje poczucie, iż dokonują się tu rzeczywistości nie pospolite, „nie z ulicy”, lecz nadzwyczajne, nadprzyrodzone, przekraczające proste pojmowanie. Znajduje się w budowli, w której przestrzeń jest klarownie zdefiniowana i nie czuje się zagubiony – wiadomo gdzie jest miejsce najświętsze. Często w historycznych kościołach to geometria odgrywała wielką rolę – przemawia więc do niego harmonia i ład. Wszystkie te elementy: geometria i organizacja wnętrza kościoła, tkaniny i szaty liturgiczne, kadzidło i płonące świece, święte obrazy i figury, polichromie czy mozaiki, obrzędy i gesty liturgiczne, muzyka i śpiew, łacina i poezja, cisza i odpowiednie do danego momentu Mszy dźwięki (dzwony i dzwonki) i głosy (szeptane, ciche, głośne) tworzą podczas liturgii spójną i harmonijną syntezę w służbie misterium Boga i zbawienia. W miejscu, do którego ów wierny przyszedł, nie ma dysharmonii, ale jest zintegrowane oddziaływanie. Stoi przed ołtarzem, słyszy śpiew tak nie podobny do tego, co słyszy na co dzień w środkach masowego przekazu, dochodzi woń kadzidła, obrazy i gesty liturgiczne i wszystkie te inne elementy już wcześniej wspomniane zaczynają mu uświadamiać, iż znajduje się przed majestatem Boga i wpatruje sie w Jego chwałę, dokonują się tu rzeczy nadzwyczajne - zbawcze. Znalazł się w przestrzeni nie pospolitej, jedynej, wyjątkowej, którą nazywamy sakralną. On sam znalazł się w pewnym momencie, w przestrzeni, w której zawieszony jest ziemski czas i rozpoznaje, iż znajduje się niejako w przedsionku nieba i spogląda na liturgię niebiańską i z nią się łączy.

Jaki jest współczesny człowiek?
Pytanie jest bardzo trudne. Niemniej spróbujmy odnaleźć pewne wyróżniające cechy współczesnego człowieka.  Wydaje się iż, dominującym  nurtem ideowym jest tak zwany postmodernizm czyli „ponowoczesność”. Nie jest to spójny i integralny system. Mieszają się w nim bardzo różne elementy socjologiczne, psychologiczne oraz stricte filozoficzne. „Ponowoczesność” to trudny do zdefiniowania system o charakterze światopoglądowym determinujący życie jednostek i społeczeństw. To w gruncie rzeczy ideowe trendy charakteryzujące współczesność, rodzaj mianownika łączący najróżniejsze zapatrywania i ideologie. Cechami postmodernizmu są: relatywizm (od artystycznego po moralny i religijny), krytycyzm, dystans do trwałych standardów i prawd, odrzucenie tradycji, „utartych szlaków”, przekraczanie granic przyjętych konwencji społecznych, nieustannie poszukiwanie nowych dróg, metod, doświadczeń. To co było kiedyś „święte” takie nie musi już być. Cechą charakterystyczną ponowoczesności jest zanik autorytetów, zarówno jeśli chodzi o reprezentowany przez dane osoby, urzędy, jak i dotychczas nienaruszalne normy. W dobie postmodernizmu istnieją chwilowe, zmienne i charyzmatyczne autorytety. Przekonywującym argumentem a niejednokrotnie celem samym w sobie są emocje i doznania. (Ikoną obecnej kultury może być taniec breakdance. W tańcu tym właściwie  nie ma ograniczeń dla ciała, nogi mogą być na górze, głowa na dole, niejako wszystko jest możliwe. Figury taneczne to np. obroty na głowie, kręceniu się na ramieniu czy łokciu). Sposobem odbioru świata może stać się cynizm. Istotną rolę we współczesnym kreowaniu rzeczywistości odgrywa destrukcjonizm i funkcjonalizm. Twierdzi się, że dobre jest tylko to co nowe, negując tradycyjne podejścia jako skostniałe. Wątpliwość staje się nieusuwalnym komponentem egzystencji i sposobem życia. Wątpliwość staje się dogmatyczną przesłanką przekreślającą możliwość istnienia prawdy. Występować mogą jedynie różne punkty widzenia, które są w gruncie rzeczy sobie równe. Niezbywalną wartością staje się tolerancja, przy równoczesnym nietolerowaniu postaw i opinii mówiących o znalezieniu, odkryciu czy posiadaniu prawdy. Z powodu braku trwałych wartości  nadających sens działaniu, zanika zaangażowanie, poświęcenie a nawet niekiedy rzetelność (po co się angażować jeśli to nie jest prawda i wartość), a  sensowną wartością staje się zabawa i rozrywka. Postmodernizm, który jest systemem o najróżniejszych odcieniach ideowych – od formy łagodnej po radykalną - znamionuje współczesną kulturę[8]. Kultura postmodernizmu stwarza człowieka jako jednostkę rozbitą, zatomizowaną, niespójną, bez wewnętrznej harmonii i integracji, bez dziedzictwa i tożsamości, a poddaną chwilowym emocjom i przeżyciom.

Współczesny człowiek na tradycyjnej Mszy
Jeśli dochodzi do prawdziwego zetknięcia się współczesnego człowieka z dawną liturgią to rzeczywiście jest to spotkanie dwóch zupełnie odrębnych sobie rzeczywistości. Można powiedzieć, iż mentalność nasza doznaje wtedy pewnego kulturowego zdziwienia albo nawet szoku. Liturgia w dawnym łacińskim rycie jest to coś tak innego niż panująca kultura i sposoby myślenia, iż może pobudzać, inspirować, a także przemieniać. Jako podsumowanie wymieńmy kilka omówionych powyżej elementów:

- Msza Święta w dawnym rycie przemawia do współczesnego człowieka emocjonalnością, a na to jest on uwrażliwiony. Do łacińskiej Mszy nie tyle przekonują go argumenty racjonalne i rozumowe, lecz wyrażanie duchowości poprzez gest i ceremonię. Na przykład, iż podczas „Confiteor...” (Spowiadam się...) czyni głęboki pokłon w ten sposób przeżywając świadomość pokory, uniżenia i chęć przebłagania za swoje grzechy. Liturgia w starszej formie jest prawdziwą syntezą sztuk oddziaływujących na człowieka. On sam doświadczając swojego rozbicia wewnętrznego, nagle znajduje się w świecie zespolonym, zintegrowanym, spójnym.

- Na Mszy Świętej współczesny człowiek spotyka coś co jest większe niż on sam i własne jego emocje. Ma świadomość, iż wchodzi w coś co przekracza ważnością jego samego, być może pierwszy raz  w życiu. Współczesny człowiek uczony jest, iż to on stanowi centrum wszelkich działań i odniesień. To od jego aktywności i zaangażowania zależy cała rzeczywistość. To on jest niejako kreatorem i bohaterem świata. Nagle znajduje się w rzeczywistości, w której nie kreuje, lecz może w nią wejść, w której nie on jest bohaterem, lecz jedyny „On”. Być może pierwszy raz w życiu uświadamia sobie, iż znajduje się w prawdziwie „innym” świecie, który jest i trwa niezależnie od niego. Ten „inny” świat jawi się jako misterium, nieprzenikniony, święty, objawiający wielkość Boga, a naszą potrzebę zbawienia.

- Świadomość stawania przed Bogiem – to kolejna cecha, która jest charakterystyczna dla liturgii w starym rycie. Nie człowiek staje się najważniejszym punktem odniesienia, lecz bardzo wyraźnie Bóg. Człowiek odnajduje wtedy swoją własną miarę i porządek wartości i kosmosu. Odzyskuje właściwą orientację. Zaczyna on pojmować siebie w odniesieniu do Boga i równocześnie samego siebie, całe swoje ludzkie doświadczenie, przeżycia, swój los składa w Jego ręce.

- Liturgia w dawnym rycie posiada cechę niezmienności i stałości. Dotyczy to porządku każdej poszczególnej celebry oraz stałości i powtarzalności Mszy Świętym w ciągu roku kościelnego. Stałość i niezmienność, powtarzalność i stały rytm obrzędów to cechy, które zaczynają jak kropla wody padająca na skałę kształtować ludzkie serce. Niezmienność daje również poczucie stałości i trwałości wartości. Czy odejdę od Boga i wrócę za kilka lat to wiem, iż na liturgii odnajduję ten sam Boży świat, który przez własną grzeszność opuściłem. Czuję się jak w domu, powróciłem i wszystko jest mi tam znane. W Bożym świecie nic się nie zmieniło, ja natomiast się już bardzo zmieniłem i stałem się innym człowiekiem.

Msza Święta w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego nie jest oczywiście „gładko” dopasowana do współczesnej mentalności ponieważ wyrastała zupełnie z innej kulturowej gleby. Dzisiejsza mentalność  akcentuje lekką przyswajalność oraz doświadczenie zmysłowe i unaocznienie, które mają prowadzić do zrozumienia, a przez to do przyjęcia zrozumianej rzeczywistości. Mentalność, z której wyrasta dawna liturgia ma inny kod logiki. Polega on na myśleniu symbolem -  trzeba wejść w misterium symbolu, aby zasymilować przekazywaną treść. Ale do treści symbolu nie docieramy poprzez – podkreślmy to – proste jego unaocznienie. I choć meritum Mszy Świętej w starszej łacińskiej formie, z punktu widzenia zewnętrznej oceny, jest trudno dostępne (j. łaciński, rozbudowane obrzędu etc.), to jednak mając charakter ponadczasowości (tworzona przez wieki) oraz elementy trafnie odpowiadające ludzkiej kondycji ma w sobie to coś co przyciąga współczesnego człowieka, iż zaczyna on decydować się kształtować swój katolicyzm w oparciu o nią. Współczesny człowiek  intuicyjnie wyczuwa w niej autentyczność i prawdę o sobie, o Bogu, o odniesieniu do Niego. Msza Święta celebrowana według Mszału św. Piusa V (św. Jana XXIII) jest aktualna dla każdych czasów. Dlatego liturgia ta nazywana jest „Mszą Wszechczasów”. Msza Święta w dawnym rycie, w swej zewnętrznej powłoce, jest zapewne nieprosta i wymagająca. Stąd – jak wspomniano - w minionych wiekach pojawiały się metody pośredniego uczestnictwa w liturgii. Dawny Mszał Rzymski jest jak źródło czystej wody, które dziś wytryska w trudno dostępnym dla nas wzgórzu, ale warto podjąć trud by do niego dotrzeć.  Obrzędy i modlitwy tej Mszy przeszły przez sito czasów i prób, stając się spójną i syntetyczną lex orandi (prawo modlitwy), żywo, autentycznie i mocno kształtującym lex credendi (prawo wiary). Naszym zadaniem jest nie uciekać od wysiłku, lecz podejmować go, aby coraz bardziej faktycznie pozwalać się kształtować lex orandi tradycyjnej łacińskiej liturgii.   

Bielsko-Biała, 25 czerwca 2014 roku

ks. dr Grzegorz Klaja
Opiekun i moderator grup wiernych łacińskiej tradycji Kościoła istniejących w Diecezji Bielsko-Żywieckiej





[1] Por. M. Zachara, Krótka historia Mszału Rzymskiego, Warszawa 2014, s. 41-42
[2] Por. Summorum Pontificum, Universae Ecclesiae
[3] Por. W. Dziedzic, Jak odnowiona liturgia ubogaciła liturgię tradycyjną, http://www.nowyruchliturgiczny.pl/2008/11/jak-odnowiona-liturgia-wzbogacia.html
[4] Benedykt XVI, List do biskupów z okazji publikacji Listu Apostolskiego Motu Proprio Summorum Pontificum, 2007.
[5] Choć odbicie pewnych konkretnych sporów i problemów teologicznych w Missale Romanum odnajdujemy, por. M. Zachara, Krótka historia Mszału Rzymskiego, s. 26-129.
[6] Cyt. za N. Nochols, Patrząc na liturgię, Poznań [b.r.] strona przed Przedmową.
[7] Każdy mszał rzymski oraz inne księgi liturgiczne posiadają teksty modlitw oraz przepisy i uwagi liturgiczne o przebiegu celebracji i stosowania właściwych modlitw. Przepisy te nazywamy rubrykami od łac. słowa ruber czyli czerwony ponieważ przeważnie pisane były i są kolorze czerwonym. Teksty modlitw pisane są w kolorze czarnym z łac. niger stąd nazywamy je nigryki. Rubryki czyli przepisy pełnią formę służebną do nigryk. Istotą mszału czy innych ksiąg liturgicznych są nigryki. One są najważniejsze i one przechowują właściwą naturę celebracji i ich znaczenie. One są skarbnicą właściwego ducha celebracji liturgicznej, ducha wiary, a rubryki stanowią zasadniczo (choć nie tylko) modus technicus wobec nigryk.
[8] Por. S. Blackburn (red.), Oksfordzki Słownik Filozoficzny, Warszawa 1997, s. 302-303; por. J. Herbut (red.), Leksykon Filozofii Klasycznej, Lublin 1997, s, 429; por. Benedykt XVI, Przemówienie do katolików we Fryburgu 24.09.2011, w: http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x1259/pielgrzymka-do-niemiec-przemowienie-benedykta-xvi-do-czlonkow-prezydium-komitetu-centralnego-katolikow-niemieckich-we-fryburgu-wrzesnia-r/; por. T. Rakoczy, List pasterski Biskupa Bielsko-Żywieckiego na Rok Wiary „Przymnóż nam wiary” (Łk 17, 5), w: http://diecezja.bielsko.pl/listy/332,list_pasterski_na_rozpoczcie_roku_wiary