wtorek, 12 maja 2015

Czy tradycyjna liturgia jest odpowiednia dla dzieci?

Tematem, który zasługuje na o wiele większą uwagę niż do tej pory przyciągnął (przynajmniej z tego co wiem), jest to, jak dzieci pojmują Mszę „trydencką”. Jedna rzecz wydaje się jasna i wynika z mojego doświadczenia z własnymi dziećmi, a także dziećmi moich przyjaciół, które regularnie uczęszczają na Msze w tym rycie, mianowicie: wbrew wszystkim przewidywaniom liturgistów, uważających że dzieci potrzebują  uproszczonej liturgii, podczas której wydziela im się malutkie porcje duchowego pokarmu, dzieci nie tylko często są zadowolone, mogąc uczestniczyć we Mszy w formie nadzwyczajnej, ale także mogą zostać naprawdę zauroczone i zafascynowane tą liturgią. Wszyscy znamy chłopców, którzy są brojącymi urwisami do czasu kiedy, zakładając sutannę i komżę, wkraczają w zwarte szeregi ministrantów i zachowują się jak żołnierze, a także młode kobiety, które z mantylką na głowie poświęcają się modlitwie w sposób który jest naprawdę budujący, nawet dla ich własnych rodziców.


Pisemne zadanie, które mojej córce zadała matka podczas zajęć w ramach edukacji domowej polegało na napisaniu swoich przemyśleń na temat Mszy, na którą uczęszczamy co niedziela (nasza córka miała wtedy 9 lat):


Myśląc o Mszy „trydenckiej”
Zauważyłam, że Msza „trydencka” jest cicha przez dłuższą chwilę. Zauważyłam także, że we Mszy Trydenckiej ksiądz mówi większość modlitw, zwłaszcza podczas konsekracji.
Uważam, ze cicha część Mszy Trydenckiej jest jak siostry karmelitki, które zazwyczaj milczą. Zauważyłam także, że ksiądz mówi większą część Ojcze nasz.
Są tylko dwie liturgie, które sprawiają, że czuję się jakbym była w niebie, liturgia trydencka oraz bizantyjska. Lubię zarówno Mszę śpiewaną, jak i recytowaną. Msza śpiewana podoba mi się, ponieważ uwielbiam śpiewać, zwłaszcza chorał. Mszę cichą lubię, bo jest wtedy wiele czasu, by modlić się po cichu.
Także zauważyłam, że ksiądz mówi za mnie „Amen” podczas Komunii.
Moja Mała Modlitwa
Tak Panie, wierzę, że jesteś
Obecny w Eucharystii
I wierzę, że jesteś ze mną
We wszystkich twoich sakramentach świętych.
Amen.

Jakże piękne są te proste, niewymuszone uczucia, prosto z serca dziecka napotykającego tajemnicę Pana! "Sprawiłeś, że [nawet] usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę, na przekór Twym przeciwnikom, aby poskromić nieprzyjaciela i wroga." (Ps 8,3). Oby więcej dzieci mogło doświadczyć śpiewu i ciszy, które pomagają duszy czuć i wiedzieć, że Pan jest prawdziwie obecny wśród nas!

W tym miejscu muszę przyznać, że na drodze rodziców, którzy chcą zabierać dzieci na Mszę „trydencką” czeka sporo wyzwań, zwłaszcza jeśli są to dzieci i niemowlęta, które nie mogą jeszcze „śledzić” liturgii i które często są źródłem niesłychanego wręcz hałasu i sprawiają wiele kłopotów swoim rodzicom. Jednakże nawet w takich przypadkach nie powinniśmy nie doceniać w jak subtelny sposób kształtuje się psychika dziecka, które doświadcza ciszy przepełnionej modlitwą, liturgicznymi symbolami i ceremoniałem Mszy Świętej. Skoro u dzieci dusza zaczyna kształtować się już od chwili poczęcia poprzez muzykę i głosy, które słyszy będąc wewnątrz matczynego łona, o ile bardziej ich otoczenie będzie wpływać na rozwój ich pamięci, wyobraźni, intelektu oraz woli po przyjściu na świat? Nie zaniżajmy wartości potrzeby naszych dzieci by doświadczać świętej liturgii w całej jej wymagającej, ale także wynagradzającej pełni i doceniajmy ich zdolność do przyswojenia sobie tej pełni i z czasem uczynienia z niej części tego kim są!

Na stronie OnePeterFive można znaleźć dwa artykuły "O Pomaganiu dzieciom w wejściu w świat Mszy trydenckiej” (część pierwsza, część druga), które omawiają w jaki sposób rodzice mogą pomóc swoim pociechom w procesie stopniowego zanurzenia się w rzeczywistości Mszy Świętej Wszechczasów i jak mogą przygotować najmłodszych na pierwszy kontakt z tą liturgią. Chciałbym jednak skupić się na jednej kwestii, która została zaledwie pokrótce omówiona w tych artykułach.

Dzieci muszą ćwiczyć w domu siedzenie w spokoju nim będą potrafiły to robić w kościele. My rodzice często popełniamy błąd i staramy się zwrócić uwagę dziecku podczas Mszy, podczas gdy jest to nieskuteczne i wygląda dziwnie. Miesiąc modlitwy różańcowej odmawianej z całą rodziną może nauczyć większość dzieci jak siedzieć w spokoju, ponieważ w domu możemy wyegzekwować poprawne zachowanie od dziecka w sposób, który z trudem można by zastosować na Mszy. Jest to szansa, aby poćwiczyć z dzieckiem siedzenie w spokoju, a ze starszymi dziećmi także klęczenie, żeby w ten sposób ich małe ciała mogły zaznajomić się z pewną dyscypliną formalnej modlitwy, co łączy się bezpośrednio z Mszą Świętą. Ci, którzy mają duże rodziny, wiedzą że można zauważyć różnicę między dziećmi, które dostały taką możliwość, i tymi, które nie miały okazji do takich ćwiczeń.

Z tą swoistą sztuką siedzenia w spokoju łączy się ważniejsza kwestia: wpajanie dzieciom umiłowania spokoju i ciszy, a także kształtowanie w nich nawyku zajmowania się samym sobą, czyli żeby nie musieli być ciągle zabawiani, ale żeby potrafili sami znaleźć sobie zajęcie.  Mówiąc wprost, jeśli nasze domy są wypełnione odgłosami telewizji, sprzętu grającego, audiobooków oraz innymi bodźcami dźwiękowymi, wówczas nie można oczekiwać, że w duszy zrodzi się spokój, niezbędny do uczestnictwa w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. W naszych domostwach potrzeba dużej przestrzeni, w której byłoby słychać tylko „naturalny dźwięk”, a nawet ciszę. W niektórych rodzinach sprawdza się system polegający na zarezerwowaniu jednej godziny wczesnym lub późnym popołudniem na wyciszenie, aby oswoić dzieci z potrzebą (i, powiedzmy sobie szczerze, z możliwością) wyznaczenia sobie takiego „cichego czasu” w ciągu dnia kiedy każdy musi zająć się sobą po cichu. Waga takich chwil jest trudna do przecenienia: w jaki inny sposób młodzi katolicy mają się nauczyć jak słuchać „szmeru łagodnego powiewu” (1 Krl 19:12), w którym jest Pan? Jak inaczej ziemia duszy ma zostać zaorana pod medytację i kontemplację charakteryzujące dojrzałą modlitwy? Ta metoda jest niczym innym jak treningiem świadomości siebie i innych, która decyduje o kształcie ludzkiego wnętrza i ludzkich relacji i odróżnia nas od zwierząt.

Jak zauważyła i potwierdziła badaniami Maria Montessori, małe dzieci mają wrodzoną zdolność koncentracji. Niestety, nowoczesne metody wychowawcze osłabiają tę zdolność z powodu błędnej idei, głoszącej że dzieci muszą być „zabawiane” i ciągle rozpraszane przez różnego rodzaju sztuczne bodźce. Świat stworzony jest tajemniczy i cudowny sam w sobie, i, jeśli da się im taką możliwość, nawet bardzo małe dzieci mogą skoncentrować się na czymś tak prostym jak własne stopy o wiele dłużej niż wydaje się to dorosłym. Żona przyjaciela nagrała film, na którym ich ośmiomiesięczne dziecko bawiło się klockami przez ponad 20 minut. Najważniejszym środkiem by uzyskać taki efekt to niedopuszczenie do tego, żeby ktoś rozproszył skoncentrowane dziecko.

Niedawno prowadziłem korespondencję z ojcem, który opowiadał mi o doświadczeniach swojej rodziny dotyczących przejścia od Novus Ordo do Mszy „trydenckiej” i jak bardzo ta zmiana pomogła im wszystkim stać się pobożniejszymi katolikami. Jako że to co napisał daje tak wiele otuchy nam wszystkim, dzielę się z Wami (za zgodą autora) jego wieloma uwagami:

Nasza córka jest częściowo odpowiedzialna za to, że teraz uczęszczamy do parafii prowadzonej przez Bractwo Kapłańskie Św. Piotra. Była zaangażowana w programie dla dziewczyn właśnie w tej parafii i w każdą sobotę chodziła tam na Mszę. Zaczęła nosić mantylkę w kościele. Potem powiedziała mi w jaki sposób forma nadzwyczajna rytu rzymskiego na nią wpłynęła i jej obawy wobec Nowej Mszy. (W tamtym czasie nie rozmawiałem z dziećmi o moich uwagach na temat NOMu. Nasze rozmowy dotyczyły tylko nadużyć liturgicznych.) Zaczęła mieć szczególne nabożeństwo do św. Teresy z Lisieux i w tamtym czasie stała się o wiele bardziej pobożna; było to imponujące. (Ona jest normalną dziewczynką. Bierze udział w lekcjach tańców irlandzkich, chodzi na lekcje jeździectwa i skacze na trampolinie ze swoimi braćmi.) Jednakże także mądrość dziecka pomogła nam dotrzeć do formy nadzwyczajnej.
Jestem także zadziwiony tym jak katolicy, którzy na pierwszy rzut oka wydają się być wierzący, są tak ograniczeni lub po prostu ślepi w kwestii Mszy Świętej. Musza być o wiele lepszymi ludźmi niż ja, jeśli do podtrzymania życia duchowego wystarczy im Msza gitarowa. Ja naprawdę potrzebuję wszystkiego co może dać mi Kościół, całej oprawy, jeśli mam przetrwać tydzień. W dzisiejszych czasach diabeł ma bardzo wiele możliwości, aby dotrzeć do człowieka. Uważam, że nadszedł czas, żeby Kościół wyciągnął ciężką artylerię…
Nasza córka zauważyła różnice już w wieku 10 lat. Powiedziała, że zakochała się w formie nadzwyczajnej. Powiedziała także, że kiedy ma na sobie mantylkę, modlitwa przychodzi jej łatwiej i jest owocniejsza. Czuła się tak jakby mogła się lepiej skoncentrować – nie było niczego co by mogło ją rozproszyć. Ponadto czuła się tak, jakby mogła bardziej upodobnić się do Maryi, ponieważ Maryja jest przedstawiana zawsze z zasłoniętą głową. Często mówię synom, że córka weźmie nas do Nieba.
Nasi chłopcy zauważyli różnicę także w tym jaki szacunek mają księża do liturgii w klasycznym rycie rzymskim. Nasz najstarszy syn ma 14 lat i służy do Mszy. Mówi o dokładności ruchów księdza i o tym jak celebrans nie podnosi oczu ponad balaski, kiedy zwraca się w stronę wiernych. Imponuje mu także jak księża przygotowują się do Mszy i jak zaraz po liturgii odmawiają dziękczynne modlitwy – bez żadnego ściskania rączek z wiernymi zaraz po Mszy.
W najnowszym numerze Adoremus został zamieszczony dobry artykuł, w którym ksiądz opisał swoje doświadczenie w katolickiej szkole w Chicago, gdzie uczy się chorału gregoriańskiego od pierwszej klasy. Jestem zdania, że małe dzieci także mogą być uczone również takich rzeczy. Uważam również, że poznanie formy nadzwyczajnej nie wykracza poza ich granice pojmowania, chociaż myślę, że rodzice muszą być  zaangażowani i wytłumaczyć dziecku znaczenie wszystkich ceremonii. To wszystko ożywa w ich umysłach. Nasz jedenastoletni syn uwielbia śledzić przebieg Mszy w mszaliku. Ponadto, w każdą sobotę przy kolacji staram się prześledzić czytania i części własne. Nadzwyczajna forma wymaga od nas więcej, ale uważam że warto jest spełnić te wymagania.

Rodzice, nie bójcie się sprostać tym wymaganiom, nie zniechęcajcie się w obliczu wyzwań i trudów! Wasze wysiłki zostaną nagrodzone. Drodzy Księża, którzy celebrujecie Mszę Świętą „trydencką”, dziękujemy Wam za to, że umożliwiacie nam i naszym dzieciom poznać dogłębnie naukę katolicką i uświęcać się. Drodzy Księża, którzy jeszcze nie sprawujecie Mszy w nadzwyczajnej formie lub nie czynicie tego publicznie, proszę rozważcie jak wiele łask i prawdy oferuje ta uświęcona forma rytu rzymskiego całemu Ludowi Bożemu, począwszy od najmłodszych. "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego".  (Łk 18,16).

Peter Kwasniewski
Tłumaczenie: Marek Kormański
Źródło