czwartek, 9 kwietnia 2015

Nowy numer "Nova et Vetera": Zawirowania doktrynalne mają przyczynę w reformie liturgii


Wydarzenia ostatnich miesięcy w Kościele przyniosły wielu katolikom zakłopotanie, dezorientację i niepokój. Wychowani i przyzwyczajeni do bezpiecznego zaufania papieżowi, kardynałom, biskupom, patrzymy na rzeczywistość zdestabilizowaną, na rozdarcie w sprawach najważniejszych, dotyczących wagi i ważności Sakramentu Eucharystii, i sakramentu małżeństwa. Widzimy, że oto pomiędzy papieżem, grupą kardynałów i biskupów z jednej strony, i innymi hierarchami po przeciwnej, toczy się regularna wojna, taka sama, jaka toczy się w świecie. Terytorium spornym jest nierozerwalność małżeństwa, natura i spójne pojmowanie rodziny, odniesienie do dewiacji seksualnych. Niektórzy hierarchowie i księża chcą na przykład, by związki par homoseksualnych błogosławić tak, jak błogosławi się małżeństwa. „Jakże homoseksualiści mieliby się uważać za ukochane dzieci Boga, jeśli Kościół katolicki nie chce im błogosławić w ich dążeniu do spełnionego partnerstwa?” – pytają duchowni.
Te objawy, dążenie do zmiany nauki Chrystusowej, ich powszechność,oraz to, że mają przyzwolenie ciche lub wręcz czynne wielu duchownych i wiernych, nie są znakiem samego tylko kryzysu moralnego. Oznaczają one coś znacznie poważniejszego: to mianowicie, że w Kościele, pośród hierarchii, są ludzie pozbawieni wiary i zupełnie zeświecczeni. Nie szukają woli Pana Boga, nie są Jego sługami. Utworzyli bożka, którego czczą pochlebstwami wobec własnych pożądań i słabości, torowaniem im drogi, pudrowaniem ich, odziewaniem w szaty, które każą obchodzic się z nimi z delikatnością i szacunkiem. Wyrafinowana postać bałwochwalstwa.



Starożytna zasada lex orandi-lex credendi-lex vivendi (jak się modlisz, tak wierzysz, jak wierzysz, tak żyjesz) w sposób lapidarny określała pewną zasadniczą w życiu każdego człowieka relację. Relację, która największy wpływ na jego wybory. Na pierwszym miejscu jest modlitwa. Chodzi tu nie tylko o indywidualna modlitwę, lecz także, a nawet najbardziej, o modlitwę wspólnotową i związany z nią kult publiczny. To sposób odprawiania nabożeństw, zwłaszcza Msza św. i  jej liturgia, kształtuje naszą wiarę. Jeśli czynności liturgiczne są podporządkowane chwale Bożego Majestatu, jeśli wyraźnie ukazują rzeczywistość, do której się odnoszą, wówczas kształtują żywą wiarę, stale ją pobudzając i nadając jej dynamizm. Rzeczywistością, która wyraża liturgia jest nic innego, jak Ofiarowanie się Ojcu przez Syna, Jezusa Chrystusa, za nasze, wszystkich ludzi grzechy. Taka właśnie ma być nasza wiara: ofiarna i zarazem paschalna, dająca życie. Jeśli taka będzie, tak samo będzie ona kształtować nasze życie: będziemy w codzienności walczyć, by być zdolnym do ofiarowania siebie, by w ten sposób pokonać śmierć, która jest zapłatą za grzech.
Trudno dziś spotkać taką wiarę i ukształtowane przez nią życie w społecznościach światowych. Są co najwyżej nieliczne wspólnoty, kapłani, rodziny, które chcą żyć na wzór Chrystusa. Wielkim dramatem jest to, że z faktu iż doktryna nie przekłada się na wiarę, a wiara jest martwa, wyprowadza się wniosek, że doktrynę należy tak przekształcić, tak zrestrukturyzować, by odpowiadała życiu, które jest przeciwne wierze Chrystusowej. Uzasadnia się to względami duszpasterskimi – wierni nie są w stanie żyć tak, chce Pan Bóg, zmieńmy zatem wolę Pana Boga i powiedzmy im, że to nie On daje im szczęście i Życie, ale oni samym sobie.
Sytuacja dzisiejsza jako żywo przypomina tę sprzed kilkudziesięciu lat. Na przełomie lat 60 i 70 dokonywano  zmian w liturgii. Robiła to mała grupka „specjalistów” która zręcznie omijała sprzeciwy pasterzy i liturgistów, wskazujących, że wprowadzane zmiany zgaszą wiarę. Pisano „Krótkiej analiziekrytycznej Novus ordo Missae”, (czyli zreformowanego obrządku mszy):
Nie wydaje się, by argumenty natury duszpasterskiej, do których odwoływano się dla uzasadnienia tak poważnego zerwania, były dostateczne, nawet jeśli uznać, że wolno je przeciwstawiać argumentom doktrynalnym. W Novus Ordo Missae pojawia się tyle nowości, zaś z drugiej strony, tyle rzeczy odwiecznych zostaje zepchniętych na dalszy plan lub przesuniętych na inne miejsce – jeśli zostało dla nich jeszcze jakieś miejsce – że grozi to, iż pewna wątpliwość, która wkrada się, niestety, do niektórych środowisk, wzmocni się i przerodzi w pewnik. Uważa się bowiem, że prawdy Wiary, wyznawane od zawsze przez wierny lud, można zmieniać lub pomijać milczeniem i nie będzie to zdradą świętego depozytu nauczania Kościoła, z którym wiara katolicka związana jest na zawsze. Ostatnie reformy stanowią wystarczający dowód na to, że nie da się wprowadzić nowych zmian w liturgii, nie powodując kompletnej dezorientacji u wiernych, którzy wyraźnie okazują, że są im one nieznośne i niezaprzeczalnie osłabiają ich wiarę. Przejawem tego wśród najlepszej części duchowieństwa jest dręcząca rozterka sumienia, czego niezliczone świadectwa napływają do nas codziennie”

Tam właśnie, w tamtej reformie, która wprowadziła najpierw dezorientację, a potem wprost zmianę kierunku dynamizku katolickiego, należy szukać jednej z istotnych przyczyn współczesnego kryzysu.
Zdaje się, że dobrze rozumie to Papież Benedykt XVI, który robił wiele, by przywrócić liturgii należyty kształt, by naprawić deformację, której została w ostatnich dziesięcioleciach poddana, co powtórzę raz jeszcze, leży u podstaw współczesnego kryzysu doktrynalnego i moralnego. Nie da się rozmawiać o próbach destrukcji katolickiej nauki moralnej bez wiązania ich z reorientacją życia chrześcijańskiego, wprowadzoną przez zmiany w liturgii. Przez wprowadzone zmiany straciła ona swój teocentryczny kierunek; siłą rzeczy nastąpiło też przekierowanie życia milionów katolików.
Lex orandi-lex credendi-lex vivendi.  Jesteśmy w środku niepokojących wydarzeń, w których nie sposób się nie zastanawiać: co leży u ich podstaw, gdzie został popełniony błąd? Odkrycie, że życie wiernych zależy od tego, w jaki sposób Kościół oddaje chwałę Stwórcy, na ile kapłani żyją duchem ofiary i całopalenia, który jest kształtowany przez codziennie składaną Jedyną Ofiarę – może dać nadzieję na powstrzymanie fali, któradotąd poczyniła ogromne spustoszenie.
Centrum Kultury i Tradycji od początki swego istnienia, już ponad trzy lata, nie ustaje w wysiłkach, by ukazać wagę liturgii w życiu Kościoła. Dziękujemy, że tak wielu spośród naszych Czytelników nas wspiera – modlitwą i hojnością. Wszyscy uczestniczymy w wojnie, wiemy już o tym, że została ona wygrana i znamy jej wynik; ale niektórzy żołnierze przegrają. Przegrają bo albo w ogóle rezygnują z walki, nie sięgają po złożone w zbrojowni Kościoła różne rodzaje orężai do prowadzenia zwycięskiej walki. Mało tego, często zuchwale wchodzą na teren przeciwnika - nieuzbrojeni. Rezygnują z Miłości i mocy do walki, jaką Chrystus nam daje przez swe sakramenty, liturgię, pobożnościowe praktyki, tak często dziś lekceważone i deprecjonowane. Kto w Kościele nie prowadzi walki - idzie do piekła. Kogo nie ogarnia duch rezygnacji i walczy pod sztandarem Chrystusa – idzie do Nieba.
Arkadiusz Robaczewski

(fragment artykułu wprowadzającego do najnowszegonumeru Nova et Vetera. Czasopismo można zamawiać tutaj: http://wieden1683.pl/static/nova-et-vetera/