wtorek, 24 lutego 2015

O tym, jak Msza tradycyjna wspiera aktywne uczestnictwo bardziej aniżeli Nowa Msza


Ileż to razy miłośnicy Mszy tradycyjnej słyszą zarzut: „Nowa Msza jest lepsza od starej, gdyż pomaga wiernym w bardziej aktywnym uczestnictwie”, czy też „Starą Mszę było trzeba po prostu zreformować, bo tylko ksiądz robił cokolwiek, a ludzie byli niemymi obserwatorami”. Celem tego artykułu jest ukazanie, iż rzeczy mają się zupełnie inaczej. 


Aktywne/czynne uczestnictwo 


Tych, którzy znajdują czas aby usiąść i przeanalizować Sacrosanctum Concilium uderza, jak wiele z zawartości tego dokumentu jest nieznane, ignorowane, czy zaprzeczone poprzez współczesną katolicką praktykę. Często znajdziemy tam bardzo bogate stwierdzenia, ale sposób, w jaki obrócono je w slogany podkopał ich oryginalną subtelność i głębię. 


Najczęstszą ofiarą w owym procesie dziennikarskiego uproszczenia stało się „aktywne uczestnictwo” (albo participatio actuosa). Samo słowo actuosa jest bardzo interesujące; oznacza pełne, czy też totalne zaangażowanie w aktywność, jak ma to miejsce w przypadku tancerza, lub aktora, który wkłada cały swój wysiłek w taniec lub grę; można to opisać jako „super-aktywność”. Jakie jest tutaj znaczenie „aktywności”? Wyzwala ona czyjś cały potencjał, pozwalając raczej osiągnąć dobro, niż tylko uzdalniając do jego osiągnięcia. Współcześnie „aktywność” często po prostu oznacza zaprzeczenie bycia „pasywnym”, czy też „przyjmującym”, ale w głębszej perspektywie widzimy, że są to nawzajem wykluczające się zaprzeczenia. 

Mogę być aktywnie przyjmującym Słowo Boże; mogę w pełni przemieniać w akcję moją zdolność do uczestniczenia we Mszy poprzez chorał, modlitwy i obrzędy bez robienia czegokolwiek, co mogłoby być uznane współcześnie za bycie „aktywnym”. 

Wyjaśnił to św. Jan Paweł II w swoim przemówieniu do amerykańskich biskupów 1998 roku: 


„Aktywne uczestnictwo z pewnością oznacza, iż poprzez gest, słowo, pieśń i obrzędy, wszyscy członkowie zgromadzenia uczestniczą aktywnie w nabożeństwie, o którym nie można powiedzieć że jest obojętne, czy pasywne. Lecz aktywne uczestnictwo nie wyklucza aktywnej pasywności w ciszy, bezruchu i słuchania; właśnie się tego domaga! Modlący nie są bierni, dla przykładu słuchając czytań czy też homilii, podążając za modlitwami celebransa, chorałem i muzyką liturgiczną. To są doświadczenia ciszy i bezruchu, będące na swój własny sposób głęboko aktywne. W kulturze która nie docenia i nie pielęgnuje ciszy medytacji, sztuki wewnętrznego słuchania można się tego nauczyć tylko z wysiłkiem. Tak oto dostrzegamy tutaj jak liturgia, która co prawda wymaga inkulturacji, musi też być kontrkulturowa.”

Jeśli macie chór lub scholę śpiewającą w trakcie Mszy, albo chcielibyście je pewnego dnia tam usłyszeć, zadbajcie o to, abyście mieli ten cytat z Jana Pawła II przygotowany dla zgłaszających obiekcje w stylu: „Ale ludzie powinni wszystko śpiewać!”. 

Dom Alcuin Reid* w swoim wywiadzie wyjaśnił bardzo zwięźle intencje Soboru: 

„Sobór wołał o 'participatio actuosa' które w pierwszym rzędzie jest naszym wewnętrznym połączeniem z liturgią, z tym co Jezus Chrystus czyni w swoim Kościele w rytach liturgicznych.
W uczestnictwie chodzi o to, gdzie kieruję swój umysł i serce. Nasze zewnętrzne akcje w trakcie liturgii służą temu celowi, i mają nam to ułatwiać.
'Participatio actuosa' nie jest wyłącznie i tylko zewnętrzną aktywnością, czy też sprawowaniem pewnych liturgicznych czynności. A takie, niestety, było często błędne przekonanie względem pragnienia Soboru.”

Po usunięciu popularnego nieporozumienia dotyczącego „aktywności”, pozostaje niesłychanie intrygujący fakt, że rzadko cytuje się w całości stwierdzenia z Sacrosanctum Consilium

„KL 14. Matka Kościół bardzo pragnie, aby wszystkich wiernych prowadzić do pełnego, świadomego i czynnego udziału w obrzędach liturgicznych, którego się domaga sama natura liturgii.” 
Cóż się stało z uczestnictwem „pełnym” i „świadomym”? 


Świadome uczestnictwo


Przyjrzyjmy się zagadnieniu dokładniej. Po kilku dziesięcioleciach uczestniczenia w obu (celebrowanych według rubryk) rytach Mszy, jestem przekonany, że paradoksalnie istnieje dużo większa szansa na nieświadome uczestnictwo w Mszy sprawowanej w języku narodowym, i to właśnie z powodu jej znajomości; uczestnictwo w niej staje się odruchem, słowa mogą przelecieć przez głowę, podczas gdy umysł buja gdzieś daleko. Język narodowy jest sferą naszej codziennej wygody, i nie przykuwa naszej uwagi. To dlatego w hałaśliwym środowisku, gdzie wielu mówi naraz, nawet nie zauważamy, że oni w ogóle się odzywają, podczas gdy słyszymy obcy język, coś odmiennego względem języka ojczystego, nasza uwaga jest natychmiast przez niego przyciągnięta. Oczywiście, ów brak uwagi może się wydarzyć w sferze każdego języka, jak ktoś kiedyś to ujął, mogę liczyć w myślach wydatki i śpiewać jednocześnie Credo po łacinie – jeśli śpiewałem chorał co tydzień przez wiele lat. Ale w każdym razie zdaje się potwierdzać, iż zagrożenie to jest znacznie mniej obecne w usus antiquior, i to z dwóch powodów: 

Po pierwsze, obcość łaciny domaga się od modlącego jakiegoś wysiłku, aby w nią wniknąć; wręcz wymaga od modlącego się podjęcia decyzji, czy chce podjąć ten trud, czy też nie. Jest niemalże bezcelowym samo siedzenie, chyba że jesteś gotów aby coś uczynić, by włączyć się we Mszę, albo by przynajmniej zacząć się modlić. Używanie mszalika, rozpowszechnione w środowisku tradycjonalistów, jest potężnym sposobem na włączenie umysłu i serca w modlitwę Kościoła, a dla mnie – osobiście – podążanie za modlitwami w mszaliku przyczyniło się do trwającej przez dziesięciolecia formacji mojego umysłu i serca, dając mi duchowo skosztować wzorów świętości, ascetycznych reguł, pragnień i postanowień. Gdy uczęszczam na Mszę tradycyjną, zawsze jestem bardziej zaangażowany w uczestnictwo, gdyż jest tam o wiele więcej do zrobienia (jeszcze powrócę do tego zagadnienia), a użycie mszalika wydaje się bardziej naturalne. 

Po drugie, Msza tradycyjna jest w sposób tak oczywisty skupiona na Bogu, ukierunkowana ku Jego adoracji, iż każdy kto jest na niej obecny myślami, nieuchronnie zostaje wciągnięty w święte tajemnice, nawet jeśli jest to tylko najprostszy i najbardziej fundamentalny poziom wyznania realnej obecności Boga, i adorowanie Go, w Najświętszym Sakramencie. Obawiam się, że nie jest wcale jasnym, iż większość katolików uczęszczających na NOM jest kiedykolwiek jednoznacznie i nieodparcie skonfrontowana z realnością Boga i żądaniem adoracji. Albo, stawiając sprawę jednoznacznie – stara liturgia formuje te postawy w duszy, podczas gdy nowa liturgia z góry je zakłada. Jeśli nie posiadasz właściwego zrozumienia i nastawienia, raczej ich nie otrzymasz od Novus Ordo, podczas gdy Msza tradycyjna albo tobie je wpoi, albo ciebie zniechęci. Gdy idziesz na Mszę tradycyjną, jesteś subtelnie pociągany przez coś, co w niej znajdujesz, albo do niej zniechęcony wymaganiami, jakie stawia. W każdym razie nie ma tu szans na bycie letnim. 


Pełne uczestnictwo


Tyle o „świadomości”. A co z „pełnym” uczestnictwem? 

Znowu, jakkolwiek może się to wydawać zaskakującym wobec nurtu tendencyjnej krytyki, Msza tradycyjna pozwala wiernym na pełniejsze uczestnictwo w modlitwie, co wynika z większej liczby sposobów na jaki można go doświadczyć, słownie i niewerbalnie, duchowo i zmysłowo; w rzeczywistości istnieje tutaj dużo bardziej cielesne zaangażowanie, o ile ktoś podąża za zwyczajowymi praktykami. Ten punkt zasługuje na uwagę. 

Podczas Mszy cichej lub uroczystej, w zależności od święta, można wykonać znak krzyża 8 razy: 

· In nomine Patris…

· Adjutorium nostrum…


· Indulgentiam…

· Cum Sancto Spiritu (zakończenie Gloria)

· Et vitam venturi (zakończenie Credo)

· Benedictus (w Sanctus)

· jeśli Confiteor jest powtarzany przed komunią;

· w trakcie ostatniego błogosławieństwa.

Do tego niektórzy dodają znak krzyża w czasie podniesienia hostii i kielicha. I, oczywiście, potrójny znak krzyża jest wykonywany dwa razy – raz na rozpoczęcie Ewangelii i raz na rozpoczęcie Ostatniej Ewangelii.

Dodatkowo, można uderzyć się w pierś do piętnastu razy!

- 3x podczas “mea culpa” w Confiteor ministrantów;

- 3x w czasie Agnus Dei;

- 3x w trakcie drugiego Confiteor;

- 3x podczas Domine, non sum dignus;

- 3x w trakcie Salve Regina (O clemens, O dulcis, O pia).

Tradycyjnie zorientowani katolicy skłaniają delikatnie głowę gdy wymieniane jest imię Jezus, i wykonują ukłon, gdy mija ich kapłan, lub w trakcie okadzania wiernych przez turyferariusza. Idziemy o krok dalej względem reszty katolików, przyklękając na słowa “Et incarnatus est” w trakcie Credo - za każdym razem gdy jest odmawiane, nie tylko w Boże Narodzenie i uroczystość Zwiastowania – jak to się dzieje na Novus Ordo. Przyklękamy także w trakcie ostatniego błogosławieństwa, i podczas słów “Et verbum caro factum est” (są jeszcze inne specjalne okazje w czasie roku liturgicznego, gdy wszyscy są wezwani do uklęknięcia). 

Podczas gdy postawy ciała wiernych w trakcie niektórych części Mszy Tradycyjnej nie są tak rygorystyczne, jak w Novus Ordo, w czasie Mszy cichej wierni zazwyczaj długo klęczą (od rozpoczęcia Mszy do Ewangelii, i od Sanctus aż do Ostatniej Ewangelii), co wymaga dyscypliny, i naprawdę podtrzymuje świadomość umysłu, iż znajdujemy się w specjalnym, świętym miejscu, biorąc udział w Ofierze. W trakcie niedzielnej Mszy uroczystej ma miejsce sporo stania, ukłonów, przyklękania, klęczenia, siedzenia, które razem wzięte ze znakami krzyża, biciem się w pierś, schyleniem głowy oraz śpiewaniem odpowiedzi sumuje się w to, co w teorii edukacji nazwa się Totalną Fizyczną Odpowiedzią (ang. Total Physical Response -TPR). Twoje ciało i dusza są wrzucone w środek modlitwy, i prawie w każdym momencie dzieje się coś, co ma tobie przypomnieć o tym, co robisz. We Mszy w formie zwyczajnej porzucono wiele z tych „fizycznych” elementów na korzyść słuchowego rozumienia i słownej odpowiedzi, które same w sobie stanowią dość ubogą formę, z pewnością niepełnego uczestnictwa. 

Być może najbardziej zauważalny jest ów nadzwyczajny obszar ciszy, występujący w samym środku tradycyjnej Mszy, podczas którego kapłan nie czyta Modlitwy Eucharystycznej „do ciebie”, ale ofiarowuje Kanon w ciszy Bogu, zawsze ad orientem. Jakże łatwiej modlić się samemu słowami Kanonu w jedności z kapłanem, albo, jeśli ma się ochotę, trwać w bezsłownej jedności z Ofiarą. To czyni Kanon Mszy tradycyjnej czasem bardziej intensywnego, pełnego, świadomego i aktywnego uczestnictwa, niż ma to miejsce w przypadku ułatwienia, jakim ma być ciągły strumień usznej stymulacji w trakcie Novus Ordo


Kultura modlitwy


Obserwacja zamieszczona na blogu „Sensible Bond” bardzo dobrze się wpisuje w powyższe rozważania: 

Możliwe jest utrzymanie nowego rytu integralnie katolickim, przy jednoczesnym dopuszczeniu myśli, iż kultura formy nadzwyczajnej, gdzie wierni pozostają rzekomo pasywni, uczy ich osobistej modlitwy, podczas gdy kultura formy zwyczajnej ma tendencję do tworzenia sytuacji, w której ludzie będąc w kościele mówią tylko do siebie, chyba że są aktywnie kierowani przez celebransa. 

Można po tym wszystkim powiedzieć, że doszło do swoistego „odwrócenia kota ogonem”. „Aktywne uczestnictwo”, tak jak jest ono zazwyczaj rozumiane i wprowadzane w życie w zwyczajnej formie, w rzeczywistości sprzyja bierności, podczas gdy katolik przyjmujący to, co zdaje się być biernością oferowaną poprzez Mszę tradycyjną, rozwija umiejętność modlitwy do granic swoich możliwości. Tak więc, jeśli chcesz wypełnić soborowe wezwanie do pełnego, świadomego i aktywnego uczestnictwa w liturgii, zacznij uczestniczyć w najbliższej Mszy tradycyjnej. Poświęcając czas i trud, odnajdziesz tam dużo większe bogactwo uczestnictwa niż to, jakie można znaleźć w zreformowanej liturgii. 


prof. Peter Kwasniewski


* Dom Alcuin Reid OSB jest zakonnikiem w Monastère Saint-Benoît w diecezji Fréjus-Toulon we Francji, był jednym ze współorganizatorów międzynarodowej konferencji Sacra Liturgia 2013, napisał pracę Organiczny rozwój liturgii (2005), zawierającej przedmowę kard. Józefa Ratzingera.



Źródło tekstu: http://www.newliturgicalmovement.org/2014/12/how-traditional-latin-mass-fosters-more.html#.VOzhHPmG8qc

Zdjęcie pochodzi z oryginalnego artykułu z portalu The New Liturgical Movement

Tłumaczenie z angielskiego: Leszek Heimann