poniedziałek, 11 maja 2015

Czy teologia starej Mszy jest błędna?


Absurdalna teza o niepoprawności teologicznej starej Mszy jest nadal powtarzana przez niektórych duchownych. Rozpoczynamy publikację tłumaczeń najciekawszych artykułów z bloga Josepha Shawa - prezesa Latin Mass Society. Dzisiaj publikujemy artykuł "Is teology of Vetus Ordo Wrong?" Osoby znające angielski zachęcamy do śledzenia blogu LMS Chairman


W związku z kontrastem istniejącym pomiędzy zwyczajną i nadzwyczajną formą rytu rzymskiego nasuwa się pytanie, czy każdy rozsądny człowiek powinien trzymać się tylko eklezjologii, teologii sakramentalnej, etc. związanej z Novus Ordo? Twierdzenie, że powinien nie sprawdza się. Oto dlaczego.

Po pierwsze, jest możliwe, aby dwa prawowite nurty teologiczne istniały w ramach Kościoła, na przykład augustianizm i tomizm. Istnieją także oczywiście nieuznawane nurty lub nurty posiadające nieuznawane aspekty. Na pierwszy rzut oka kontrast w rozłożeniu teologicznych akcentów pomiędzy dwiema formami Mszy sprowadza się do różnicy, która sugeruje, że tylko jedna z nich może być ortodoksyjna, a obie nie mogą być jednocześnie prawowite. Chodzi jednak o to, że to raczej zwolennik Novus Ordo powinien mieć nadzieję, że tak nie jest.
Oto dwa powody. Po pierwsze, teologiczne akcenty obecne we Mszy Trydenckiej pokrywają się z akcentami kładzionymi przez Magisterium Kościoła od, powiedzmy, XII wieku. Niektóre kwestie sięgają znacznie wcześniejszych czasów, ale XII wiek może tu posłużyć za dobrą cezurę. Uczestnicy debaty na temat liturgii są zgodni co do tego, że sposób celebracji Mszy w nadzwyczajnej formie jest wynikiem podejścia teologicznego i idei datowanych na XII wiek i wcześniejszych, dotyczących wszystkich istotnych kwestii. Od tego czasu zostały one mocno osadzone w liturgii rzymskiej, która rozpowszechniła się w całej Europie i większej części świata. Poparcie Kościoła dla tych liturgicznych form jest długoterminowym aktem (lub serią aktów) Magisterium Kościoła.

Czy brzmi wiarygodnie, żeby Magisterium Kościoła, na przestrzeni ośmiu wieków, poważnie się myliło na temat szeregu wzajemnie powiązanych kwestii, stanowiących fundament chrześcijańskiego życia? Oczywiście nie. Jeśli się z tym nie zgadzasz, tym samym odrzucasz ideę Magisterium Kościoła. Oznacza to, że nie istnieje i nie może istnieć realny teologiczny problem związany z jakimkolwiek aspektem Mszy w nadzwyczajnej formie.

Drugi powód związany jest z Soborem Watykańskim II. Przeciwnicy Mszy Trydenckiej zawsze wychodzą od Soboru. Ale Sobór nie znał Novus Ordo, Novus Ordo nie istniał w czasie kiedy odbywał się Sobór. “Msza Soboru”, jak nazwał ją papież Benedykt XVI, była Mszą w nadzwyczajnej formie wg Mszału z 1962 r. z nieznacznymi zmianami z 1964 r. To, co Sobór powiedział o liturgii powinno być odczytywane w tym kontekście. Pogląd jakoby Sobór wspierał teologię Mszy w zwyczajnej formie kosztem nadzwyczajnej formy jest historycznie nieuzasadniony. Owszem, Sobór zasugerował szereg reform, ale nigdy nie zrobił tego z powodu teologicznych problemów związanych ze starymi księgami liturgicznymi. Zostało jednoznacznie powiedziane i z uporem powtarzane, że celem Soboru jest jedynie zajęcie się kwestiami duszpasterskimi. Wszystkie piękne rzeczy, które Sobór wypowiedział na temat liturgii, jak np. ta o byciu “źródłem” i “szczytem” chrześcijańskiego życia, były wypowiedziane w kontekście Mszy trydenckiej.

Z drugiej strony, faktyczna reforma, która nastąpiła po Soborze, nie została przez Sobór zaaprobowana. Nie było to możliwe, ponieważ Sobór był już zakończony. Reforma mogła, choć nie musiała, podążać drogami wytyczonymi przez Sobór. Jednak skoro Sobór wyraził aprobatę dla teologicznej precyzji Mszału z 1962 r., możemy tylko spekulować jak przyjąłby Mszał z 1970 r.
O ile jednak Sobór zaproponował reformę Mszy w odniesieniu do Mszału z 1962 r., należy powtórzyć, że dotyczyła ona jedynie duszpasterskiej efektywności Mszy, nie doktrynalnych implikacji. Co więcej, skuteczność strategii duszpasterskich zależy w dużej mierze od roztropności i delikatności przy ocenianiu rzeczywistości społecznej. W świetle liturgicznych eksperymentów, przeprowadzanych od roku 1964 i ich następstw, obowiązują nas tylko te sugestie Soboru, gdzie uważamy, że są owocne z duszpasterskiego punktu widzenia.

Z tych powodów rozsądny zwolennik Novus Ordo, musi przyznać, że nie istnieje teologiczny dysonans pomiędzy obydwoma Mszałami. Jeśli natomiast dysonans istnieje, to Novus Ordo znajduje się na niepewnej pozycji. W przeciwieństwie do nadzwyczajnej formy, nie ma za sobą ani ośmiu wieków poparcia ze strony Zwyczajnego Magisterium, ani poparcia Nadzwyczajnego Magisterium Soboru Powszechnego. Jest popierana przez Zwyczajne Magisterium od kilku dekad, podobnie jak Brewiarz Quignoneza, który został promulgowany w 1536 r. i wycofany w roku 1568. Tak, nawet reformy liturgiczne przeprowadzane przez najwyższe autorytety Kościoła nie mają gwarancji sukcesu.

Zwolennicy Novus Ordo powinni przestać uważać ludzi, którzy preferują Mszę trydencką, za heretyków. To naprawdę nie jest język dzisiejszego Kościoła. Powinni raczej pracować na duszpasterski sukces. I naprawdę nie ma powodu być zazdrosnym o duszpasterski sukces Vetus Ordo. W końcu wszyscy pracujemy dla jednego Królestwa.

Przypomina mi się fragment z zapomnianego dokumentu Ratio fundamentatlis, o nauce w seminariach, przygotowanego przez Kongregację ds. Edukacji Katolickiej w 1980 r. 

“Zostało obficie potwierdzone, że generalne kierunki Soboru, jeśli są przestrzegane z wiarą, nie powodują rozdrażnienia u Ludu Bożego. Ludzie buntują się jedynie przeciwko nowinkom i ekscesom. Na przykład, Sobór był daleki od zakazania używania łaciny. Faktycznie stało się odwrotnie. Dlatego systematyczne wykluczanie łaciny jest nadużyciem zasługującym na potępienie nie mniejsze niż systematyczne pragnienie niektórych ludzi do wyłącznego jej używania. Nagłe i totalne zniknięcie łaciny nie odbędzie się bez poważnych duszpasterskich konsekwencji”.
Tłumaczenie: Marcin Molenda