sobota, 27 grudnia 2014

Zwrot ku tradycyjnej liturgii w krajach Zachodu : powolny i stopniowy, ale zdecydowany

Ilość miejsc z coniedzielną tradycyjną Mszą w USA
Coś wielkiego dzieje się w Kościele katolickim; rozgrywa się poza światłem jupiterów, poza polem widzenia. W Ameryce, Francji, Wielkiej Brytanii, i w innych częściach świata. Ten trend zdaje się najwyraźniej występować w rozwiniętych krajach Zachodu, ale jego ślady możemy też dostrzec w innych częściach świata. To co widzimy, jest niczym innym jak zmianą paradygmatu. Liturgia tradycyjna powraca, a tradycyjna Msza łacińska  (Vetus Ordo, albo „nadzwyczajna forma rytu rzymskiego”) przewodzi zmianom.

Stany Zjednoczone, tak jak Francja i Wielka Brytania, są mikrokosmosem tego ogólnoświatowego trendu. Gdziekolwiek dzisiaj spojrzymy w obrębie Kościoła, wiadomości odnośnie Mszy sprawowanej w językach narodowych  (Novus Ordo, lub „zwyczajnej formy rytu rzymskiego”) są kompletnie przygnębiające. Liczba parafian uczęszczających do kościoła maleje. Niewielu wierzy w to, czego naucza Kościół. Wielu katolików (zwłaszcza polityków) głośno buntuje się przeciwko nauczaniu Kościoła. Ilość nowych powołań kapłańskich jest ciągle niska, a ci młodzi mężczyźni, którzy chcą zostać kapłanami, coraz mniej chcą mieć cokolwiek wspólnego z Novus Ordo. Większość z nich otwarcie preferuje tradycyjną Mszę łacińską, i chciałaby ją celebrować. Trend utrzymuje się także w zgromadzeniach zakonnych. Kilka tradycyjnych zgromadzeń kwitnie, podczas gdy większość zgromadzeń zreformowanych zanika.                                  


Ale są też dobre wiadomości. Liczba księży wybierających Vetus Ordo rośnie wykładniczo. Podobnie liczba odprawianych Mszy tradycyjnych podwoiła się w ostatnim dziesięcioleciu. Jeszcze bardziej nadzwyczajna jest dysproporcja pomiędzy ilością młodych ludzi, którzy uczestniczą w Mszach tradycyjnych, i Novus Ordo. O tak, zdecydowanie coś się dzieje w Kościele katolickim! Jest to duży ruch, którego siłą napędową są młodzi ludzie. Trend jest wyraźny. Powolny i stopniowy, ale zdecydowany. Młodzi porzucają Novus Ordo, i coraz liczniej kierują się w stronę Mszy tradycyjnej.
                
Trend ten łączy się ze wzrostem wierności katolickiemu nauczaniu.  Sprawa jest jasna. Każde badanie w parafii gdzie sprawuje się Mszę tradycyjną ujawni znacznie większą wierność wobec nauki Kościoła, aniżeli w typowej, nietradycyjnej parafii. Jeśli się mylę, chętnie zobaczę dowody. Uczestnicy Mszy tradycyjnej biją o głowę biorących udział w Novus Ordo w życiu w zgodzie z nauczaniem Kościoła, i jest to niezaprzeczalne.

Oczywiście, nie można powiedzieć że nie ma pobożnych katolików biorących udział w Novus Ordo. Z pewnością tacy istnieją!  Ale nie to chcę powiedzieć.  Uważam, że katolicy uczestniczący w Vetus Ordo wykazują dużo większą wierność Kościołowi per capita – aby to zilustrować, hipotetycznie ustawmy 200 katolików w dwóch rzędach. Rząd pierwszy będą stanowili katolicy przywiązani do Novus Ordo. W rzędzie drugim znajdą się katolicy uczęszczający na Mszę tradycyjną. Nie mam pojęcia jak rozkładają się ujęcia procentowe, ale jestem pewien, że jeśli przebadałbyś obie grupy, odkryłbyś, iż w rzędzie Vetus Ordo znalazłaby się dużo liczniejsza grupa katolików podążających za nauczaniem Kościoła. Jestem o tym przekonany i mówię o tym bez żadnych zastrzeżeń. Tak uważam, i udowodnijcie, że nie mam racji!

Nie sądzę, że ktokolwiek to uczyni, bo gdzieś głęboko prawie każdy wie, że mam rację. Per capita tradycyjni katolicy są wierniejsi nauce Kościoła, aniżeli katolicy biorący udział w Novus Ordo. Większość wie, że jest to prawdą, ale nieliczni potrafiliby powiedzieć dlaczego tak jest. Mam pewną teorię na ten temat, i nie jest ona oryginalna. Tak naprawdę jest ona znana od dawna, nie jest ona moja. Została wykuta dawno temu przez kogoś innego, a podziela ją grono najwyżej postawionych dostojników watykańskich, łącznie z papieżem emerytem Benedyktem XVI. Można ją przedstawić w czterech łacińskich słowach -  Lex orandi, lex credendi („prawo modlitwy prawem wiary”), co oznacza, iż to jak się modlisz wpływa na to, jak wierzysz. Nie musisz mi wierzyć, przeczytaj co mówią na ten temat ci dwaj wysoko postawieni watykańscy prałaci...

(CNS)  Osłabienie wiary w Boga, wzrost egoizmu i spadek liczby osób uczęszczających na Mszę w wielu częściach świata mogą być wynikiem niegodnie sprawowanych Mszy, w trakcie których nie podąża się za wytycznymi Kościoła – powiedziało dwóch przedstawicieli Watykanu.         (http://www.catholicnews.com/data/stories/cns/1100868.htm)

Młodzi ludzie wybierają Mszę tradycyjną i porzucają ryt zwyczajny z pewnego powodu. Msza Novus Ordo stała się wszędzie w sposób widoczny magnesem przyciągającym pośrednio i bezpośrednio „fajne” celebracje, sprawowane w sposób lekceważący reguły odprawiania Mszy. W wielu miejscach Novus Ordo stało się rozrywką i eksperymentowaniem. Straciło poczucie grozy, czci i powagi. Wiele trucizn zabija dziś Kościół katolicki, ale twierdzę z całkowitą pewnością, że to jest główny sprawca. Uważam, że wszystkie inne błędy mają swe źródło w tym zepsuciu. Niechlujna liturgia jest źródłem byle jakiej katechezy, a to daje miernych wiernych, którzy byle jak wierzą.

Każdy kto choć trochę zna się na liturgii wie, że powinno być inaczej. Nie ma żadnego powodu, dla którego Novus Ordo powinien tak wyglądać. W rzeczywistości nie ma żadnego powodu, dla którego nie można by celebrować Novus Ordo w sposób niemalże taki, jak Mszę tradycyjną. Tak się dzieje w niektórych parafiach, które z tego powodu doświadczają wzrostu i odnowienia. Przykład tego można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Ish5zre-SRA#t=3892 .

Jako protestant nawrócony na katolicyzm jestem szczególnie wrażliwy na to zagadnienie. Moja formacja liturgiczna odbyła się w anglikanizmie i tam też zaznajomiony zostałem z obiema; tradycyjną i współczesną celebracją liturgii. Tak jak Kościół katolicki, anglikanie celebrują liturgię w dwóch formach, starej i nowej. Oczywiście, forma starsza jest bardziej tradycyjna, celebrowana w tradycyjny sposób, z użyciem starszych pieśni, chorału, kadzidła, dzwonków, uroczyście i z powagą. Nowsza forma jest bardziej współczesna, często bez udziału dzwonków, chorału, kadzidła, często preferująca współczesne pieśni religijne, eksperymentowanie i ogólne jej „uwspółcześnienie”. Jako były ewangelik natychmiastowo zostałem wciągnięty w starszy ryt, a nie w ten bardziej nowoczesny. Dlaczego? Będąc jeszcze ewangelikiem doświadczyłem najbardziej nowoczesnej formy modlitwy jaką można znaleźć w obrębie chrześcijaństwie. I w ramach tego zagadnienia anglikanie nie mieli niczego, co mogłoby na mnie zrobić wrażenie. W rzeczywistości ich próby aby być „wyluzowanymi” i „fajnymi” w swoich celebracjach nowego rytu zalatywały mi starzyzną. To było prawie jak cofnięcie się do lat 70-tych, zupełnie „nieatrakcyjne” dla mojej ewangelicznej wrażliwości.  Nie poszedłem do anglikanów w poszukiwaniu nowoczesnej modlitwy. Jeśli tego bym szukał, udałbym się do okolicznych ewangelickich zborów, których jest masa w mojej okolicy. Zamiast tego, gdy pojawiła się szansa, natychmiastowo i instynktownie zostałem pociągnięty w kierunku bardziej starożytnej formy modlitwy. Myślę, że powód tego jest prosty. Należę do „generacji X”, straconego i zapomnianego pokolenia zawieszonego pomiędzy pokoleniem rewolucji obyczajowej lat 60-tych i „generacją Y” - wychowaną w świecie rewolucji informatycznej. Tak jak „generacja Y”, moje pokolenie wzrastało bez reguł i dyscypliny. Współczesny świat dał młodym wszystko, z wyjątkiem stabilności. Nie mamy oparcia w wierze, moralności czy standardach. Wszystko jest zmienne. Nic nie jest trwałe. Tak więc gdy niektórzy z nas spoglądają w kierunku religii, a bądźmy szczerzy, większość z nas tego nie czyni, szukamy czegoś, co da nam jedyną rzecz, której brakuje w naszym życiu – oparcia.

Oto dlaczego współczesne chrześcijaństwo spóźniło się na swój przysłowiowy pociąg. Gdy świat zaczął zupełnie się zmieniać w latach 60-tych i 70-tych, kościoły z entuzjazmem próbowały zmienić się razem z nim, mylnie wierząc że to było nieodzowne, aby dalej się liczyć. W rzeczywistości jednak była to właśnie najgorsza rzecz, jaką można było zrobić. Chwilę później (ledwie kilka dziesięcioleci) młodzi wychowani w tym nowym cudownym świecie odkryli, iż brakowało czegoś bardzo ważnego – stabilności.  I kiedy obejrzeliśmy się tam, gdzie myśleliśmy że ją znajdziemy – w kierunku chrześcijaństwa – odkryliśmy z zawodem, że jej tam już więcej też nie było. Wielu z nas skierowało się ku ewangelicyzmowi, ponieważ tam myśleliśmy znaleźć w końcu oparcie religijne, a nawet na chwilę je odnajdywaliśmy. Ale na końcu niektórzy z nas odkryli, że jedynym miejscem gdzie mogliśmy odnaleźć prawdziwe oparcie którego szukaliśmy, były starożytne chrześcijańskie  ryty i nauczanie. I tak wielu z nas zwróciło się do anglikanizmu, prawosławia, i katolicyzmu z Mszą łacińską.

Wiadomość jaką chcę tu przekazać, ma przed sobą przyszłość.  Moje pokolenie, „generacja X”, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Jesteśmy początkiem trendu, który będzie wzrastał i rozszerzał się bardziej, niż możecie sobie wyobrazić. „Pokolenie Y” dopiero zaczyna się rozglądać, a ich liczba  przekroczy naszą dziesięciokrotnie. Pokolenie idące za nimi będzie jeszcze liczniejsze, i trend będzie się zwiększał wykładniczo. Z biegiem czasu młodzi tradycjonaliści staną się liczniejsi od starzejących się modernistów. Jest to nieuchronne. Tak się właśnie stanie, i nic nie może tego zatrzymać.

Pokolenie II wojny światowej miało pewne powiedzenie, a my, z „pokolenia X” jesteśmy wystarczająco starzy, aby ich pamiętać. Zawsze powtarzali: „Jeśli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich!” Z pewnością je pamiętacie, hipisi, nieprawda? Szczerze mówiąc, zawsze bardziej się identyfikowałem z pokoleniem moich dziadków, niż z pokoleniem rodziców, a powodem tego jak sądzę jest ponownie zagadnienie stabilności. Myślę, że nadszedł czas, hipisi, abyście skorzystali z podpowiedzi waszych rodziców, a jeśli nie chcecie ich słuchać, to przynajmniej posłuchajcie waszych dzieci, albo wnuków. „Jeśli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich!”. Przyjmijcie do wiadomości – ten tradycjonalistyczny trend nie zatrzyma się. Będzie rósł, a moje pokolenie to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie mówię, że macie zacząć uczęszczać na Mszę tradycyjną, jeśli nie chcecie. Ale postarajcie się aby wasz ksiądz zaczął odprawiać Novus Ordo tak, jak się odprawia Mszę wszechczasów.  Powiedzcie mu, aby podążał za rubrykami w mszale najlepiej jak potrafi, aby zaczął ponownie używać kadzidła, dzwonków i chorału. Powiedzcie mu, aby Msza którą odprawia, przypominała starą Mszę najbardziej jak to tylko możliwe, z zachowaniem waszego języka. Niech kobiety zaczną na Mszy ponownie nakrywać głowy. Niech mężczyźni właściwie się ubierają. Jeśli tak zrobicie, to mogę przepowiedzieć wam przyszłość. Wasza parafia zacznie się rozwijać. W kościelnych ławkach przybędzie młodych rodzin, wzrośnie liczba chrztów, pierwszych komunii i bierzmowań. Przybędzie w waszej parafii protestantów nawróconych na katolicyzm. I w końcu wzrośnie liczba wierzących katolików w waszej parafii. Skąd to wiem? Stąd, iż to już się dzieje w garstce parafii w całym kraju. Tak się też może stać i w waszej. Najwyższy czas aby podążyć za duchem czasu. Młodzi tęsknią za tradycją i ostoją. I jeśli tego im nie dajecie, to cóż innego macie do zaoferowania? Czy jest jakikolwiek inny powód, dla którego wasza parafia przestała się rozwijać? Dlaczego się starzeje? W dowolnej, zdrowej parafii, młodzi powinni swą liczbą przewyższać starszych co najmniej dwukrotnie. Uczestnicząc w następnej Mszy policzcie siwe głowy, porównajcie je z liczebnością młodych, i ujrzyjcie to na własne oczy. Jak powiadają, oczywista oczywistość. Przyszłość waszej parafii może zależeć od braku młodych. Zadajcie sobie pytanie; „ile tradycji i stabilności daje młodym nasza parafia”?

Shane Shaetzel

Źródło: http://catholicozarks.blogspot.com/2013/09/a-paradigm-shift-in-catholic-church.html?spref=fb

Tłumaczenie z angielskiego: Leszek Heimann