wtorek, 2 czerwca 2015

Czy tradycyjna Msza może stanowić zagrożenie dla dusz?

Wiele osób skomentowało sytuację w Fisher More College, twierdząc, że zakazanie przez biskupa odprawiania Mszy trydenckiej w kampusie jest odpowiedzią na rozmaite “złe rzeczy” dziejące się w koledżu. Dokładnie te same kwestie były podnoszone wcześniej w sprawie Franciszkanów Niepokalanej.

Ludzie mówiący te rzeczy często dodają, że zakaz celebracji Mszy w nadzwyczajnej formie jest dość osobliwym remedium na te problemy, z czym się zgadzam. Jednak, o ile nie wiem, czy twierdzenia dotyczące motywacji stojących za obydwiema sprawami są prawdziwe, chciałbym się odnieść do idei, według której częste uczestnictwo we Mszy trydenckiej może stanowić zagrożenie dla duszy. Ten argument był często wspominany w czasie przed Summorum Pontificum i fakt, że widzimy teraz jego powrót wydaje się niepokojący.


Krótka nota autobiograficzna. Jak już wspominałem wcześniej, przez wiele lat uczestniczyłem we Mszy Novus Ordo po łacinie. Zakupiłem na tę okazję niewielką książeczkę z tekstami po łacinie i po angielsku obok siebie. Po pewnym czasie zauważyłem coś dziwnego. Poniżej książeczka, której używałem, otwarta na Pierwszej Modlitwie Eucharystycznej (Kanon rzymski), następującej bezpośrednio po aklamacji. Łacina jest po lewej stronie, angielski, oficjalne tłumaczenie ICEL z 1974 r., po prawej.



Co dziwne, tekst łaciński jest znacznie dłuższy niż angielskie tłumaczenie. Wrażenie jest spotęgowane przez fakt, iż tekst łaciński jest podzielony na większą liczbę paragrafów niż tłumaczenie angielskie, a ponadto wersy są krótsze. Jednak po bliższym przyjrzeniu okazuje się, że spora liczba słów, a nawet całych fraz nie została przetłumaczona.

To jest właśnie skandal “starego” tłumaczenia ICEL, który został poprawiony w nowym tłumaczeniu. Wszyscy wiemy kosztem jakiego wysiłku i konfliktów się to odbyło, i powinniśmy być wdzięczni św. Janowi Pawłowi II i papieżowi Benedyktowi XVI za upór w tej materii. Oto czym było “stare” tłumaczenie ICEL: wspólnie zaaranżowanym przedsięwzięciem, zaakceptowanym, jeśli nie sprowokowanym przez najwyższe kościelne autorytety, żeby nie powiedzieć “spiskiem”, aby przedstawić skrajnie jednostronną, żeby nie powiedzieć “zafałszowaną”, wersję liturgicznej tradycji Kościoła. Jeśli się w to zagłębisz, jeśli zaczniesz czytać na ten temat, uświadomisz sobie, że ten proces ani nie zaczął się ani nie skończył na tłumaczeniu ICEL. I nie mam tu na myśli książek pisanych przez przeczulonych na temat teorii spiskowych tradycjonalistów. Najsilniejsza dawka teorii spiskowych może być często znaleziona w książkach triumfujących liberałów.

Będąc świadomym tych kwestii, łatwo popaść w roztargnienie uczestnicząc w Novus Ordo, kiedy przypomnimy sobie o wszystkich elementach brakujących, dodanych lub zmienionych z wysoce kontrowersyjnych powodów, a także z powodu nadużyć liturgicznych. Co więcej, każda celebracja Novus Ordo może być postrzegana w kategoriach poglądów i preferencji celebransa oraz sporów, które mógł toczyć z członkami kongregacji. Modlitwa powszechna jest również często sceną konfliktów i jej kształt dużo mówi o danej parafii. Posługa nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej i ich dokładny zakres obowiązków także wprowadza zamieszanie. (Czy przyjmują Komunią w tym samym czasie co ksiądz? Czy puryfikują naczynia liturgiczne? Czy wkładają i wyjmują sprzęty z tabernakulum? Czy przyklękają?)

Przy takim nastawieniu uczestnictwo w “Starej Mszy”, Vetus Ordo, może przynieść wielką ulgę. Pozwala w końcu przestać martwić się o polityczny wydźwięk każdego detalu i skoncentrować się na modlitwie. To, co dzieje się na Mszy jest w swojej istocie tym, co Kościół robi od wieków. Nie mam przez to na myśli, że nie stoi za tym żadne znaczenie, a jedynie to, że ksiądz nie decyduje o tym znaczeniu na podstawie osobistych preferencji, a robi to w zgodzie z Tradycją Kościoła. Uczestnicy mogą przestać toczyć kampanie na rzecz większej ilości łaciny, zmniejszenia liczby modlitw wiernych zawierających marksistowskie inklinacje, albo nawołujących do zaprzestania noszenia spódnic przez nadzwyczajnych szafarzy, co czyni przyklęknięcia albo niemożliwymi albo nieskromnymi. Mogą po prostu uczestniczyć we Mszy i rozwijać swoją pobożność.

Zwykliśmy słyszeć, że nasze pragnienie tradycyjnej Mszy jest tylko “osobistą preferencją”, że jest czymś złym. Trudno powstrzymać się od uśmiechu. Czy osoby używające tego stwierdzenia nie zauważyły roli osobistych preferencji w celebracjach Mszy w zwyczajnej formie?

W żadnym wypadku nie chcę powiedzieć, że każdy kto uczestniczy w tradycyjnej Mszy przeszedł przez ten proces myślowy. Myślę jednak, że ci, o których ludzie - włączając biskupa Olsena z Fort Worth w Texasie, albo O. Volpiego, komisarza Franciszkanów Niepokalanej - najbardziej się martwią, prawdopodobnie go przeszli. Ci o których ci ludzie się martwią mogą skończyć w SSPX lub jako sedewakantyści.

Chcę przez to powiedzieć, że dla ludzi, z solidnie ugruntowanymi poglądami, próby odstawienia od Vetus Ordo i zmuszenie do uczestnictwa w Novus Ordo nie będą pomocne, a wręcz przeciwnie, przyczynią się do jeszcze większej irytacji. Dla nich liberalizacja Nadzwyczajnej Formy, dokonana przez papieża Benedykta miała wydźwięk prawdziwie duszpasterski. Pozwoliła im na spokojne pozostanie w Kościele i na kontynuowanie duchowego wzrostu. Faktycznie podziałała uspokajająco.

Uczestnictwo w tradycyjnej Mszy może pomóc dostrzec ludziom radykalizm zmian jaki nastąpił we Mszy i może zapoczątkować wspomniany wyżej proces myślowy. Faktycznie może do tego doprowadzić każdy kontakt z rzeczywistością: kontakt ze sztuką sakralną w galerii sztuki, czytanie o historii Kościoła, podziwianie starych budynków. Nie można się łudzić, że ludzie nigdy nie zorientują się, że Msza była wcześniej po łacinie i przodem do ołtarza. Co można zrobić, to przypominać, jak robił to papież Benedykt, iż mimo że wiele się zmieniło, Kościół nie wyrzekł się przeszłości. To co było święte w przeszłości jest święte także dzisiaj; to co było doktryną w przeszłości, ciągle nią pozostaje również dziś. To zwalnia nas z potrzeby podwójnego myślenia, co w dłuższej perspektywie doprowadza do szału.

Załóżmy, że nieszczęśni Franciszkanie Niepokalanej są tak źli, jak przedstawiają to ich krytycy; załóżmy, że nieszczęsny Michael King, prezydent Fisher More College, jest tak zły, jak przedstawiają go jego krytycy. Na litość Boską, nie pozbawiajmy ich tego duchowego ukojenia, jakie daje tradycyjna Msza. To jest okrutne, niesprawiedliwe i tylko pogłębi teologiczne czy polityczne problemy, które legły u podstaw takich a nie innych decyzji.

Joseph Shaw
Źródło
Tłumaczenie: Marcin Molenda