wtorek, 10 czerwca 2014

Kim są tradycyjni katolicy? Okiem anglosaskiego tradycjonalisty.

Kontynuujemy naszą serię publikacji o tożsamości tradycyjnego katolika. Dzisiaj prezentujemy tłumaczenie podsumowania dyskusji na ten temat odbywającej się na anglojęzycznym forum. 

Pewnego razu, umartwiając się intelektualnie na forum internetowym Catholic Answers, natknąłem się na pytanie o definicję "tradycyjnego katolika".

Pytający napisał:

Być może było to już poruszane w innym miejscu na tym forum, ale nie mogłem odnaleźć niczego, bezpośrednio odnoszącego się do zagadnienia. Jaka jest definicja "tradycyjnego katolika"? Czy to wyłącznie odnosi się do uczestników Mszy tradycyjnej, czy też obejmuje zestaw wartości, w które się nie wierzy, i które nie mają znaczenia w większości współczesnych katolickich kościołów?

Jest to bardzo dobre pytanie, na które trudno odpowiedzieć. Ogólnie rzecz ujmując, jest to katolik uczęszczający na Mszę tradycyjną. Ale jest w tym coś więcej, kulturowe i teologiczne spojrzenie, które idą w parze z Mszą tradycyjną, ale nie są tożsame z uczestniczeniem w niej.

W tym miejscu chciałbym coś podkreślić - odnoszę się teraz do tradycyjnych katolików. Tradycja przez duże "t" jest nauczaniem Kościoła, i choć ważna, nie jest przedmiotem tej wypowiedzi. Samo określenie "tradycyjny katolicyzm" mogłoby być wręcz przez niektórych uznane jako zupełnie inna religia różna od katolicyzmu. Nie ma to miejsca w przypadku tradycyjnych katolików. Tradycjonaliści są w 100% rzymskimi katolikami, tak jak wszyscy inni katolicy. Te wszystkie niuanse mają znaczenie - tak jak istnieje ogromna różnica w byciu ortodoksyjnym i prawosławnym (ang. Orthodox).

Na pytanie odpowiedziałem krążącym wokół niego opisem:

Tradycyjny katolik nie jest kimś, kto "preferuje" Mszę tradycyjną. Tak jak nimi nie są ludzie, którzy tylko zdali egzamin z katechizmu.

Tradycjonaliści są ludźmi przywiązanymi to duchowości, która w Kościele katolickim XXI wieku w większości została zagubiona.
Mówiąc szczerze, łatwiej jest opisać ich z zewnątrz, niźli przedstawić ich osobowość:

Msza tradycyjna jest największym wyróżnikiem...nawet jeśli z pewnością istnieją tradycjonaliści, których poniosło do "novusowego" świata, tak jak i istnieją katolicy nietradycyjni, którzy uczęszczają na Mszę Wszechczasów. Tradycjonaliści słuchają "radia katolickiego"...ze sceptycyzmem. Mogą prowadzić blog. Potrafią wymienić listę swoich 5 ulubionych soborów ekumenicznych. Znajomi uważają ich za staroświeckich zgredów. Posiadają kropielniczkę z wodą święconą w każdym pokoju, i przy drzwiach wyjściowych. Cytują Biblię Douay-Rheims (anglosaski odpowiednik polskiej Biblii Wujka, przyp. tłumacza). Mają własne zdanie na odprawianie Mszy w barokowych westymentach w gotyckiej kaplicy. Mają dość przyrównywania ich do oszołomów. Mogą nie lubić biskupa Williamsona, ale przyznają, że czasami ma rację, i że jak ma rację, to naprawdę ją ma. Mogą tobie opowiedzieć o Asyżu. Kiedy uczestniczą w Novus Ordo, składają ręce jak katolicy w trakcie odmawiania Ojcze Nasz. Kobiety mają zapasową mantylkę w samochodzie, tak "na wszelki wypadek". Mężczyźni mają własne zdanie na temat najlepszego tytoniu fajkowego na każdą okazję. Chłopcy mają własną sutannę i komżę wiszącą w szafie. Dziewczęta potrafią zagrać na organach Dies Irae. Aby ich brązowy szkaplerz nie odpłynął, pływają w t-shirtach. Są gotowi jechać godzinę na Mszę...co niedzielę. Znają godziny spowiedzi w co najmniej czterech kościołach. Zapraszają księży na gry w karty i palenie cygar. Modlą się do świętych, o których myślisz, że mogą nie istnieć.  Gdy powiesz "Jan Paweł Wielki", zapytają: Wielki? Mogą hodować kury. Gdy uczestniczą w Novus Ordo, wszyscy obserwują ich, starając się zrozumieć, dlaczego się biją w trakcie "Baranku Boży". Po Mszy modlą się na klęczkach...tracąc okazję na pogaduszki z księdzem przy parafialnym sklepiku. Szydzą, mijając masoński dom spotkań. Żegnają się, mijając katolicki kościół. Mamroczą coś o "duszach czyśćcowych" gdy przechodzą obok cmentarza. Mruczą coś o świętym Michale, gdy mija ich karetka. Pierwsze imię ich córki to Maria. Drugie imię ich syna to Maria. Cappa Magna nie jest dla nich napojem ze Starbucks'a. Zrobią tobie wykład, dlaczego bycie miłosiernym nie zawsze oznacza bycie miłym i przyjacielskim.

To jest skomplikowane. Tradsów trudno jest zdefiniować. Rozpoznajesz ich dopiero, gdy ich widzisz.

Próbowałem powyżej uchwycić obraz stereotypowej "tradi" rodziny - mieszaninę wielu tradsów, których znam. Ale nie wydaje mi się, że naprawdę odpowiedziałem na pytanie.

Inni udzielili lepszych, i bardziej konkretnych odpowiedzi, niż ja. Jedną z bardziej "użytecznych" zaproponowanych definicji, była ta:

Tradycyjny katolik, w posoborowym znaczeniu - jest katolikiem, który chce Mszy, wszystkich sakramentów, obrzędów oraz katechezy przywróconych w formie, w jakiej one istniały przed Soborem Watykańskim II.

W zależności od osoby, można by to jeszcze pogłębić, ale ogólnie rzecz biorąc powiedziałbym, że to jest to.

Jest to lepsza definicja. Mógłbyś umieścić ją w katolickiej encyklopedii, i odpowiadałaby na pytanie.  Ale ciągle coś pomija. Z mojego doświadczenia wynika, że tradycyjni katolicy nie są tylko restauratorami, nie są jak archeolodzy, rekonstruktorzy, czy jeszcze inni.
Chociaż moje zainteresowanie tradycyjnym katolicyzmem było początkowo "archeologiczne" ( "jak wtedy wyglądała Msza?"), rozwinęło się w kulturalne, a potem teologiczne. Myślę, że to dość typowa historia dla ludzi z mojego pokolenia, którzy odkrywają tradycję 40 lat po zmianach Soboru Watykańskiego II.
Najpełniejszej odpowiedzi udzielił  "Johndigger", który pisze:
Tradycyjny katolik to ktoś, kto widzi tradycje Kościoła nie tylko jako dodatek do katolicyzmu, ale praktykuje naszą wiarę i żyje według mądrości przekazanej nam przez przodków, wierząc, że jest to konieczna, i nieodłączna część katolicyzmu.

Oczywiście, odstępstwo od nieomylnego nauczania Kościoła jest gorsze od odstępstwa od kościelnych praktyk, ale istnieje pogląd, że bycie katolikiem nie jest tylko wierzeniem w to, w co Kościół zawsze wierzył, ale jest też wielbieniem Boga w sposób, w jaki Kościół nam to przekazał.

Tradycja żyje i ewoluuje, sposób w jaki wyznajemy wiarę zmienia się, ale zmiany muszą szanować to co było przed nami, i na tym budować.

Tak!

Przeczytajmy jeszcze raz:

istnieje pogląd, że bycie katolikiem nie jest tylko wierzeniem w to, w co Kościół zawsze wierzył, ale jest też wielbieniem Boga w sposób, w jaki Kościół nam to przekazał.

Właśnie tak. To kwestia odpowiedzialności - jesteśmy strażnikami konkretnej tradycji, spojrzenia na świat, filozofii i kultury, które zostały nam przekazane.
W swoim blogu "What does the Prayer really say?", niezrównany ksiądz Z. nazwał to naszą Ojcowizną - takim rodowym spadkiem, dziedzictwem przekazywanym każdemu nowemu pokoleniu, do strzeżenia i utrzymania.

Oto co "tradycyjny katolik" czyni. To nie tylko uczęszczanie na Mszę Wszechczasów. To nie tylko posiadanie 8 dzieci, i furgonetki z naklejką zderzakową "uwielbiam mojego owczarka niemieckiego" w oknie. Tradycjonaliści widzą swoją rolę w tym życiu jako część długiej nici, nie zaś jako coś zupełnie nowego i odmiennego.

Bycie tradsem jest poglądem na świat. Chodzi tu o naukę, jak przygotować sos pomidorowy według przepisu twojej prababci, bo przepis jest rodzinną pamiątką, sposób gotowania i mieszania potrawy jest czymś, co praktykowano i doskonalono przez pokolenia.To umiejętność opowiadania starych rodzinnych historii, poznawanie podejścia dziadka do swoich pracowników w rodzinnym sklepie, dowiadywanie się jak mama prowadziła sprzedaż szkolnych wypieków, jak Irlandczycy uczyli się walczyć i dlaczego Holendrzy płacą za siebie na swoich randkach. To są rodzinne tradycje. To są kulturalne tradycje. To nasze dziedzictwo, które nam zostało przekazane, i które my przekażemy naszym dzieciom. To są prawdziwe rodzinne pamiątki - myślę, że zawsze warte więcej, niż jakikolwiek kieszonkowy zegarek czy talerz.

Tradycyjni katolicy w ten sam sposób myślą o swojej relacji z Wszechmogącym. Postępują tak, jak zawsze czynią katolicy. To nie jest tak, że nie zajmują się rzeczami nowymi. Nowe rzeczy nie mają dla nich wartości tylko dlatego, że są nowe. 

Ktoś inny zacytował swojego bloga, by udzielić długiej odpowiedzi na temat tradycyjnego katolicyzmu:

Zastanawiając się nad różnicą pomiędzy samozwańczymi tradycyjnymi katolikami oraz pozostałymi ortodoksyjnymi katolikami doszedłem do wniosku, że najważniejszą różnicą między nimi jest ich indywidualne podejście do zmiany. Jeśli ktoś bierze się za konkretne czytanie Ojców Kościoła, Doktorów i Papieży, zauważa u nich naprawdę konserwatywną postawę. Poprzez stulecia postawą ortodoksyjnych katolików było wierne przylgnięcie do tego, co im zostało przekazane, zarówno w wierze, jak i praktykach. Na zmianę patrzy się podejrzliwie, a zmiana dla samej zmiany, czy też nawet aby "dostosować się do czasów", jest nie do pomyślenia. W tym momencie widzę anty-tradycjonalistycznych apologetów gotowych do skoku, pozwólcie więc z góry mi powiedzieć - w najmniejszym stopniu nie zaprzeczam, iż poprzez stulecia było dużo słusznego rozwoju w doktrynie i praktykach Kościoła. Kościół katolicki jest żywym organizmem, ożywianym przez Ducha Świętego, i z pewnością rozwijał się, i zmieniał poprzez stulecia, zachowując jednocześnie pełnię Objawienia, przekazanego mu przez naszego Pana Jezusa. Z chęcią to przyznaję.

O czym natomiast mówię, to panująca wśród niektórych postawa względem zmiany. Ojcowie Kościoła, Doktorzy i Papieże nie widzieli siebie w pierwszym rzędzie jako innowatorów, ale konserwatystów. Widzieli Wiarę, i te praktyki przez które była ona wyrażana, przekazywana i strzeżona, jako dziedzictwo do przekazania przyszłym pokoleniom naprawdę nienaruszone, w całości.
Nie bali się rozwijać Wiary, czy też zmieniać wieloletnie i czcigodne zwyczaje. Ogólnie patrzyli na zmiany, doktrynalne czy też praktyczne, z wielką podejrzliwością. Instynktownie, a często i z doświadczenia, wiedzieli, że zmiany w obrębie religijności, nawet te zdające się być nieważnymi, często powodują znaczne wstrząsy w życiu Kościoła...

Mówiąc krótko, katolicki tradycjonalista chce wierzyć tak jak jego przodkowie, chce się modlić tak jak oni, i przekazać to w całości swoim dzieciom.  Nie przeciwstawia się uzasadnionemu i organicznemu rozwojowi. Ale to co trwałe, czcigodne, i pewne widzi jako skarb boskiej i świętej mądrości, zaś próby zmiany albo "ulepszenia" tego skarbca wiary i pobożności traktuje z ostrożną powściągliwością, jeśli nie nawet podejrzliwością.

Tak! Właśnie tak, to właśnie to!
Moja ulubiona linijka:

Poprzez stulecia postawą ortodoksyjnych katolików było wierne przylgnięcie do tego, co im zostało przekazane, zarówno w wierze, jak i praktykach.

Jesteśmy strażnikami Wiary. Jest to rodzaj konserwatyzmu, który, w przeciwieństwie do tego co robią politycy i radiowi eksperci, naprawdę coś konserwuje.

Dziedzictwo. Filozoficzna, teologiczna i kulturalna spuścizna.
Tak! Oto właśnie tradycja

Tłumaczenie: Leszek Heimann